Witajcie ludzie! To znowu ja Wirus!
Od dzisiaj posty będą pojawiać się rzadziej. Niestety nie mam czasu i weny, żeby codziennie coś wymyślać i wrzucać.
Miłego czytania.
***
Rozdział
3
Pokój
to taka trywialna sprawa, a jednak nie tak łatwo go utrzymać
-Czy
mogę go zjeść?!-warknęła Danielle.
-Nie.-złapałem
dziewczynę za rękę-Ciesz się tym wspaniałym dniem. Nie ma
słońca, wieje wiatr. Lubisz taką pogodę.
-Wiesz
co jeszcze lubię?-zapytała, przysuwając filiżankę z kawą do
ust-Kiedy śledzą mnie wkurzające gołębie.-mruknęła, z
psychopatycznym uśmiechem.
-Myślałem,
że nie jadasz ludzi.
-Bo
nie jadam. Zwykle.-zamyśliła się-Ale jeśli to ma rozwiązać mój
problem, to czemu nie?
-Nie!
Danielle jedzenie ludzi jest bee!
-Dlaczego?
-Bo
to nieetyczne?
-Nieetyczne
jest jedzenie ludzi przed ósmą rano.-mruknęła-No dobra, dobra.
Czyli zostaje mi cyjanek albo maniok.
-Osobiście
wybrałbym cyjanek.-powiedziałem, na co dziewczyna spojrzała na
mnie z podniesionymi brwiami-No co? Baek dużo mi o nim opowiadał.
Po za tym cyjanek działa szybciej.
-I
o to chodzi.-zaśmiała się.
Dawno
już nie rozmawialiśmy w tak luźny sposób. Dzięki Daisy życzenie
ludziom śmierci nabrało nowy wymiar.
-Pokój
jest taką idiotyczną rzeczą, a jednak tak trudną do
utrzymania.-szepnęła, kładąc głowę na moim ramieniu.
Nie
była potworem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz