środa, 10 lutego 2016

Schematyczne działanie... albo i nie...

Wirus was teraz zatka... albo i nie. Tak naprawdę to... to ja nie wiem co to jest. Po prostu może jeśli będę częściej dodawać zaczniecie w końcu komentować...
~~~


To boli. Naprawdę bardzo boli. Ten cholerny ucisk w klatce piersiowej, gdy widzę ją z innym i wiem, że i tak za góra kilka tygodni będzie w moich ramionach, z obojętnością wypisaną na twarzy, kiedy się rozstaną. Czy ona do mnie przyjdzie? Nie. Sam narzucę jej swoje towarzystwo. Pójdziemy napić się czegoś. Jak zwykle zarzuci kilkoma żartami, ja odpowiem jej tym samym. Zjemy coś, przejdziemy się, po czym wrócę z nią do naszego wspólnego mieszkania. Później ona znowu zapomni o swoim byłym i pójdzie do przodu, a ja? Będę sterczał w miejscu i czekał, aż zatoczy kółko.
-Ten kto się nie rozwija ginie.
Słyszałem te słowa, ale nie obchodziły mnie one. Będę czekał, aż ta karuzela zatoczy pełen obrót. 
Kiedyś próbowałem się rozwinąć, ale nie wyszło. Wtedy to ona musiała stanąć w miejscu i bawić się w pocieszyciela. Wymienialiśmy się tą rolą. Często również nie byliśmy do końca zgodni. 
-Jak możesz umawiać się z Yuu?
-Jest kochany. Dobrze mi się z nim rozmawia i wie, że nie mam oczu na klatce piersiowej.
-Brawo dla niego.
Byli ze sobą sześć miesięcy, dopóki nie nakryła Shiroyamy z jakąś dziewczyną, w ich wynajętym mieszkaniu. Następnego dnia przyjechałem zabrać jej rzeczy, z powrotem do naszego domu.
-Liczę na to, iż uda ci się w godzinę stąd wynieść.-uśmiechnęła się złośliwie, rzucając pęczek kluczy na blat.
-Po co mam się stąd wynosić, skoro ty już to zrobiłaś?
Pokręciła z politowaniem głową na co jej jasnobłękitne włosy zafalowały.
-Jeśli jesteś na tyle głupi, żeby myśleć, że moja matka chrzestna pozwoli ci tu mieszkać, razem z twoim burdelem na kółkach to gratuluje kocie, ale żebyś się nie zdziwił jak złoży ci niedługo wizytę i wręczy wypowiedzenie. Au revoir.-złapała za rączkę walizki, po czym chwyciła mnie za rękę, mijając w drzwiach.
Wiem za to, że i tak naprawdę często rozumieliśmy się bez słów.
-Przyjdzie znowu z nią. Zobaczysz.-mruknęła, zakładając czarną bluzę.
-Wszyscy to wiedzą. Będzie pokazywał jaki jest wspaniały.
-Widziałeś moją...
-Skórzaną spódnice? Jest na suszarce.
-Dzięki.
Jak zwykle Danielle miała rację. Wszedłem do studia. Przywitawszy się z kilkoma osobami, ruszyłem do naszej sali. W korytarzu spotkałem Akire i Takanoriego.
-Jak tam Danielle?
-Miarowo. Jak zwykle, nie będzie płakać z powodu faceta.
-I to jest to!-zaklaskał Akira-Chodźmy.
Wcale nie zdziwił mnie widok Yuu z tą blond landryną.
-Oh Aoi nie wiedziałem, że będziemy mieć gościa.-uśmiechnąłem się sztucznie.
-Wspominałem wam.-brunet wskazał na swoją... koleżankę-To jest Omitsu.
Omi-chan to moi przyjaciele Akira, Takanori i...
-Poznaliśmy się już.-przerwałem chłopakowi-W twoim starym mieszkaniu. Pomagałem Dasiy pozbierać klamoty.
-Tanabe mówił, że szefostwo go wezwało, więc poczekamy na niego.-powiedział Ruki-Uru co powiesz na kawę?
-Chętnie.
Opuściliśmy pomieszczenie i skierowaliśmy się do automatu. Po chwili rozległy się szybkie kroki i przyłączył się do nas Akira.
-Więcej mnie z nimi nie zostawiajcie!-warknął, szukając w kieszeniach drobnych, na prośbę Matsumoto.
Wyjąłem telefon i napisałem smsa do Danielle.
Przyszedł z nią.
Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
Przyniosę wam teksty i nuty...
-Szatański duet już coś kombinuje.-mruknął Takanori, wrzucając po kolei monety do maszyny-Czuję, że spodoba mi się wasz plan. O ile jego celem jest uprzykrzenie życia tym gołąbkom.
-Będziesz zachwycony.-zgarnąłem kawę-Weź jedną Danielle, a i nie bądź zdziwiony jeśli dostaniesz teksty.
-Okej.
-Mógłbyś jej w końcu powiedzieć.
-Niby co?
-To jak mocno twoje serce przy niej bije.
-Od kiedy z ciebie taki poeta? Co Suzu?
-Od zamierzchłych czasów.
-Powiem jej.... Kiedyś.
-Już prędzej lider się dowie, że Aki wzdycha do jego pałeczek.-wtrącił blondyn, zgarniając kawę dla Daisy.
-Chyba bułeczek.-mruknąłem-Z mlekiem i cukrem?
-Tak.
Wróciliśmy zaopatrzeni w pięć kubków. Po jednym dla każdego z naszej trójki, plus dwa dla zabójczego dołeczkowego rodzeństwa.
-Gdzie was wcięło?-zapytał Aoi, kiedy weszliśmy do pomieszczenia.
-Musieliśmy zaopatrzyć w kawę miejscowy gang.-burknął Takanori-Czekaj, Kou ty masz tą z dwoma łyżkami cukru, czy ja?
-Uhm...-pociągnąłem łyka z jednego kubeczka, po czym się wzdrygnąłem-Ja mam ten szok cukrowy, ty masz dla Kaia.
-Nie ja mam Kaia, Ruki ma moją.-wtrącił Akira.
-Mleko i jedna łyżka cukru?
-Tak?
-No to ja ją mam.
-Mówię ci, że Takanori.
-Ja mam dla Kaia.
Wystarczy trzech osłów, jeden automat, kilka drobnych, pięć kubeczków i kilka minut, aby rozpętać prawdziwą aferę kawową.
-Ta jest z pianką dla Dan.-mruknąłem, naklejając różowego misia na kubek dziewczyny.
-Ta jest Tanabe.-Reita zabrał mi walające się po pokoju naklejki, po czym oznaczył kubek lidera niewielką gwiazdką.
-Dobra, czyli ta jest Rukiego, ta moja, a ta twoja.-wręczyłem basiście napój.
Wielki kryzys kubków kawy został zażegnany. Po kilku minutach do pomieszczenia wszedł lider.
-A to co zrzeszenie księżniczek?-prychnął, spoglądając na blondynkę-Yuu to, że pozwalamy sobie ostatnio na luz nie oznacza, iż możesz sobie spraszać panienki.-dodał, przeglądając papiery-Dla mnie? Dziękuję.-uśmiechnął się, odbierając od Akiry kawę-Dbasz o mnie ostatnio. Wolnego i tak nie dostaniesz.
-Nie chcę. Nie zrezygnowałbym z prób liderze kochany.
-Oh. W takim razie...-upił łyk-bądź u mnie o siódmej.
Akira wytrzeszczył oczy.
-C-co?
-Chciałeś przyjechać do mnie, kiedy tylko kupię tą grę. Mają mi ją przywieść po pracy.
Chłopak odetchnął z ulgą.
-T-tak... gra...
Jego jęki przerwało pukanie do drzwi, w których pojawiła się Danielle.
-Można?-zapytała.
-Jasne młoda.-Takanori otworzył szerzej drzwi.
Dziewczyna weszła do środka. Aż mi ślinka pociekła na jej widok. Długie, proste, jasno niebieskie włosy, opadały na ramiona. Miała na sobie czarną bluzę z nadrukiem kaktusa i skórzaną, prostą spódnicę, z guziczkami pośrodku. Na nogach miała białe adidasy.
-Przywiozłam teksty, tak jak uprzedzałam.-uśmiechnęła się, ukazując dwa cudeńka w policzkach.
Mina Yuu wyrażała wtedy tak wiele. Zdziwienie, strach, pożądanie. Mogę śmiać się z niej godzinami. Danielle odniosła zwycięstwo, a Shiroyama o mało co nie wyczyścił podłogi swoją szczęką. Dowiedziałem się później, że jego wspaniała Ośmiornica, z nim zerwała.
-Wiedziałam! Zdrowie!-powiedziała dziewczyna z uśmiechem, unosząc kieliszek z różowym płynem do góry.
-Zdrowie!-odpowiedzieliśmy jej chórem.
Siedzieliśmy w jednym z klubów w centrum. Głośna muzyka, tłum ludzi, kolorowe drinki i nasza piątka przy jednym stoliku.
-Mała wredota!-zaśmiał się Takanori.
-Mógł jej nie wpuszczać do łóżka.-odpowiedziała dziewczyna-Ktoś z was chce coś jeszcze do picia?
-Dla mnie to samo.-powiedział Akira.
-Ja dziękuję. Ktoś będzie was musiał poodstawiać.-mruknął Yutaka.
-Możecie zostać u nas.-machnąłem ręką-Pójdę z tobą, coś dla ciebie Taka?
-Jeszcze mam.
Kiwnąłem głową, wstając od stołu. Ruszyliśmy z Danielle do baru.
-Coś nie tak?-zapytałem, czując na sobie wzrok dziewczyny.
-Uhm... właściwie to...-zostałem zmuszony do schylenia się, aby ją usłyszeć.
-Mam coś na ubraniu?
Niebieskowłosa westchnęła przeciągle, kręcąc głową. Po chwili jednak poczułem uścisk na ręce.
-Właściwie to już nic.-burknęła, z rezygnacją.
-Danielle!-usłyszałem za plecami.
Odwróciłem się w stronę z której dobiegał krzyk.
-Baru-chan!-dziewczyna, pomachała w stronę blondyna.
Po chwili obok nas stał niewysoki, blondwłosy chłopak.
-Cześć.-przywitał się z nami.
-Hej. Nie spodziewałam się, że mogę cię tu spotkać.
-Czasami muszę się wyrwać. Jesteście sami?
-Nie, jeszcze z moim bratem, Takanorim i Akirą.
-Czyli mogę cię na chwilę porwać?
-Kou-chan dasz radę sam?
-Tak, pewnie.-powiedziałem, ze sztucznym uśmiechem.
-Porywaj mnie.-złapała chłopaka za rękę, po czym zniknęli w tłumie.
Momentalnie spochmurniałem. Głupi Subaru.
-Co podać?-głos barmana wyrwał mnie z zamyśleń.
Prawie wywarczałem zamówienie, po czym wróciłem do stolika.
-Albo jednak za dużo wypiłem, albo była was liczba mnoga?-mruknął Takanori.
-Po olkocholu zwykle się człowiekowi dwoi, a nie kroi przed oczami. Była, ale później zjawił się Subaru i teraz on razem z Danielle są liczbą mnogą-Co z nim?-zapytałem, wskazując na Akire, uwieszonego na liderze.
-Ich też jest liczba mnoga.-stwierdził Matsumoto.
-Aki naprawdę ci już wystarczy.-mruknął szatyn, obejmując Suzukiego.
-Mogę pić.-powiedział blondyn, wsadzając palec do kieliszka-Jestem jak gąbka, chłonę płyn całą powierzchnią tego... no... ciała.-zachichotał.
-Starczy ci.-Tanabe zabrał szklankę Akiry, po czym opróżnił jej zawartość.
-Miałeś nie pić.
-Siedź cicho Taka, to dla jego dobra!
-Kocham cię.-wymamrotał Suzuki.
-Wiem, wiem.
-Mówię prawdę!-krzyknął blondyn uderzając w stół.
-Ja również.-odpowiedział spokojnie Tanabe.
Akira wlepił w niego wystraszony wzrok.
-Wpadł.-usłyszałem szept przy uchu.
W odpowiedzi kiwnąłem jedynie głową.
-Nawet ty nie jesteś tak cienki, żeby paść po dwóch kieliszeczkach.-zaśmiał się, wstając-Chodź krętaczu, musimy pogadać bez towarzystwa. Trzymajcie się.
-Wiszę ci stówę.-westchnął Takanori, wpatrując się w resztkę alkoholu, pozostałą w kieliszku Suzukiego.
-Do cholery też jej powiem!-krzyknąłem, wypijając drinka.
Odstawiłem kieliszek na stolik z głośnym hukiem, po czym ruszyłem poszukać Danielle. Znalazłem ją po chwili. Dalej tańczyła z blondynem.
Dam radę. Dam radę.
-Cześć, przyszedłem zgarnąć mojego współlokatora.-powiedziałem, podchodząc do dziewczyny.
-Jasne. Zdzwonimy się jutro?
-Tak. Napiszę jak wstanę.
-Muszę ci coś powiedzieć.-mruknąłem, obejmując jej drobniusie ciałko-Lubię cię.
Daisy odetchnęła z ulgą, opierając się o moje ramie.
-Już myślałam, że nigdy mi tego nie powiesz.
-Jak to? To ty wiedziałaś?!
Odpowiedziała mi jedynie niewinnym uśmieszkiem.
-Też cię lubię!
Może jednak nie zawsze wszystko spełnia się według schematu?

sobota, 6 lutego 2016

Więc gdzie ta cudowna herbata?

Dobry tutaj wasz wesoły Wirus. Zebrało mnie na nocne opowieści i w mroku, przy ulubionym serialu kryminalnym zrodziło się to. 
Szczerze to paring jest nie do końca określony. Na pewno jest Shinya, drugą osobę możecie sami dopowiedzieć, gdyż nie jest powiedziana. Ja osobiście zapisane mam na komputerze jako DiexShinya, ale co tam. 
Cóż tak się kończy siedzenie na blogach do 3:31... No nic, nietypowo Dir En Grey i miłego tracenia orientacji w życiu i psychice... 
~~~
Naprawdę chciałem go mieć. Był mały, chudziutki i czasami niezwykle irytujący, ale go pokochałem. Chciałem spędzać z nim każdą chwilę. Każdą sekundę byłem gotowy poświęcić jemu. Niestety on jak zwykle miał mnie w głębokim poważaniu.
-Dostaniesz w twarz jak mu nie powiesz!-warknęła Dan, odstawiając z hukiem filiżankę na stół.
-I tak nie będzie chciał mnie słuchać.
-Sama mu powiem jeśli ty tego nie zrobisz.
-Ile mam czasu?
-Koniec tego tygodnia.
Westchnąłem, chowając twarz w dłoniach.
-Stoi.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Idę na próbę. Cześć.
-Nie tak szybko. Ja mówię Shinowi, ty lecisz do Subaru.
Uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Koniec tygodnia.-przypomniałem, kręcąc filiżanką w dłoni.
-Dobrze, dobrze. Idę, trzymaj się.
-Cześć.
Danielle odeszła w swoją stronę, a ja wyciągnąłem z kieszeni telefon. Jeśli się nie uda, przyrzekam, że zjem jednego z sukulentów Daisy.
-Tak?-usłyszałem po dwóch sygnałach.
-Halo Shinya? Możemy się spotkać?
-Po co?
-Mam do ciebie ważną sprawę?
-Jaką? Coś się stało?
-Tak jakby. Dałbyś radę, w miarę szybko przyjechać do kawiarni, naprzeciwko wytwórni?
-Tak. Będę za kilka minut.
-Do zobaczenia.-rozłączyłem się.
Dasz radę, a kaktus młodej przeżyje. Blondyn przekroczył próg kawiarni po dziewięciu minutach, od naszej rozmowy.
-Cześć.-przywitałem się, wskazując chłopakowi wolne krzesło.
-Co to za ważna sprawa?-zapytał, siadając.
Naszą rozmowę przerwał kelner.
-Coś podać.
-Espresso i latte. Dodatkowo mogą być jeszcze jakieś ziółka na uspokojenie.-mruknąłem.
-Proponuję miętową herbatę.
-Może być. Więc...-westchnąłem, spuszczając wzrok-ja zbieram się od dawna, żeby ci to powiedzieć.
-To w końcu wykrztuś to z siebie.
-Uhm... no więc...-przeciągałem, modląc się, żeby w końcu przynieśli tę cholerną herbatę.
-No?-niecierpliwił się chłopak.
Cholera będę musiał zjeść tego walonego kaktusa. Jak nic, dnia dzisiejszego polegnę, na wszystkich frontach. W końcu jednak zjawił się mój wybawca, wypowiadając dwa najpiękniejsze słowa, o których mógłbym w tamtej chwili śpiewać pieśni chwalebne.
-Pańskie zamówienie.-postawił napoje na stoliku.
-Więc?
-Łyknij się najpierw herbatki.-podsunąłem biały kubek w stronę Shina.
-Dziwnie się zachowujesz. Wolałbym swoją kawę, zamiast tej twojej cudownej herbaty.
-Jeszcze zobaczymy.-mruknąłem pod nosem-Ja... ty... straciłem wątek.-powiedziałem zrezygnowany, opadając na stolik.
Koniec tygodnia. Zabrzęczało mi w głowie. O ile się nie myliłem dzisiaj był piątek.
-Lubię cię do cholery!-powiedziałem nagle, podrywając się do góry, przez co połowa zawartości kubka Shiny znalazła się na jego bluzie.
-Gdzie ta herbata?
-Mówiłem, żebyś nią tak szybko nie gardził. Masz.-podsunąłem blondynowi serwetki.
-Dzięki. Twój żart był niezwykle zabawny, ale się nie udał.
-Nie żartowałem. Naprawdę się w tobie zakochałem. Po prostu w poniedziałek dowiedziałbyś się tego z ust Danielle.
Perkusista zamarł w połowie ruchu.
-Nie żartujesz?
-Ani trochę.
-Całkowicie szczery?
-Jak Dan komentująca garderobę innych.
-Uhm...-odłożył brudną serwetkę, po czym spojrzał mi w oczy-Miło, że to w końcu wykrztusiłeś. Długo kazałeś mi czekać.-uśmiechnął się niewinnie, łapiąc moją dłoń.
-Cz-czekaj co?!-wyjąkałem.
-Więc gdzie ta cudowna herbata?
Sam tego chciałem.

wtorek, 2 lutego 2016

SNZ Rozdział 3 Piłka nożna czy raczej krwawy bój? Czyli jak pozbawić Akire nosa...

Rozdział 3
Piłka nożna, czy raczej krwawy bój? Czyli jak pozbawić Akire nosa...
-Macie nowego zawodnika!-krzyknął trener, wchodząc na sale z Danielle-Przedstaw się.
-Nazywam się Okabe Danielle, możecie mówić na mnie Daisy, mam nadzieję, że będzie nam się dobrze razem grało.
-Trenerze to dziewczyna!-krzyknął ktoś z tyłu.
-I gra lepiej od ciebie. Jako, że nie posiadamy damskiej drużyny piłki nożnej, Danielle będzie z wami. Jeśli to się komuś nie podoba zapraszam do wyjścia.
Nikt więcej już się nie odezwał.
-Trener się nie martwi my się nią z Kou zajmiemy.-zapewnił Akira.
-Trzymam was za słowo. W takim razie jesteście w jednej drużynie. Kiritani, Ogami, Kotani, Ishikawa, Tanuki jesteście w jednej drużynie. Reszta jest w drugiej.
-Shima jesteś wysokim mutantem, więc idź na bramkę.
Po ustaleniu składów, rozległ się gwizdek, rozpoczynający krwawą bitwę... znaczy się nową rozgrywkę.
-Akira uważaj na twarz!
-Okabe wstawaj szybko!
-Shima nie mdlej to tylko głowa!
-Ogami nie kop go w brzuch, masz od tego piłkę!
-Błagam nie róbcie mi tego!
No tak plac boju i boisko nie wiele się od siebie różnią. W końcu polała się krew, kiedy piłka odbiła się od ściany i trafiła Suzukiego w nos.
-Nosz znowu! Więcej z wami nie gram!-krzyknął blondyn, łapiąc się za obolałe miejsce-Kto tym razem pozbawił mnie zdolności wąchania?
-Wybacz.-rozległo się w tym samym czasie z ust Danielle i Kouyou.
-Weźcie go do pielęgniarki. Koniec na dzisiaj!-powiedział trener.
Takashima pomógł podnieść się Akirze, po czym przełożył jego rękę przez swoją szyję, pomagając mu iść.
-A już myślałem, że się polubiliśmy.-zaśmiał się chłopak, schylając w stronę Daisy.
-Miałeś błędne odczucie.-odpowiedziała-A teraz spadło ono do zera.
-Dlaczego?
-Ponieważ twoja krew jest na moim bucie.
Akira i Kouyou w tym samym momencie spojrzeli na białe buty dziewczyny, które ozdabiało kilka sporych czerwonych plamek.
-Rewanż rozumiem. Chodźmy zanim się wykrwawisz. Po za tym lubię białe trampki, nie chcę żeby były czerwone.
Ideał. To właśnie słowo przemknęło przez myśli Suzukiego i Takashimy.
-I co z nim?-zapytał blondyn, kiedy pielęgniarka, opatrzyła jego nos.
-Obawiam się, że będziesz musiał przez kilka najbliższych tygodni nosić opatrunek.
-Czyli zostałem dziwadłem bez nosa.
-Uhm nie jest tak źle.-stwierdziła szatynka, przyglądając się twarzy kolegi.
-No skąd.-powiedział Suzuki, z sarkastycznym uśmiechem.
Byli właśnie w drodze powrotnej do domu.
-Może załóż na to jakąś chustkę?-zaproponował Takashima.
-To głupie.
-Nie aż tak.-dziewczyna podrapała się po głowie-Zaczekaj chwilkę.-pobiegła do swojego mieszkania.
Po kilku minutach wróciła, trzymając jasno szary kawałek materiału.
-Powiedz, że to nowy styl, prosto z Paryża.-powiedziała, zawiązując chustkę na opatrunku.
-No dobrze wygląda.-Kouyou uniósł kciuk do góry.
Akira zaśmiał się, po czym rozwiązał materiał i zdjął go z twarzy.
-Przeżyję bez tego. To tylko niecały miesiąc.-chciał oddać chustkę Daisy.
-Zatrzymaj ją, gdyby ci się jednak przydała.-uśmiechnęła się, ukazując dwa głębokie dołeczki-Trzymajcie się.-zniknęła za drzwiami swojego mieszkania.
-Ma naprawdę zgrabny tyłek.-stwierdził Takashima.
-Tak, niezwykle jędrny.
-Słyszałam to bando zboczeńców!-rozległ się krzyk zza drzwi.
Kouyou i Akira spuścili głowy, pożegnali się i szybko rozeszli do siebie.
-Zboczeni idioci.-prychnęła Danielle, uśmiechając się lekko, przy okazji spoglądając na siebie w lustrze.
~~~~
Uhm... uhm...nie zbyt mi się podoba, ale jest. Przepraszam, że nic nie wrzucam, ale mam kilka pomysłów, więc je zapisuję i może kiedyś wrzucę, a teraz miłego czytania i hmmm.... no wiecie może i jestem upiorem, który śpi w szafie do góry nogami, ale nie pojawię się w waszym domostwie jeśli wstawicie komentarz... nawet mały... Wirus bez odbioru....