sobota, 23 maja 2015

Exodus Rozdział 4 Niby dlaczego nie można się śmiać na horrorach?!

Witajcie ludzie. 
Chciałam napisać drugą część gege, ale nie miałam zbyt dużej weny na coś poważnego, więc macie Exodusa! Cieszcie się, albo bądźcie pesymistami jak wasz Wirusek 
Ps. Przepraszam, że taki krótki, ale nie mam ostatnimi czasy weny. Po I Need You mam jazdę na one shoty z BTS.
***
Rozdział 4

Niby dlaczego nie można się śmiać na horrorach?!

Miały dni, a irytacja Daisy nie malała. Co gorsza ja też czułem, że niedługo pożyczę nową siekierę mojego taty, którą to chwalił się przez dobre dwa tygodnie, łażąc po ogrodzie jak król i zrobię z niej niezły użytek. Ygh! Przez spędzanie zbyt dużej ilości czasu z Danielle i chłopakami wyrobiły mi się instynkty mordercze. Głupie gołębie! Czuję ten ich wzrok i chęć mordu wychodząc z domu.

-Yah! Park Chanyeol weź się w garść! Idziemy do kina i jak ktoś chodźby piśnie coś o gołębiach, zobaczy jak to jest żyć z odgryzioną głową!-krzyknęła Danielle.

-Ale nie da się żyć z odgryzioną głową.-mruknął Sehun.

-O to chodzi głupcze.-mruknął Baekhyun.

-Czekajcie pójdę skoczyć z dachu i możemy iśc.-powiedziała Daisy.

-Widzę, że humor dopisuje, postaraj się tylko nie śmiać za głośno na tym horrorze.

I znowu to dziwne wrażenie bycia obserwowanym. To tylko gołąb. Nieszkodliwy szkodnik... Chwila czy szkodnik może być nieszkodliwy?! Czuję się jak Sehun po lekcji fizyki. Nieogarnięty, rozespany i zdezorientowany do granic możliwości. Dobra zero gołębi i zero fizyki idziemy do kina. Ma być dobrze. Powtarzałem to aż do rozpoczęcia filmu. O wampir. O zjadł człowieka. O chyba mam coś nie tak z głową. Nagle poczułem, że coś, a raczej ktoś szarpie mnie za ramię. Spojrzałem w prawo. Danielle chowała głowę za moimi plecami.

-Day Day wszystko ok? Myślałem, że śmieszą cię takie filmy.

Odwróciłem się w jej stronę. Zasłaniała sobie twarz rękami.

-Ygh! Danielle Kim!-syknąłem.

-No co? Dlaczego nie mogę się śmiać się na horrorze?!

Otworzyłem usta i podniosłem palec wskazujący do góry, ale nie mogłem znaleźć dobrego wytłumaczenia. Ten film był naprawdę głupi i śmieszny.

-J-ja... Nie wiem.-mruknąłem, uśmiechając się.

No tak, przecież każdy normalny człowiek śmieje się na jednym z najstraszniejszych i najbardziej krwawych z filmów. To normalne, albo i nie. Trudno się mówi.

-Chodźmy coś zjeść.-zaproponował Sehun.

-Tak! Chodźmy!-krzyknęła Daisy, łapiąc mnie za rękę.

-Musieliście śmiać się, aż tak głośno?-zapytał Beakhyun, z garścią frytek w ustach.

-To nie był śmiech, to zwykł chichot.

-Hyung ludzie nie „chichoczą” na horrorach.-powiedział Sehun.

-Widzę, że osobą najbardziej uczestniczącą w rozmowie jest Daisy.

Na słowa Byuna Daisy spojrzała na nas znad swojego kubka i wyszczerzyła się.

-No co jeść mi się chciało.-mruknęła-Czepiacie się.

Kiedy skończyliśmy jeść, zaczęliśmy się rozchodzić.

-To był fajny dzień.-powiedziała Daisy, kiedy szliśmy do jej domu-Dziękuję.-cmoknęła mnie w policzek.-Dobranoc!

-Cz-cześć.-wymamrotałem.

Pocałowała mnie! Z wielkim bananem ruszyłem w stronę mojego mieszkania. To był idealny dzień.

poniedziałek, 18 maja 2015

I need you girl

Cześć Ludzie to znowu zaraźliwy Wiruseł.
Tak więc wiem miałam nie wrzucać nic do Soboty, ale naszła mnie wena, więc dzisiaj was podręczę. Jest to dłuższy One Shot, smutny, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. 
Tak więc miłego czytania. 
Polecam słuchać Bangtanów. 
https://www.youtube.com/watch?v=NMdTd9e-LEI 
***
Pierwsze dźgnięcie.
Krew wypływająca z rany. Krzyk dziewczyny.
Drugie dźgnięcie.
Więcej krwi.
Za trzecim razem, puściłem nóż, który upadł z łoskotem na podłogę. Zaraz po tym ON osunął się po ścianie, zostawiając na niej wielką krwawą smugę. Krew, krew, krew. Wszędzie. Czerwona kałuża rozprzestrzeniała się próbując mnie utopić. Brudziła moje buty, ręce i ubranie. Spojrzałem ostatni raz na załzawione, czarne oczy dziewczyny. Syrena. Ktoś zadzwonił po policję.
-U-uciekaj.-wyszeptała, przez łzy.
Wybiegłem z domu, nie wiem jakim cudem dobiegłem do domu Namjoona. Pamiętam tylko jego zdziwioną twarz, kiedy otworzył drzwi i wciągnął mnie do mieszkania.
-Z-za-zabiłem... zabiłem g-go...-wymamrotałem, przez łzy, opierając się o drzwi-Jestem mordercą!-zawyłem, kuląc się na podłodze-Kie-kiedy zobaczy...zobaczyłem j-jak j-j-ją uderzył... Złapałem nóż i...i potem KREW!
Poczułem jak chłopak siada obok mnie i obejmuje mnie ramieniem.
-Zdejmij ubranie i idź się umyć.-mruknął, po dłuższej chwili milczenia.
Pomógł mi się rozebrać i wejść do wanny. Woda spływająca do brodzika była taka czerwona. Złapałem mydło i zacząłem się nim szorować. Łzy spływające po mojej twarzy mieszały się z kroplami wody. Mimo iż umyłem ręce w dalszym ciągu czułem na nich jego krew. Słyszałem jego urywany oddech i krzyk Bomi. B-bomi... Nigdy nie będę mógł spojrzeć jej w oczy. Uderzyłem ręką w ścianę prysznica. Już nigdy jej nie zobaczę. NIGDY. Stałem tam. W łazience Namjoona rycząc i tracąc jakiekolwiek siły życiowe. Świat zaczął wirować, a ja straciłem świadomość, osuwając się w wszechogarniającą mnie ciemność.
Krew, krzyk, płacz, BOMI! Poderwałem się do góry. Leżałem w dużym miękkim łóżku. Ubrany w za dużą białą koszulkę i dresy. To nie był pokój Kima. Ściany były szare, meble zakurzone, a podłoga zniszczona. Powoli wstałem z łóżka, łapiąc się ściany kiedy poczułem, jak podłoga ucieka mi spod nóg. Cudem wyszedłem z pokoju, na biały korytarz, skryty w półcieniu. Przez okno zobaczyłem zachodzące słońce, ale nie to przyciągnęło moją uwagę. W ogrodzie widać było kłęby szarego dymu, a po domu roznosił się wyraźny odór spalenizny. Wybiegłem na zewnątrz. Zobaczyłem Namjoona stojącego przed wielkim ogniskiem.
-Nie powinieneś wychodzić z łóżka.-powiedział widząc mnie w drzwiach.-Musiałem spalić twoje stare ubrania.-dodał po chwili milczenia.
-Gdzie jesteśmy?-zapytałem, patrząc przed siebie na wielkie jezioro.
-W domu mojego kuzyna. Środek lasu. Nikt nas tu ni znajdzie. Zostaniemy tu przez chwilę, później kiedy wszystko przycichnie wyjedziemy za granicę.
-M-my?
-Tak. Nie nadajesz się na samotne wędrówki.
I tym sposobem minęły dwa kolejne tygodnie. Ukrywaliśmy się w dziczy, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji.
-Spieprzyłem wszystko.-mruknąłem, kiedy leżeliśmy na pomoście, patrząc w niebo-Moje życie, twoje i Bomi.
-Każdy popełnia błędy. Próbowałeś uratować Bomi. To był odruch bezwarunkowy.-mruknął Kim, z butelką przy ustach.
Kolejne tygodnie mijały, a moja psychika wysiadła. Z dnia na dzień byłem coraz słabszy. Nie było ani jednej nocy, którą przespałbym spokojnie. Krzyk, płacz i krew nawiedzały mnie w koszmarach codziennie. Snułem się po domu i myślałem tylko o jednym. Nie chciałem dłużej tak, żyć. Kiedy policja zaostrzyła moje poszukiwania, zaczęliśmy zmieniać nasz kryjówki. Czuję jakbym przyrósł do czapki z daszkiem, maski i okularów przeciwsłonecznych. Miałem dosyć.
-Chcę zobaczyć Bomi.-powiedziałem, kiedy zatrzymaliśmy się w obskurnym motelu niedaleko Busan.
-Wiesz, że to nie możliwe. Jesteś najbardziej poszukiwaną osobą w kraju.-powiedział Namjoon, wstając z łóżka.
Czułem się jak narkoman na odwyku. Byłem uzależniony od Bomi. Od jej ślicznych oczu, melodyjnego głosu i delikatnych dłoni.
-Muszę ją zobaczyć!-krzyknąłem, biorąc do ręki kluczyki od samochodu.
-Nie możesz!-blondyn podszedł do mnie i złapał na nadgarstek.
-Puszczaj!-wysyczałem.
-NIE! Odłóż te kluczyki i idź się przespać!
-Cały czas jemy, śpimy i uciekamy! M-mam tego dosyć.-wymamrotałem, a po moich policzkach spłynęły łzy-J-ja już tak nie mogę! Mam dosyć!
Zapadło milczenie, przerywane moim szlochem.
-Dobrze. Wyjeżdżamy za godzinę. Zobaczysz ją, ale później wylatujemy do Ameryki i już więcej tu nie wrócimy.
-D-dobrze.
Spakowaliśmy się i równo o 12:00 ruszyliśmy w stronę Seulu. Namjoon dowiedział się, że Bomi mieszka aktualnie u swojej siostry niedaleko Insa-dong.
-Załóż to.-mruknął, chłopak podając mi czapkę z daszkiem, nieodłączny element mojego stroju-Bomi wyszła niedawno z pracy i powinna niedł...
Nie słuchałem już przyjaciela, ponieważ zobaczyłem tę piękne ciemne oczy. Nieświadomie ruszyłem w kierunku dziewczyny. To był instynkt, nad którym nie potrafiłem zapanować.
-Tae!-krzyknął Kim, będący dobre kilka metrów za mną.
Kiedy moje spojrzenie skrzyżowało się, ze spojrzeniem cudownych oczu Bomi, zrozumiałem, że nie mógłbym spędzić reszty życia bez niej. Wolałem dać się złapać, dla tych kilku minut razem z nią. Mimo iż najprawdopodobniej mnie nienawidzi, mimo iż zniszczyłem jej życie. Chciałem ją zobaczyć.
-C-co ty ty...?-mamrotała, kiedy dzieliła nas tylko kilka centymetrów.
Moje serce pękło kiedy po jej policzku spłynęła łza.
-J-ja prze-przepraszam.-szepnąłem.
Kochałem ją, ale musiałem zniknąć z jej życia raz na zawsze.
-Naprawdę nie chciałem. Żegnaj-wyszeptałem, wybiegając na ulicę.
Zobaczyłem dwa światła. Później tylko pisk, krzyk, straszliwy ból i krew. Umierałem. Zasłużyłem.
-Tae błagam nie umieraj!-usłyszałem płacz nad głową.
Ostatkami sil otworzyłem oczy. Nade mną pochylała się Bomi.
-Naprawdę mi przykro. Nie chciałem.-wyszeptałem, mimo bólu podnosząc rękę i gładząc nią mokry policzek dziewczyny-Wybacz mi.
Bomi złapała za moją rękę i wtuliła się w nią.
-Błagam nie zostawiaj mnie! Kocham cię!
Czułem jej łzy spływające na jej twarz. Ból wszech ogarniał moje ciało, jak słodka trucizna. Płacz, tupot stóp, krzyk Namjoona smak, własnej krwi w ustach i nagle wszystko ucichło. Ból zniknął. Ogarnęła mnie ciemność. Mimo to uśmiechałem się.
Kim Taehyung 24-latek podejrzewany o morderstwo Park Chanyeola dzisiejszego popołudnia około godziny szesnastej, został potrącony przez pijanego kierowcę. Zmarł na miejscu doznając rozległych obrażeń głowy, oraz krwotoku wewnętrznego.
Jestem teraz szczęśliwy. Patrzę na Bomi z góry. Widzę jak razem z Namjoonem przychodzi na mój grób codziennie. Chyba zaczęli się do siebie zbliżać. Cieszę się z tego. W końcu znaleźli kogoś, odpowiedniego dla siebie. Dzięki zeznaniom Bomi zostałem uniewinniony, nie potrzebnie. Zasługiwałem na wszystko co mnie spotkało. Przynajmniej mam świadomość, że moja śmierć nie była bezcelowa. Połączyła dwoje najważniejszych dla mnie ludzi. Bomi i Namjoon dwa lata po mojej śmierci wzięli ślub. Swojego pierwszego syna nazwali Taehyung, po zmarłym wujku. Nie zasługuje na taki przywilej. Wiem, że nie będą pamiętali mnie jako mordercy , tylko jako Kim Taehyunga. Chłopaka, który niszcząc wszystko stworzył nowe i lepsze jutro. Przyrzekłem sobie, że będę ich chronił. Tu z góry.
Czasami wydaje ci się, że nie pasujesz do tego świata, jednak gdy z niego odchodzisz uświadamiasz sobie jak bardzo się myliłeś.

niedziela, 17 maja 2015

Przepraszam!

Tak więc będę miła (albo i nie) i nie podręczę was moją twórczością, aż do następnej soboty. Przepraszam ludzie, ale miałam remont. 
Wyszło na to, że tak mi się spodobała farba, że dałam jej imię Zelo, oświadczyłam się i w czwartek bierzemy ślub. Jesteście zaproszeni!
Tak więc do zobaczenia do Soboty człowieczki!

sobota, 9 maja 2015

Gege cz.I

Siema ludzie to znowu ja przyszłam was podręczyć.
Przepraszam, ale tak jakby nie miałam weny i 4 rozdział Exodusa jest jeszcze nie zaczęty, ale za to mam coś w zamian. 
Miłego czytania i nie obraziłabym się za jakiś malutki komentarzyk. 
***
 Gege cz.I
Mój brat. Starszy ode mnie o siedem lat. Był wysoki, miał brązowe włosy, czarne oczy, zgrabny nos i nie za duże usta. Każdy mówił, że jest bardzo przystojny, utalentowany. Koleżanki naszej siostry Naeun zawsze go chwaliły. Uśmiechał się wtedy zażenowany. Był dla ludzi ideałem, czymś wręcz nierealnym. Dla dziewczyn z jego szkoły był bożyszczem. A dla mnie? Dla mnie był po prostu starszym bratem. Moim gege, który często się mną zajmował. Nasza mama dużo pracowała, często nie było jej w domu. Siostra skupiała się na nauce, wyjeżdżała za granicę do szkół. Tata nie mieszkał z nami, czasami przyjeżdżał. Dlatego YiFan bawił się ze mną, odprowadzał do szkoły, chodził ze mną na treningi wschodnich sztuk walki i zawody. Nie miałam zbyt wielu przyjaciół, ponieważ często się przeprowadzaliśmy. Krążyliśmy między Kanadą, a Chinami, zahaczając czasami o Japonię, Koreę, lub Singapur. Dodatkowo nigdy nie byłam zbyt śmiałą osobą. Miałam kilku kolegów, koleżanek i jedną Chorong, którą znałam od urodzenia. Tyle mi wystarczyło. Aż pewnego dnia kiedy razem z gege wracaliśmy do domu.
-Kevin-ge chodźmy na coś słodkiego!-powiedziałam, wybiegając do przodu-Chcę lody!
-Żadnych słodyczy przed obiadem.-powiedział, poprawiając mój różowy plecaczek, który niósł na ramieniu.
-Proszę!
-Nie i nie biegaj!-krzyknął, kiedy za bardzo się oddaliłam.
-Gege proszę.-powiedziałam, podbiegając do chłopaka i zatrzymując się centralnie przed nim.
-No dobrze, ale mama się o tym nie dowie, dobra?-zapytał kucając naprzeciwko mnie.
-Nie dowie!-pisnęłam, rzucając się YiFanowi na szyję.
Chłopak zaśmiał się, biorąc mnie na ręce.
-W takim razie chodź księżniczko.
-Idziemy do cioci Jin?
-A jakby inaczej.
-Przepraszam!-rozległ się krzyk.
Kevin odwrócił się do tyłu. W naszą stronę biegł jakiś mężczyzna.
-Tak?
-Dź-dźeń...dzień dobry.-wydyszał-Jestem przedstawicielem koreańskiej wytwórni SM. Entertaiment. Lau.-przedstawił się, kłaniając lekko.
Gege postawił mnie na ziemi i również się ukłonił.
-Chciałbym zaprosić pana na przesłuchanie do naszej wytwórni.-powiedział, wyjmując wizytówkę i pokazując ją mojemu bratu.
-Dz-dziękuje.-mruknął YiFan.
-Terminy przesłuchań znajdują się na stronie internetowej, a jeśli miałby pan jakieś wątpliwości proszę dzwonić.-dodał mężczyzna z uśmiechem.
-Dziękuje.-powtórzył chłopak.
Chyba nie dotarło to do niego.
-Mogę zobaczyć?-zapytałam, wskazując na niewielką karteczkę, w dłoniach Kevina, kiedy siedzieliśmy w kawiarni pani Jin.
-Tak.-powiedział, podając mi ją.
Był to różowy kartonowy prostokącik, białym literami wypisana była nazwa wytwórni, adres strony internetowej i telefon, na odwrocie czarnym markerem Pan Lau dopisał swój numer i e-mail.
-Czy to, jest to o czym myślę?-zapytała Pani Jin, podchodząc do naszego stolika z tacą-Często widuję tutaj przedstawicieli tych koreańskich wytwórni.
-Naprawdę?-zapytałam-Po jakiemu z ciocią rozmawiają?
Kobieta zaśmiała się.
-Po angielsku.
-Myślałam, że po koreańsku.-mruknęłam, drapiąc się w głowę.
-Kochanie całkiem sporo jest stąd, a poza tym angielski jest bardzo potrzebny w ich pracy. Smacznego.
-Dziękujemy.
-Gege zostaniesz śpiewakiem?-zapytałam, grzebiąc łyżeczką w pucharku z lodami.
-Nie śpiewakiem, tylko piosenkarzem. Chyba raczej nie. Ja chcę zostać koszykarzem.
-Woah! Będziesz taki szybki jak Tetsuo?
-Może nie aż tak.-zaśmiał się chłopak, z łyżką w ustach.
Od tamtego dnia wszystko zaczęło się zmieniać.
Kiedy wróciliśmy do domu mama już wróciła z pracy. Była zmęczona, ale uśmiechnięta.
-Mamo! Mamo! Gege zostanie śpiewającym koszykarzem!-krzyknęłam podbiegając do kobiety.
-Jak to?-zapytała, patrząc na Kevina.
-Podszedł do nas dzisiaj przedstawiciel koreańskiej wytwórni i zaprosił mnie na przesłuchanie.
-Naprawdę?
-Tak, ale wiem, że to nie dla mnie. Chcę się skupić na koszykówce.
Mama westchnęła.
-Kochanie narysujesz mi pieska?-zapytała moja mama, ponownie się uśmiechając.
-A mogę króliczka?
-Jeszcze lepiej.
-Gege tobie też coś narysować?
-Dasz radę narysować smoka?
-Takiego ziejącego ogniem?
-Tak.
-Tak!
Pobiegłam do siebie na górę. Popełniłam wtedy jeden z najgłupszych błędów. Zawróciłam, żeby wziąć piórnik.
-Wiesz, że ci się nie uda.-powiedziała mama podniesionym głosem-Kochanie przestań w końcu w to ślepo wierzyć. Słyszałeś co powiedział lekarz. To może być twoja jedyna szansa. Dobrze wiem jak chciałbyś się wybić.
Wiedziałam dobrze, że źle robię, ale kucnęłam przy schodach i słuchałam.
-Nie mogę jej tego zrobić mamo! Ty na okrągło jesteś w pracy, Naeun siedzi za granicą, a my cały czas się przeprowadzamy.
-Wiem, ale nie mogę zmienić godzin pracy. To dla mnie naprawdę ciężkie, ale niedługo przeprowadzamy się do Pekinu i zostaniemy tam przez kilka najbliższych lat. Naeun będzie chodzić tam do szkoły.
Z tamtej rozmowy zrozumiałam tylko, że znowu się przeprowadzamy i Naeun zamieszka z nami.
-Idę do siebie.
Słysząc to szybko pobiegłam do swojego pokoju.
Faktycznie dwa miesiące później mieszkaliśmy znowu w Chinach, tym razem w Pekinie. Naeun wróciła z Anglii. Jedyne co mnie martwiło to zachowanie Kevina, kiedy myślał, że nikt nie patrzy. Na co dzień był rozkojarzony i nie odstępował mnie na krok, bardziej niż zwykle. Cieszyłam się z tego, ponieważ nie znałam nikogo w nowym miejscu, oprócz naszego sąsiada Lu Hana, który był w wieku Kevina. Moja przyjaciółka Chorong została w Kanadzie. Często do siebie dzwoniłyśmy.
Pekin był naprawdę duży, a lato było bardzo upalne. Często chodziliśmy na lody, albo patrzyłam jak YiFan i Luhan grają w piłkę nożną.
-Gege będę mogła kiedyś z wami zagrać?
-Już teraz możesz. Chodź.
I takim sposobem nauczyłam się grać w piłkę nożną. Prawie codziennie wychodziliśmy na dwór i Luhan uczył mnie zasad i chwytów. Mimo upału musiałam chodzić na treningi. Lubiłam je. Gege zawsze siedział na ławce i dopingował mnie. Niestety dni beztroski mogłam policzyć na palcach obu rąk.

poniedziałek, 4 maja 2015

Exodus Rozdział 3 Pokój to taka trywialna sprawa, a jednak nie tak łatwo go utrzymać

Witajcie ludzie! To znowu ja Wirus!
Od dzisiaj posty będą pojawiać się rzadziej. Niestety nie mam czasu i weny, żeby codziennie coś wymyślać i wrzucać.
Miłego czytania. 
***
Rozdział 3
Pokój to taka trywialna sprawa, a jednak nie tak łatwo go utrzymać
-Czy mogę go zjeść?!-warknęła Danielle.
-Nie.-złapałem dziewczynę za rękę-Ciesz się tym wspaniałym dniem. Nie ma słońca, wieje wiatr. Lubisz taką pogodę.
-Wiesz co jeszcze lubię?-zapytała, przysuwając filiżankę z kawą do ust-Kiedy śledzą mnie wkurzające gołębie.-mruknęła, z psychopatycznym uśmiechem.
-Myślałem, że nie jadasz ludzi.
-Bo nie jadam. Zwykle.-zamyśliła się-Ale jeśli to ma rozwiązać mój problem, to czemu nie?
-Nie! Danielle jedzenie ludzi jest bee!
-Dlaczego?
-Bo to nieetyczne?
-Nieetyczne jest jedzenie ludzi przed ósmą rano.-mruknęła-No dobra, dobra. Czyli zostaje mi cyjanek albo maniok.
-Osobiście wybrałbym cyjanek.-powiedziałem, na co dziewczyna spojrzała na mnie z podniesionymi brwiami-No co? Baek dużo mi o nim opowiadał. Po za tym cyjanek działa szybciej.
-I o to chodzi.-zaśmiała się.
Dawno już nie rozmawialiśmy w tak luźny sposób. Dzięki Daisy życzenie ludziom śmierci nabrało nowy wymiar.
-Pokój jest taką idiotyczną rzeczą, a jednak tak trudną do utrzymania.-szepnęła, kładąc głowę na moim ramieniu.
Nie była potworem.

niedziela, 3 maja 2015

Exodus rozdział 2 Klik, klik! Bang, bang!

To znowu ja ludzie! Witajcie! 
Zastanawiam się nad jakimś poważniejszym opowiadaniem, ale jakoś nie mam pomysłów. Tak więc pomęczę was jeszcze Exodusem. 
***
Rozdział 2

Od pamiętnego piątku, minęły dwa tygodnie, które niezbyt dobrze wpłynęły na Danielle. Dziewczyna zachowywała się jak mina lądowa, która wybuchała przy najlżejszym dotknięciu.
-To może jednak zdecydujesz się na cyjanek?-zapytał Sehun.
-Lub może herbatkę z liści manioku?-dodał Baekhyun.
-Nie mogę go od razu przekreślać.-powiedziała Daisy, przez zaciśnięte zęby.
-Niech zgadnę, słowa twojego dziadka?
-I mamy.
Czarka z czystym rozsądkiem została wywalona do kosza tydzień później. Była Sobota, godzina 9 rano kiedy ktoś zaczął dobijać się do mojego mieszkanka, budząc mnie tym samym z pięknego snu.
-Idę!-warknąłem.
-Cześć!
Przywitała mnie całkiem spora gromadka, składająca się z Danielle, Baekhyuna, Sehuna, YiFana, JunMyeona i Luhana.
-Dzień dobry?-mruknąłem, lekko zszokowany-Można wiedzieć co sprowadza was tutaj o tak nienormalnej porze?
-Zasłoń okna.-powiedział YiFan.
-Nie masz tutaj żadnych podsłuchów?-zapytał Jun.
-Raczej nie. Mam nadzieję.-mruknąłem niezbyt trzeźwo-Wyjaśnicie mi o co chodzi?
-Ten parszywy zasraniec zaczął nas śledzić!-powiedział Luhan.
-Witaj Chanyeol!-warknęła Danielle.
-Cze...-urwałem patrząc na dziewczynę-...eść.
Szatynka ubrana była w granatową dużą bluzkę, jasno różowe spodnie w jednorożce i szarą bluzę z kapturem. Czyli nie jestem jedyną osobą, która siłą została zmuszona do rozpoczęcia tego jakże cudownego dnia.
-Czyli mówicie, że Hyunseun wysłał za wami kumpli?-zapytałem, kiedy pół godziny później siedzieliśmy w salonie z gorącą kawą w rękach.
-Dokładnie. Podejrzewamy, że ty również masz ogon.
-No to nieźle.-mruknąłem, z kubkiem przy ustach-A co zresztą?
-Wszyscy wiedzą. Jongin jest w Japoni i ma bezpośredni wgląd na ich bazę główną.-mruknął Suho-Grunt to żebyś zachowywał się normalnie.
-Rozumiem.
-Hmmm można powiedzieć, że mamy stan wojenny. Teraz ciekawe kto pierwszy wystrzeli.-mruknęła Daisy, z ironicznym uśmiechem na ustach-Kil, klik! Bang, bang!-dodała, składając palce jednej ręki na kształt pistoletu.
Zapowiadała się niezła zabawa. W porównaniu do naszego życia rosyjska ruletka to rzutki do tarczy dla małych dzieci.

sobota, 2 maja 2015

Exodus rozdział 1 Cisza przed burzą

Witajcie ludzie to znowu ja! Przyszłam was podręczyć (no i wstawić rozdział 1 Exodusa, ale to tak przy okazji)
Mam nadzieję, że straty psychiczne wynikłe z czytania tego opowiadania nie będą zbyt duże. 
Hehehe. Miłego czytania!
***
Rozdział 1
Cisza przed burzą
Słoneczne piątkowe popołudnie,z powiewami leciutkiego wietrzyku, dzięki któremu nie było jakiegoś tragicznego upału. Było wprost idealnie. Niestety nie wszyscy podzielali mój entuzjazm. Sehun narzekał, że się opali, Danielle szła pochłonięta swoimi myślami, z kapturem naciągniętym na głowę, a Baekhyun trajkotał coś o nowej grze na konsole, ale kiedy zorientował się, że niezbyt go słucham obraził się. Zapowiada się wesoły dzień, nie ma co, z marudzącym Sehunem, zamyśloną Daisy i obrażonym Baekhyunem. Jestem naprawdę najszczęśliwszym człowiekiem na tej ziemi! Słyszycie mnie wszyscy! Ja Park Chanyeol jestem pie...
-CHANYEOL!
Z rozmyśleń wyrwał mnie anielski głosik, a nie przepraszam pomyliłem słówka, no to replay. Z rozmyśleń wyrwał mnie piekielny wrzask Danielle.
-Słucham księżniczko?
-Walnąłby cię samochód. To tyle.-mruknęła otwierając drzwi kawiarni, należącej do jej pradziadka.
-Jak uroczo.-warknąłem, ignorując śmiechy Baekhyuna i Sehuna.
-Cześć!-krzyknęła dziewczyna zdejmując plecak-Jest coś do jedzenia? Umieram z...-urwała nagle.
Zdziwiony wszedłem za nią do środka. Przytulny wystrój kawiarni psuł pewien typek w garniaku, z walizką w łapie. Jang Hyunseung. Znany jako gołąb, czyli łowca ghouli.
-Dzień dobry!-krzyknęli Byun i Oh wpadając do środka.
-Dzień dobry.-odpowiedział staruszek.
Miał siwe włosy i bardzo miłą twarz. Cała rodzina Danielle wyglądała bardzo niepozornie.
-To Hyunseung.-powiedziała Naeun, starsza siostra Danielle.
-Jej nowy chłopak.-warknął YiFan, z kuchni.
-Ż-że cco ja cię proszę?-wyjąkała Daisy.
Siostra ghoula chodzi z gołębiem. O ironio losu, potrafisz człowieka dobić.
-Jestem Jung Hyunseung.-przedstawił się chłopak.
Nie musiał tego robić. Był znany w całej Korei. Nawet na Północy faceta kojarzyli, a to już coś.
-Miło mi poznać jestem Danielle.-powiedziała Daisy, z idealnie wyćwiczonym sztucznym uśmiechem-Miło mi poznać.
I tak oto idealny piątek, zamienił się w rosyjską ruletkę. Zwycięzca bierze wszystko, a przegrany ląduje w piachu, bądź w czyimś brzuchu.

piątek, 1 maja 2015

Exodus Prolog

Jako, że przywitanie już było przydałoby się coś dodać. 
Jest to bardziej parodia i nie należy jej brać na poważnie. Nie jestem zbyt dobra w nadawaniu tytułów moim opowiadaniom, więc nie zdziwcie się tytuł nie będzie pasował do opowiadania he he.To tyle.
Miłego czytania.

***
Słowo na dzień dobry
Poniższa historia ma niewielki związek z oryginalną wersją Tokyo Ghoula. Budowa ciała ghouli została zmieniona na potrzebę opowiadania. Autor nie ponosi odpowiedzialności za straty moralne, zdrowotne i psychiczne powstałe po przeczytaniu.

*** 
Exodus
 
Prolog
Jest niebezpieczna. Moje uczucia przewracają się niczym domino. Jedynym moim wyjściem jest ucieczka. Czuję się opętany. Omamiony. Zamknięty. Związany. Pozbawiony wolności. Nie mogę bez niej przetrwać. Kiedy jej nie ma, czuję się jak król, który stracił królestwo. Jest niebezpieczna. Nie mam wyjścia...
Brązowe długie włosy, jasna cera, duże, czarne oczy, zgrabny nosek, malutkie usta. Wyglądała jak porcelanowa lalka. Była idealna. Przypominała anioła, ale ja wiedziałem kim naprawdę była. Wiedziałem, że jej uroczy wygląd jest tylko fasadą. Maską. Zwykłym oszustwem. Mój ideał, Danielle Kim inaczej Daisy miała drobną wadę. Mianowicie była w połowie ghoulem. Tak, zawsze miałem szczęście w miłości. Czy zamierzałem zrezygnować z dziewczyny, która może w przypływie złego humoru odgryźć mi twarz? Ależ skąd! Czy jestem masochistycznym psychopatą? Ależ oczywiście! Moje imię? Park Chanyeol i mimo wcześniejszego opisu mam jakieś resztki instynktu samozachowawczego i tlący się niedobitek rozumu. Czemu śmiem tak twierdzić wzdychając do ghoula? Ponieważ Danielle nie je ludzi! Dziwne? Z doświadczenia wiem, że nie ma ludzi i rzeczy dziwnych. Dobrze zacznę więc od objaśnienia jak działają pół ghoule. Tak więc ghoule nie tolerują ludzkiego jedzenia, przez budowę swojego języka. Pół ghoule nie mają tego problemu, gdyż są w połowie ludźmi. To wszystko co wiem. Jakieś pytania? Nie? Idealnie! Zaczynajmy.

Cześć ludzie!


Cześć ludzie! 
Jestem Wirus. Moje imię? Ściśle tajne. 
Zwykle zachowuje się dosyć dziecinnie, stąd dużo ludzi mówi na mnie maknae. Stąd W świecie makane każdy jest starszy. 
Jestem małym dzikusem, który niezbyt lubi przebywać wśród ludzi, dlatego założyłam bloga, na którym będzie wszystko od ciekawostek, przez moje skromniutkie spostrzeżenia, aż do opowiadań. Mam nadzieje, że po wejściu tutaj nie będziecie potrzebować pomocy specjalisty ;)