To znowu ja ludzie! Witajcie!
Zastanawiam się nad jakimś poważniejszym opowiadaniem, ale jakoś nie mam pomysłów. Tak więc pomęczę was jeszcze Exodusem.
***
Rozdział
2
Od
pamiętnego piątku, minęły dwa tygodnie, które niezbyt dobrze
wpłynęły na Danielle. Dziewczyna zachowywała się jak mina
lądowa, która wybuchała przy najlżejszym dotknięciu.
-To
może jednak zdecydujesz się na cyjanek?-zapytał Sehun.
-Lub
może herbatkę z liści manioku?-dodał Baekhyun.
-Nie
mogę go od razu przekreślać.-powiedziała Daisy, przez zaciśnięte
zęby.
-Niech
zgadnę, słowa twojego dziadka?
-I
mamy.
Czarka
z czystym rozsądkiem została wywalona do kosza tydzień później.
Była Sobota, godzina 9 rano kiedy ktoś zaczął dobijać się do
mojego mieszkanka, budząc mnie tym samym z pięknego snu.
-Idę!-warknąłem.
-Cześć!
Przywitała
mnie całkiem spora gromadka, składająca się z Danielle,
Baekhyuna, Sehuna, YiFana, JunMyeona i Luhana.
-Dzień
dobry?-mruknąłem, lekko zszokowany-Można wiedzieć co sprowadza
was tutaj o tak nienormalnej porze?
-Zasłoń
okna.-powiedział YiFan.
-Nie
masz tutaj żadnych podsłuchów?-zapytał
Jun.
-Raczej
nie. Mam
nadzieję.-mruknąłem
niezbyt trzeźwo-Wyjaśnicie mi o co chodzi?
-Ten
parszywy zasraniec zaczął nas śledzić!-powiedział Luhan.
-Witaj
Chanyeol!-warknęła Danielle.
-Cze...-urwałem
patrząc na dziewczynę-...eść.
Szatynka
ubrana była w granatową dużą bluzkę, jasno różowe spodnie w
jednorożce i szarą bluzę z kapturem. Czyli nie jestem jedyną
osobą, która siłą została zmuszona do rozpoczęcia tego jakże
cudownego dnia.
-Czyli
mówicie, że Hyunseun wysłał za wami kumpli?-zapytałem, kiedy pół
godziny później siedzieliśmy w salonie z gorącą kawą w rękach.
-Dokładnie.
Podejrzewamy, że ty również masz ogon.
-No
to nieźle.-mruknąłem, z kubkiem przy ustach-A co zresztą?
-Wszyscy
wiedzą. Jongin jest w Japoni i ma bezpośredni wgląd na ich bazę
główną.-mruknął Suho-Grunt to żebyś zachowywał się
normalnie.
-Rozumiem.
-Hmmm
można powiedzieć, że mamy stan wojenny. Teraz ciekawe kto pierwszy
wystrzeli.-mruknęła Daisy, z ironicznym uśmiechem na ustach-Kil,
klik! Bang, bang!-dodała, składając palce jednej ręki na kształt
pistoletu.
Zapowiadała
się niezła zabawa. W porównaniu do naszego życia rosyjska ruletka
to rzutki do tarczy dla małych dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz