Cze zamiast życia Wirusa dostaniecie świątecznego shocika.
Enjoy!
~~~
Kiedy perfekcyjne święta to dla ciebie ciepłe łóżko, wygodny dres, ulubiony kubek parującej kawy i bajki Disneya.
Yoongi nigdy nie lubił świąt. Pośpiech, nerwy, wymuszone uśmiechy, nieszczere życzenia i ten niezręczny moment ich wręczania. Stoisz i gapisz się na rozmówcę, susząc zęby. Co z tego, że dostajesz skurczów twarzy. Co z tego, że wyglądasz jak byś reklamował pastę do zębów. Colgate max white one. Efekt wybielania już po pierwszym użyciu.
Dlatego właśnie stwierdziłem, że to pierniczę. Nie jechałem z rodzicami i bratem do rodziny. Zakopywałem się pod błękitnym kocem ze wzorkiem rilakkumy, z kubkiem kawy i paczką ciasteczek z czekoladą. Telewizja nie próżnowała, zarzucając wszystkie kanały różnymi filmami animowanymi. Królewna Śnieżka, Ralf demolka, Artur ratuję gwiazdkę, Potwór w Paryżu. Czego dusza zapragnie. W tym roku nie chciałem zmieniać moich anty świąt. Niestety wszystko przekreśliła pewna ruda małpa.
Był 20 grudnia. Ulice wręcz tonęły pod kilogramami świątecznego shitu. Ozdóbki na latarniach, światełka na balkonach i oknach, choineczki, bombeczki, wystawy w sklepach. Dorośli okupujący sklepy z zabawkami. Przyjaciele co rusz jęczący, że nie wiedzą co komu kupić i ja w tym ogólnym rozgardiaszu. Siedzący spokojnie z rękami założonymi pod głową.
Uśmiechnąłem się pod nosem widząc jak Namjoon załamuje ręce przeglądając stronę internetową z ubraniami. Szukał czegoś totally cute dla swojej księżniczki. Strona wręcz tonęła w bijebitnym różyku.
-Oczy cię przypadkiem nie bolą?-zaśmiałem się.
-Siedź cicho.-warknął-Niektórzy muszą przechodzić przez to piekło.
-Nie musisz.
-Muszę jeśli chcę mieć wstęp do nieba. Lepiej powiedz, czy masz już prezent dla chłopaka, którego wylosowałeś hyung? Jak mu tam było Jemin.
-Jimin.
-Jeden pies.
-Nie. Dam mu jakiś oklepany bon do empiku i tyle.
-Ehhh... Zero świątecznej magii.
-Niech spadają. Najpierw każą nam integrować się z nowymi i jeszcze robią jakieś idiotyczne losowanie. Nie chcę być niczyim „Mikołajem”. Mam gdzieś to świąteczne gówno.
-A idź.-machnął ręką młodszy-Lecę, umówiłem się z moją princessą.
-Pa.
Kiedy tylko Nam zdążył zniknąć za drzwiami knajpy, usłyszałem za plecami irytujący głos.
-Cześć hyung.
Owa ruda małpa, której miałem być mikołajem stała za mną, szczerząc się od ucha do ucha.
-Hej.-mruknąłem wstając od stolika i zgarniając w połowie pusty kubek z kawą.
-Słyszałem waszą rozmowę. Naprawdę nie obchodzisz Bożego Narodzenia Yoongi hyung?
-To cię akurat nie powinno obchodzić. Dostaniesz swój prezent, o to możesz być spokojny.
-Hyung święta to nie tylko prezenty.
-Za dużo telewizji Jimin. Świat jest inny.
-Jesteś pewny.
-Owszem.
-Daj mi tydzień.
-Tydzień na co?
-Żebyś polubił święta.
-Nie dzięki.
-Pękasz?!-usłyszałem, kiedy stałem przy drzwiach.
-Nie ze mną te numery młody.-mruknąłem, przygryzając słomkę.
-No hyung!-pobiegł za mną-Co ci szkodzi?
-Dasz mi spokój jak się zgodzę?
-Tak.
-Stoi.-mruknąłem, wyciągając w jego stronę dłoń, którą po chwili uścisnął.
Następnego dnia pożałowałem mojej decyzji.
-Hyung idziemy dzisiaj do centrum.-powiedział rudowłosy stając przed moją ławką.
-Po co?
-Chcę ci pokazać, że święta to nie tylko magia komercji.
Kiedy skończyłem lekcje ruda małpa już czekała na mnie pod bramą.
-Nie powiesz mi?
-To ma być niespodzianka hyung.
Po 20 minutach ciszy dotarliśmy pod centrum handlowe.
-O Jimin jesteś!-krzyknęła, szczupła brunetka, gdy stanęli przy dużej, ozdobionej choince.
-Dzień dobry pani Lee. Przyprowadziłem zastępstwo.
-Świetnie. Idźcie się przebrać.
-Czekaj co?!
Nikt nie raczył mi odpowiedzieć, zostałem jedynie pociągnięty za rękę w stronę wejścia dla pracowników.
-Jimin co to jest?-zapytałem widząc otwartą szafkę, a w niej wiszący strój świętego mikołaja.
-Kostium. Przebieraj się za jakieś dziesięć minut zaczynamy zmianę.-powiedział, zdejmując ubrania.
-Nie będę się przy tobie przebierał.
-Tam masz łazienkę.-wskazał na jasno brązowe drzwi.
Pominę fakt, że świecił sześciopakiem.
-Co to?-podniosłem przedmiot, który wyglądał jak poduszka z doczepionym paskiem.
-Brzuch. Pomóc ci założyć.
Wiedząc, że tej walki nie wygram, zacząłem zdejmować kurtkę. Bez słowa wcisnąłem Parkowi poduszkę i odwróciłem się do niego tyłem.
-Wyglądasz dobrze.-mruknął rudy, kiedy byliśmy przebrani.
-Zacznij lepiej szukać mojej godności, powinna być gdzieś na twoim poziomie.
-W innej sytuacji bym się na ciebie zdenerwował ale są święta, wziąłem cię z zaskoczenia i jestem elfem. Siadaj.-popchnął mnie na wielki fotel, otoczony tandetnymi dekoracjami i ludźmi przebranymi za skrzaty i renifery.
-Nie chcę tu być.-jęknąłem widząc rosnący tłum dzieci.
-Za późno hyung. Zapraszam na kolana Mikołaja.-wyciągnął rękę w stronę małej dziewczynki, stojącej na przedzie kolejki.
-Mikołaj!-dziewczynce zaświeciły się oczki.
-Ho ho ho! Powiedz Mikołajowi co chciałabyś dostać.-mruknąłem.
To, że ja nie obchodziłem świąt, nie oznaczało, że chciałem je psuć takiemu maluchowi.
-Ja chciałabym nową lalkę królewnę, misia i skaczącego pieska.
I tak przez najbliższą godzinę ja chcę szczeniaczka, króliczka, wyścigówkę. Daj mi to, daj mi tamto. Żadnego poproszę. Kiedy już traciłem wiarę w młodsze pokolenie, na moich kolanach zasiadł on.
-Jak się nazywasz chłopczyku?
-Myungsoo.
-Co chciałbyś dostać od Mikołaja.
-Nie chce zadnych zabawek. Ja chciałbym tyko, zeby moi lodzice znowu lazem zamieskali w jednym domku i psestali na siebie kzyczec.
Zatkało mnie. Niecodziennie mali chłopcy chcą, żeby ich rodzice znowu się zeszli.
-Uhm... A nie chciałbyś samochodzika.
-Nie.
-Dobrze, Mikołaj wysłuchał twojej prośby. Teraz musi przedyskutować to ze swoim elfem.
-Dziekuje.-przytulił się do mnie.
Przez resztę zmiany dręczył mnie ten mały. Nie zauważyłem nawet, kiedy na moich kolanach pojawiła się mokra plama, do brody zostały mi przyklejone landrynki, a jeden dzieciak prawie na mnie zwymiotował.
-Proszę.-Pani Lee wręczyła nam dwie koperty-Dziękuję za ciężką pracę. Zwłaszcza tobie Yoongi.
-Nie ma za co.-ukłoniłem się delikatnie.
-I jak hyung? Czujesz to?
-Magię świąt?-zapytałem ze sztucznym uśmiechem.
Chłopak energicznie pokiwał głową.
-Nie.-odpowiedziałem, opuszczając kąciki ust.
Jimin westchnął przeciągle.
-W takim razie jutro też nic nie planuj.
-Nie będę znowu szurał mojej godności po podłodze.
-Nie będziesz musiał znowu bawić się w przebieranki.
-Motywuje mnie tylko to, że za sześć dni będę miał cię z głowy na resztę życia. Lecę. Cześć.
Nie zauważyłem wtedy ogników powoli gasnących w jego oczach.
Następnego dnia Jimin znowu czekał na mnie przy bramie.
-Masz strasznie czerwony nos.-stwierdziłem.
-Wycierałem go przed chwilą. Chodźmy.
-Miało nie być przebieranek.-mruknąłem.
-I nie będzie. Muszę kupić ozdoby cukrowe i cynamon.
-A okej.
Weszliśmy do środka, wtedy w tłumie minęła mi znajoma czupryna.
-Wiesz co idź po ozdoby, a ja znajdę cynamon.-ruszyłem przed siebie.
-Przepraszam!-rzuciłem się w stronę kobiety, stojącej przy półce z przyprawami.
-Tak?
-Pani jest mamą Myungsoo?
-Tak. Czy coś się z nim stało?
-Nie, nie. Może to zabrzmieć dziwnie ale jestem Świętym Mikołajem. Nie takim prawdziwym!-dodałem szybko, machając rękami, kiedy zobaczyłem minę kobiety-Wczoraj była Pani z synem w centrum handlowym u Mikołaja.
-Tak.
-Po prostu zmartwiła mnie prośba Pani synka.
-Jaka prośba?
-Myungsoo chciał, żeby jego rodzice znowu zamieszkali razem i przestali się kłócić.
-Uhm... Posłuchaj dzieciaku, nie zaczęłam krzyczeć bo nie patrzy ci źle z oczu ale sądzę, że to nie twoja sprawa.
-Doskonale o tym wiem. Ja już dawno bym uciekł na Pani miejscu. Po prostu nie da się łatwo zapomnieć takiego dziecka. Reszta chciała lalek, samochodów, telefonów, a on chciał tylko pełnej rodziny.
-Dziękuję ci.-powiedziała po dłuższej chwili blondynka.
-N-nie ma za co.-wymruczałem, kiedy oplotła mnie szczupłymi ramionami.
-Jesteś dobrym dzieciakiem, jak na Mikołaja przystało.-uśmiechnęła się.
-Do widzenia.
-Wesołych świąt.
Zgarnąłem z półki cynamon.
-Hyung!-usłyszałem krzyk Parka-Mam wszystko. Możemy już iść.
-Ta.-wrzuciłem opakowanie do koszyka.
-Nie mówiłeś, że masz dziewczynę.-mruknął chłopak, nasuwając czapkę na uszy.
Zaśmiałem się pod nosem.
-Stara znajoma. Dosłownie. Ma męża i dziecko.
-Oh. (od aut. Sehun xd)
-Gdzie idziemy?
-Do mnie.
-Po co?
-Będziemy robić pierniczki.
Zajekurwabiście.
-Nie chcę ci niszczyć życia ale ja nie jestem cukiernikiem.
-Nie musisz być. Pomożesz mi.
I tak oto znaleźliśmy się w niewielkim mieszkanku Parka.
-Mieszkasz sam?-zapytałem zdejmując buty.
-Nie z rodzicami i bratem.
Wzięliśmy się za robotę.
-Przesiej mąkę z proszkiem do pieczenia do miski.
-Co?
-Wsyp mąkę do tego metalowego kubka z sitkiem na dnie, wsyp do niego proszek do pieczenia i to białe w torbie z napisem mąka i naciskaj rączkę, trzymając nad misą.
-Nie traktuj mnie jak dziecka. Wiem co to mąka i proszek.
-Wiesz nie podejrzewałem cię o to.
I właśnie przez te słowa zacząłem przesiewać tą cholerną mąkę z proszkiem do pieczenia nad rudym łbem Jimina.
-Ej!
Przez ten zabieg na mojej twarzy wylądowały dwa jajka.
-I jak fajnie?
-Zajebiście. Wiesz czego ci brakuję? Trochę wyraźnego smaku.-stwierdziłem sypiąc w na niego cynamon.
-Dziękuję ci. Teraz czuję się taki wyraźny. Hyung już jesteś słodki ale sądzę, że więcej słodyczy nie zaszkodzi.
Po chwili moje włosy lepiły się od miodu. Jednak i tak pomimo tego, że połowa składników wylądowała na nas, udało nam się upiec te cholerne ciastka.
-Chcesz się umyć hyung.
-Nie, moim marzeniem jest wyjść tak na ulicę i zobaczyć, czy uda mi się przykleić do zakazu parkowania. (od aut. Nie nie wiąże się to z PARKowaniem ani zakazem pedałowania)
-Zajebiste marzenie hyung! Pomóc ci je spełnić?
-Pokarz mi po prostu którędy do kibla.
-Idź prosto i za 200 metrów skręć w prawo. Czysty ręcznik jest w szafce nad pralką.
-Dzięki.
Pominę część w której próbowałem zmyć z włosów miód, który bardzo się z nimi zespoił.
-Jimin dasz mi jakieś ubrania?-zapytałem, wchodząc do jego pokoju.
-Mogą być dresy? Mają gumkę, więc nie powinny tak spadać.
-Tak.
Wręczył mi do ręki czarne dresy i szarą koszulkę. Zrzuciłem z siebie ręcznik, na co Park wciągnął ze świstem powietrze.
-Czy to są...-spojrzał na moje krocze.
-Bokserki z Myszką Mickey. Coś nie tak?
-Są śliczne! Kocham Disneya!
-Czyli jednak nie masz, aż tak bardzo spaczonego gustu. Zwracam honor.
-Spadaj. Pójdę się umyć i podprowadzę cię do domu.
-Nie musisz. Mieszkam niedaleko.
-Okej. Tylko poczekaj chwilę.-skierował się do kuchni.
Wrzucił do różowego pojemnika kilkanaście pierniczków.
-Smacznego hyung.
-Dzięki młody.-poczochrałem go po włosach, jednocześnie jeszcze bardziej roztrzepując wszędzie mąkę-Cześć.
Wracałem do domu wpatrując się w spadające płatki śniegu. Może i nie polubię świąt ale za to Jimina tak.
Trzeciego dnia wydawało mi się, że rudzielec zaczął dziwnie mówić.
-Jimin dobrze się czujesz?
-Tak hyung. Perfekcyjnie.
-Gdzie dzisiaj idziemy.
-Pomóc w domu opieki. Ubrać choinkę, pogadać z seniorami, takie sprawy.
-Robisz to co roku?
-Tak. To fajne widzieć uśmiech na twarzach tych ludzi.
Park nie był typowym pierwszakiem, jak na początku myślałem. W domu opieki wszyscy starsi ludzie powitali chłopaka z szeroko otwartymi ramionami.
-A któż to?-zapytała jedna z kobiet.
-To jest mój hyung ze szkoły Yoongi.
-Dzień dobry.-przywitałem się.
Zaczęło się podszczypywanie i to nie tylko policzków.
-Przystojniaczek z ciebie.
-Przypominasz mi mojego wnuczka.
-Jaki chudziutki.
-Teraz im nie uciekniesz.-zaśmiał się Jimin.
Zabawa z choinką, łącznie z przytaszczeniem ozdób z piwnicy zajęła nam około dwie godziny. Obyło się ze stosunkowo małą liczbą obrażeń, najwięcej ich powstało podczas rozplątywania światełek i łańcuchów.
-Ciągnij w lewo!
-Nie ciągnij, bo popsujesz!
-Yoongi wstań z tej ziemi jeszcze srebrny łańcuch!
-Nie, nie nie to w lewo.
-Jimin ośle to się zaraz zbije.
Jednak daliśmy radę. Za co zostaliśmy nagrodzeni herbatą z ciasteczkami.
-Zgrani z was przyjaciele.-powiedziała pani Kim, klepiąc mnie po ramieniu-Nawet Sungilowi się podobało, a on nienawidzi świąt.
-Dlaczego?
-Bo to głupie i niedorzeczne!-usłyszałem skrzekliwy głos za plecami-Udawać miłego dla całego świata, składać sobie przereklamowane życzenia, a i tak każdy chcę tylko dostać jakiś drogi prezent. Rzuciłem to już wieki temu i jest mi z tym dobrze! Zero świąt!
-Kiedyś bardzo lubił święta ale później zmarła mu żona i stwierdził, że nie chcę ich już obchodzić. Po kilku latach namawiania go córka też dała sobie spokój i został sam. Twierdzi, że mu dobrze ale to nieprawda. Ten smutek aż czuć.
Przypatrzyłem się staruszkowi siedzącemu w fotelu.
-To straszne.-stwierdził Jimin.
Może niedługo i ja tak skończę? Całkiem sam? Ale czy mi to przeszkadza?
Przecież telewizja, kubek i koc mi wystarczają. Wstałem od stołu.
-Gdzie idziesz hyung?
-Muszę się o czymś przekonać ChimChim.
Podszedłem do Pana Sunga.
-Można?-wskazałem na fotel obok.
-Siadaj. Albo bardzo lubisz święta, albo Jimina, że tutaj wylądowałeś.-powiedział mężczyzna.
-Szczerze to nienawidzę świąt i od kilku lat ich nie obchodzę.
-Więc co tutaj robisz?
-Jimin mnie tu przyprowadził. Powiedział, że dzięki niemu znowu polubię święta.
-I co synu lubisz?
-Nie.
Staruszek zaśmiał się pod nosem.
-Nie idź moją drogą. Ja odtrąciłem tych, którzy chcieli mi pomóc i teraz jestem sam.
-Przecież ma Pan współlokatorów.
-Wiesz jak to jest, urażona duma nie pozwala mi się przyznać do porażki.
-Mi się Pan przyznał.
-To w ramach przestrogi. Złap rękę tego chłopaka i pozwól mu się wyciągnąć ku górze.-siwowłosy wstał, po czym po prostu odszedł, zostawiając mnie skonsternowanego w granatowym fotelu.
-Yoongi hyung.-podskoczyłem, czując ciepłą dłoń na ramieniu.
-Jimin potrzebuję kogoś, kto tu pracuję i nie jest biurokratą ściśle trzymającym się zasad.
-Jest Soomin. Coś się stało?
-Ty się stałeś. Zaprowadź mnie do niej.
Moja dłoń znalazła się w ciepłym uścisku.
-Masz strasznie zimne ręce hyung.
-A ty ciepłe i się nie czepiam.
-Soo noona!-krzyknął Park, widząc niską brunetkę na końcu korytarza.
-Coś się stało Jimin-ah?
-Yoongi ma do ciebie sprawę.
-Słucham.
-Dysponuje Pani numerem do córki pana Sungila?
-Tak.
-Czy mógłbym go zobaczyć?
-Nie mogę udzielać takich poufnych danych.-rozejrzała się, po czym wciągnęła nas do pobliskiego gabineciku-Chyba, że mi powiesz po co.
-Chcę pokazać komuś, że można naprawiać błędy i nie należy udawać silniejszego niż się jest.
-Wykręcę ci numer z służbowego.-mruknęła kobieta.
Po chwili ściskałem słuchawkę telefonu w dłoni. Po czterech sygnałach po drugiej stronie usłyszałem głos.
-Halo? Czy coś się stało z moim tatą?
-Dzień dobry z tej strony Min Yoongi Pani tata jest zdrowy, jednak myślę, że powinna Pani do niego przyjechać.
-Po co skoro wszystko z nim w porządku?
-Bo nikt nie powinien być sam, zwłaszcza w święta.
-Mój tata od dobrych dziesięciu lat nie obchodzi Bożego Narodzenia.
-Dlatego po tak długiej przerwie to najlepszy czas by ponownie zaczął. Jego duma po prostu nie pozwala mu wyciągnąć ręki, niech Pani będzie mądrzejsza i to zrobi.
-Przepraszam ale nie mam czasu na takie rozmowy pracuję. Żegnam.
-I jak?-zapytała szatynka.
-Rozłączyła się. Jimin dobrze się czujesz?-podszedłem do dziwnie czerwonego chłopaka-Jesteś rozpalony!-stwierdziłem, przykładając dłoń do jego czoła.
-Nic, nic mi nie jest.-mruknął.
-Na mistrza w kłamaniu nie startuj bo przegrasz. Dziękuję za udostępnienie telefonu. Musimy już iść. Dasz radę Chim?
-Tak. Czuję się dobrze.
-Yhym.
Pożegnaliśmy się z mieszkańcami domu, po czym wyszliśmy. Kiedy byliśmy mniej więcej w połowie drogi Jimin zaczął się lekko chwiać, przez co musiał podtrzymać się latarni.
-Jimin?
-Jest ok-kej.-mruknął.
Miał zamglony wzrok i coraz wyraźniejsze rumieńce na policzkach.
-Akurat. Wskakuj.-powiedziałem odwracając się do niego tyłem.
-Dam radę iść.
-Nie denerwuj mnie! Jeszcze bardziej niż świąt nienawidzę kłamców.
Młodszy nieporadnie wgramolił się na moje plecy i po chwili najzwyczajniej w świecie zasnął.
-A mi wypominają, że dam radę zawsze i wszędzie spać.-mamrotałem, wciskając guzik domofonu nosem.
Żeby ten bachor był w domu?
-Tak?
Jest!
-Kookie zejdź na dół i mi pomóż.
-Coś się stało hyung?
-Nie zadawaj głupich pytań i na jednej nodzę masz mi tu przyleźć?
-Ale szybciej będzie na dwóch.
-Jeongguk!
Po chwili mała menda, zwana moim młodszym bratem wpuściła mnie na klatkę.
-Kto to?
-Kolega. Zaciśnij windę.
-Już jest. Mama będzie zła, że jej nie powiedziałeś o chłopaku.
-To nie jest mój chłopak mała cholero! A chlapnij chociaż sylabę przy matce to już więcej nie będziesz nocował u Taehyunga!
Młodszy zmróżył oczy, po czym otworzył mi drzwi do mieszkania.
-Cześć synkuuu?
-Hej mamo. To Jimin, długa historia. Jest chory, mamy coś na przeziębienie?
-Tak. Połóż go do łóżka, zaraz ci przyniosę.
-Jimin?!-usłyszałem krzyk Taehyunga-Co mu zrobiłeś?!
-Nie drzyj się tak.-warknąłem-Na razie nic.
Zdjąłem chłopakowi kurtkę i buty, po czym przebrałem go w dresy.
-Czyli to na ciebie czekał te dwie godziny.
-Co?
-No kończymy dwie godziny wcześniej niż wy.
-Nie mów, że ten idiota stał pod tą głupią bramą przez dwie w mordę bite godziny.
-No dobrze nie powiem, bo nie sterczał. Nie chciał siedzieć w szkole to mnie odprowadzał i sterczał godzinę, a nie dwie.
-Obydwoje jesteście głupi. Masz numer do jego rodziców?
-Tak.
-To daj im znać, że ten małpiszon jest w dobrych rękach, żeby się nie martwili.
-Okey dokey.
-I zejdźcie mi dwaj z oczu.
Mamrocząc pod nosem dwa gluty opuściły mój pokój. Po chwili mama przyniosła lekarstwa, którymi musiałem nafaszerować Jimina.
-Naprawdę hyung to miłe, że się o mnie troszczysz ale już pójdę. Mama pewnie już panikuje.
-Twoi rodzice wiedzą gdzie jesteś, Tae do nich pisał. Powinieneś leżeć.
Chwała producentom, że Vicks sinex miał działanie usypiające i nie musiałem długo dyskutować z Jiminem.
-Mamo jak się rozkłada kanapę w salonie?
-Zapytaj ojca. Jednak myślę, że powinieneś zostać z Jiminem w pokoju, na wszelki wypadek, poza tym w nocy będzie musiał wziąć leki.
-A jak mnie zarazi?
-Nie chorowałeś od podstawówki, nawet grypa, którą sprzedał nam Kookie w zeszłym miesiącu cię nie dorwała.
-Fakt. Dobranoc.
-Pchły na noc.
Tej nocy zrozumiałem dlaczego przysięga się być w zdrowi i w chorobie i szczerze współczułem osobą, które ta przysięga obejmowała. Jimin budził się co dwie godziny, do tego miał zatkany nos, oddychał przez usta i marudził przez sen. Od czwartej do wpół do piątej musiałem siedzieć z rękoma przyłożonymi do jego twarzy.
-Mówiłem już, że masz takie zajebiście zimne dłonie.-mamrotał, półprzytomny Chim.
O szóstej trzydzieści sześć myślałem, że zostanę żywcem pogrzebany w zasmarkanych chusteczkach. Za to o siódmej zero dwa chciałem udusić młodszego poduszką i ukrócić nasze męki. Przynajmniej tyle dobrze, że była sobota.
-Jak się czujesz?-zapytałem, stawiając ciepłą herbatę na etażerce, zawalonej pod stertą lekarstw.
-Chujowo.-mruknął rudzielec przez nos-Przepraszam, że nie mogłeś się wyspać.
-Nic się nie stało. Jak mogłeś być tak lekkomyślny i sterczeć tyle przed szkołą, czekając na mnie?
-Po prostu, zależało mi, żeby pokazać ci jak fajne są święta.
-Jesteś głupi. Wypij herbatę póki jest ciepła.
Właściwie to całą sobotę i pół niedzieli spędziłem na niańczeniu Jimina. Zdążyliśmy się lepiej poznać.
-Dlaczego tak się uparłeś, żeby nie obchodzić świąt?-zapytał w końcu, kiedy Piękną i Bestię przerwały reklamy.
-Po prostu przestałem to czuć i miałem dosyć świątecznej niestrawności. Kochajmy się wszyscy, składajmy sobie życzenia, kupujmy prezenty. Święta po prostu straciły to coś. Tę radość.
-To ty ją straciłeś. Nie jesteś bezuczuciową skałą hyung. Przecież pomogłeś temu dzieciakowi ze sklepu, chciałeś pogodzić Pana Sungila z rodziną, poświęciłeś mi czas.
-Jesteś chory, to chyba logiczne.
-Nie o to mi chodzi. Zgodziłeś się na to wszystko co wymyśliłem. Przyznaj polubiłeś święta.
-Nie. Właśnie w tym rzecz. Cały czas są dla mnie nic nie warte. Nie będę ich nagle obchodził bo porozmawiałem z jakąś babką w markecie i zawracałem tyłek córce jakiegoś staruszka. Nic nie zrobiłem. Po prostu zapełniłeś mi wolny czas. Co robisz?
-Będę się już zbierał. Pojutrze w szkole będą uroczystości. Muszę wyzdrowieć. Dzięki, że się mną zająłeś, najwyraźniej zmarnowaliśmy tylko czas. Cześć.
-Jimin.-chwyciłem go za rękę.
-Nie. To nie ma sensu. Twoje serce jest tak zimne jak twoje dłonie.-wyrwał się-Pa.
Usłyszałem trzaśnięcie drzwi.
-Jebać to wszystko.-mruknąłem, strącając z biurka małą choineczkę, którą jak zwykle nieostrzeżenie postawiła mama.
Skończyłem oglądać film. Jednak ten cholerny pierwszoklasista siedział w mojej głowie.
Po co ci święta Yoon? Przecież to tylko kolejny głupi dzień w kalendarzu.
Nikomu nie pomogłeś.
Zmarnowałeś czas.
Musisz naprawdę lubić Jimina.
Zostaniesz sam, sam... SAM.
-Yoongi!-z rozmyślań wyrwał mnie głos mamy.
-Jimin już poszedł?
-Tak. Musiał wracać do domu.
Tej nocy również nie przespałem spokojnie. Było mi zimno. Smutno. Dziwnie. Źle. Lekcje minęły mi spokojnie, na wpatrywaniu się w okno i przysypianiu. Kiedy opuściłem budynek szkoły, odruchowo spojrzałem w kierunku bramy. No tak. ON już nie będzie czekał. I bardzo dobrze. Marnowałby tylko czas. Ciekawe czy już czuję się lepiej? Nie widziałem go w szkole.
-Yoon idziesz z nami na piwo?-poczułem rękę na ramieniu.
Jednak ta była większa, zimniejsza, cięższa...
-Tak.
-I co kupiłeś już temu pierwszakowi prezent.
O chuj!
-Jeszcze nie. Zajdę do Empiku jak będę wracał.
Blondyn kiwnął głową.
-Ja już na szczęście znalazłem prezent idealny dla mojej królewny.
-Różowy zamek z służbą w zestawie?
-Nie.
Wyciągnął zza pazuchy liliowe pudełeczko, w którym był mały wisiorek w kształcie skrzydeł.
-W środku jest nasze zdjęcie i wygrawerowany napis.
-I co myślisz, że to mu wystarczy? Bardziej pewnie spodziewałby się nowej garderoby wyposażonej w Diora, Chanel i Gucciego.
-Yoon tu chodzi nie chodzi o wielkość, czy stan zadłużenia jaki wywoła ten prezent. Tu chodzi o sam symbolikę i uczucia w niego włożone. Za bardzo skupiasz się na przyziemnych sprawach. Święta to nie ozdoby i prezenty, tylko ludzie, którzy tworzą tą wyjątkową atmosferę.
Wpatrywałem się w przyjaciela z przymrużonymi oczami.
-Dzięki stary.-cmoknąłem go w głowę, zrywając się z miejsca.
-Ale za co?!
-Za święta!
Ruszyłem pędem w stronę sklepu z rzeczami Disneya. Po drodze zaczął dzwonić mój telefon.
-Halo?
-Cześć Yoongi z tej strony Soomin.
-Cześć noona.
-Dzwonię tylko, żeby przekazać ci podziękowania od Pana Kyungila. Dzisiaj jego córka przyjechała i zabrała go do domu na święta.
-Miło mi to słyszeć. Przepraszam noona ale śpieszę się w jedno miejsce.
-Rozumiem. Cześć.
Wpadłem do sklepu, dziesięć minut przed zamknięciem. Powiem szczerze, że to były chyba najszybsze zakupy w moim życiu.
-Zapakować?-zapytała sprzedawczyni.
-Poproszę.
-Mikołaj!-rozległ się krzyk, po czym poczułem jak coś z impetem wpada na moje nogi.
-Uhm nie jestem Mikołajem mały.
-Jesteś! Splawiłeś, ze moi lodzice są lazem. Dziekuje ci!
Uśmiechnąłem się szeroko.
-Tylko zachowaj to w tajemnicy. Dobrze?
-Tak. Nikomu ani slowa!
-Myungsoo wracaj!-usłyszałem męski krzyk-Kochanie tu jest! Najmocniej przepraszam za syna.
-Nic się nie stało.
-Oh! To ty!-powiedziała znajoma mi blondynka.
-Dobry wieczór.
-Kochanie to ten chłopak, o którym ci mówiłam.
Mężczyzna zmierzył mnie badawczym spojrzeniem, po czym uścisnął moją dłoń.
-Dzięki tobie znowu jesteśmy rodziną, dziękuję ci.
-Nie ma za co.-mruknąłem speszony.
-Pański prezent.
Polubiłem Jimina, on lubił święta, więc i ja mimochodem zacząłem je lubić.
Następnego dnia, odbyły się standardowe formalne uroczystości. Składanie życzeń, chór i dawanie sobie prezentów. Stałem z boku ukryty w cieniu jednej z kolumn. Skąd miałem idealny widok na Jimina, który na początku rozglądał się po sali, jednak później jakby oklapł i stał wpatrując się w okno.
-Miałeś nadzieję, że nie przyjdę?-mruknąłem stając za nim.
Ręcę oparłem na jego ramionach w taki sposób, że zgrabnie opakowany prezent był prosto przed jego oczami.
-Tak.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Chodź zabiorę cię gdzieś.-złapałem jego dłoń, po czym pociągnąłem w stronę wyjścia.
-Gdzie? Nie chcę nigdzie z tobą iść!
-Nie marudź to niespodzianka.
Skierowaliśmy się do szatni, gdzie dodatkowo owinąłem go moim szalikiem. Po czym ruszyliśmy w stronę...
-Mcdonald? Świątecznie nie powiem.
-Nie musimy siedzieć na jakiejś nudnej pseudo uroczystości.-mruknąłem, przepuszczając chłopaka w drzwiach.
Zamówiliśmy jedzenie, po czym usiedliśmy przy stoliku w rogu sali.
-Wiem, że jesteś na mnie zły i wcale ci się nie dziwię. Jednak chciałem ci podziękować.
-Przecież nie masz za co nic nie zrobiłem.
Przesiadłem się na miejsce obok rudowłosego.
-Sprawiłeś coś co normalnie robiły trzy duchy*. Taki zgred jak ja polubił Boże Narodzenie. Dziękuję ci ChimChim.
-N-naprawdę? Nie żartujesz sobie ze mnie?!
-Nie.
-To cudownie!-chłopak rzucił mi się w objęcia-Właśnie. Też coś dla ciebie mam.
Wygrzebał z torby niewielką torebeczkę.
-Dziękuję.
Park wziął się za rozrywanie prezentu.
-Kupiłeś mi te cudowne bokserki i pluszaka Daisy!
-Widziałem, że Donalda już miałeś.
-Są cudowne dziękuję. Otwórz swój.
Rozerwałem tasiemkę na torebce. Po czym wyjąłem komplet skarpetek z postaciami Disneya.
-Będą mi pasować do gaci. Dziękuję.
Dzięki Jiminowi powróciła moja wiara w święta, które tego roku były magiczne. W drugi dzień świąt zapukałem w drzwi mieszkania Państwa Park. Otworzył mi nie kto inny jak Jimin.
-Pod jemiołom szczęście gości fa la la la la la la.-zanuciłem, wyciągając w górę rękę, w której ściskałem zielsko.
Chłopak nie za bardzo wiedział co zrobić. Dlatego mu pomogłem przyciągając do siebie i łącząc nasze usta w wyjątkowo czułym i smakującym cynamonem pocałunku.
-Wpadniesz do mnie na seans?-mruknąłem, odrywając się od niego i wskazując na Krainę Lodu-I przy okazji na resztę życia?
-Chętnie hyung.
