niedziela, 21 sierpnia 2016

SNZ Rozdział 5 Bo przy tablicy i w obliczu uczuć każdy panikuje

Jak zwykle Wirus jest widmo. Powiem, że musiałam zmienić lekko kolejność rozdziałów, dlatego trochę mi się to przedłużyło. Dodatkowo w ostatnim czasie w domu bywam okazjonalnie, co za tym idzie nie wisiałam nad komputerem all day all night.
Nie przedłużając miłego czytania. 
Dajcie znać o kim mogłabym napisać kolejnego one shota bo jakoś nie mam pomysłu.

***
-Nie rozumiem tego.-jęknął pod nosem Kouyou, rozkładając się na ławce.
Akira zaśmiał się pod nosem, widząc stan załamania psychicznego u przyjaciela. Prawdą było, że z ich wielkiej i potężnej trójki to Daisy była umysłem ścisłym... humanistycznym i artystycznym w sumie też. Oni byli po prostu głupim i głupszym, którym czasem udało się zabłysnąć. Może nie było to do końca prawdą, bynajmniej czasem tak się właśnie czuli. Jak tło, przy błyszczącym aktorze.
-Do tablicy przyjdzie...-zaczęła nauczycielka, typując kolejnego nieszczęśnika-Może pan Suzuki.
Akira zamilkł, a uśmiech opuścił jego twarz, przenosząc się na usta Kouyou, który nagle wypełzł z depresji trygonometrycznej. Suzuki ruszył powoli, stając przed wielkim zielonym potworem. Czuł jakby miał właśnie pokonać smoka kawałkiem kredy i gąbką.
-Zaczynaj.-powiedziała matematyczka.
Chłopak wziął się za rozwiązywanie zadania. Szło mu całkiem nieźle, dopóki nie pojawiło się bardzo trudne i skomplikowane równanie.
-Nie wiesz ile to cztery razy cztery?-zapytała nauczycielka.
Akira spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem, jakby miała na głowie różowe sombrero i tańczyła walca z ananasem, w puszce.
-Szesnaście ty idioto. Szesnaście. Jeden sześć.-mamrotała Daisy, masując skronie.
Jednak jej umysł nie był nadawcą, odpowiedź nie była falą radiową, a Akira nie był odbiornikiem, ani zmyślną antenką. Takashima miał za to naprawdę dobrą zabawę. Jego humor polepszył się gdy usłyszał odpowiedź przyjaciela.
-O-osiem?
Danielle opuściła rękę na której podpierała policzek, uderzając tym samym głową o blat biurka, a Kouyou wybuchł śmiechem.
-Osiem?-powtórzyła nauczycielka, unosząc brwi.
-Nie! Chwila!-spojrzał na tablicę-Szesnaście!
Tak oto oddziaływały tablice i babka od matmy wypalająca ci umysł swoim spojrzeniem.
-Dobrze. Usiądź.
-Jak mogłeś nie wiedzieć ile to cztery razy cztery?-naśmiewał się Takashima na przerwie.
-To ta panika! Zobaczymy co powiesz jeśli weźmie cię do odpowiedzi na chemii.
-Pewnie jak zwykle coś wybełkocze i będzie liczył na Supermana w spódnicy.-mruknęła Danielle.
Akira ryknął śmiechem.
-Przynajmniej ja rozumiem jej podpowiedzi.
-Akurat.-prychnęła dziewczyna.
Chemia minęła we względnym spokoju. Następna była biologia. Tutaj nabyte umiejętności do podpowiadania i oszukiwania nauczycieli mogły si przydać. Wyćwiczyli już niezły system. Dlatego na lekcjach często wykonywali przedziwne tańce migowe, czy też pokazywali sobie kartki.
-Kouyou zapraszam.-nauczycielka biologi wykonała zapraszający gest ręką.
Chłopak wstał i z miną wisielca podszedł do tablicy.
-Prosty i przydatny w życiu temat o zapłodnieniu i życiu płodowym. Nie stresuj się. Czym jest zapłodnienie?
Daisy wskazała na siebie i Akirę po czym złączyła dłonie.
-P-połączeniem się kobiety i mężczyzny?
-Pytasz się mnie?
-N-nie!
Zapadła chwila ciszy, przerywana co jakiś czas chichotami i skrobaniem pisaka.
-Dobrze zacząłeś z połączeniem, pomyśl co kobiety i mężczyzny musi się połączyć.
Danielle wykorzystując nieuwagę nauczycielki naskrobała na szybko biologiczne równanie. Mianowicie. Gameta męska + żeńska = zygota.
-Gameta męska i żeńska muszą się połączyć, żeby powstała zygota.
-Dobrze.-kobieta zaznaczyła plus na kartce przed nią-Jak nazywamy czas od momentu zapłodnienia do końca 8 tygodnia ciąży i co takiego się podczas niego dzieje?
Na drugą część pytania Kouyou znał odpowiedź. Nie pamiętał niestety nazwy tegoż okresu.
-W tym czasie wykształcają się podstawowe struktury organizmu. Nazywa się...
Akira w miarę możliwości zwinął się w kulkę na krześle.
-Embrion... Embrionalny! To okres embrionalny.
Kolejny plus. Takashima z drobną pomocą przyjaciół uzbierał jeszcze dwie poprawne odpowiedzi. Wyłożył się tylko na jednej głupiej pępowinie. To była definitywnie wina Akiry, który wskazał na żyłę.
-Czwórka z plusem. Siadaj.
-Jak mogłeś powiedzieć, że żyła łączy matkę z płodem?-zapytał Akira.
-To ty mi pokazałeś na to cholerstwo!
-Chodziło o połączenie tępaku.
-Odezwał się mistrz tabliczki mnożenia. Ile to dwa razy dwa geniuszu?!
-Jesteście irytujący.-westchnęła Danielle.
Ostatnią lekcją tego dnia była fizyka.
-Więc może ktoś przypomni mi o napięciu i natężeniu.-pani Ikeda zatrzymała wzrok na Daisy, uśmiechając się milutko.
-Mam podejść, czy mogę mówić z ławki?-zapytała dziewczyna, wstając z krzesełka.
-Możesz mówić z ławki. Może na początek opowiedz mi o napięciu. Czym jest? Jak je mierzymy? Jaki jest jego symbol?
-Napięcie to różnica między dwoma potencjałami elektrycznymi w obwodzie, o symbolu U. Napięcie podawane jest w Woltach, mierzonych Woltomierzem.
-Genialnie, to teraz poproszę o natężeniu.
-Natężenie to liczba ładunków elektrycznych przepływających przez przekrój poprzeczny przewodnika w jednostce czasu. Symbol w układzie SI to I. Jednostką są Ampery, a miernikiem Amperomierz.
-Napisz mi tylko jeszcze wzór na natężenie i w którym miejscu podłączyć Woltomierz i Amperomierz do układu.
Brunetka podeszła do tablicy. Kouyou z rozdziawionymi ustami wpatrywał się z jaką szybkością i łatwością dziewczyna rozwiązuje zadanie. Akira za to wgapiał się w delikatnie kołyszące się bioderka, kiedy przechodziła by napisać dalsze obliczenia.
-Piątka. Mam nadzieję, że wszyscy są tak dobrze przygotowani, dlatego przejdziemy do następnego tematu o oporze elektrycznym.
W końcu katusze umysłowe dobiegły końca i można było ruszyć na kolorowe zajęcia dodatkowe.
-Mała kujonica.-prychnął z uśmiechem Masuhiro, podchodząc do Daisy-Nie chciałabyś mnie trochę poduczyć?
Danielle spojrzała na tyczkowatego chłopaka, z długimi ciemnymi włosami i niewielkimi brązowymi oczami.
-Mogę ci pomóc.
-Jutro po lekcjach miałabyś czas?
-Tak. Coś jeszcze?-zapytała, kiedy chłopak nie odchodził.
-Dałabyś mi numer, tak na wszelki wypadek?
-Jaki wypadek, jakby coś się działo to jutro w szkole się jeszcze spotkacie.-wtrącił Akira, który od początku mierzył Masuhiro lodowatym spojrzeniem.
Daisy naskrobała szybko kilka cyferek na kartce z zeszytu, po czym wręczyła ją brunetowi.
-Pisz w razie nieprzewidzianych okoliczności. Zwykle nie odbieram.-mruknęła podnosząc się i zgarniając torbę.
Można było się spodziewać, że trening nie będzie ani krótki, ani miły, ani przyjemny, ani bezpieczny. Akira mimo, iż siedział na trybunach jako kontuzjowany nie mógł czuć się spokojnie. W skrócie piłki i sprzęt w pewnym momencie zaczęły latać po sali.
-Wybacz Aki nie chciałam w ciebie strzelić.-mruknęła Danielle, robiąc fałszywie smutną minkę, kiedy piłka przeleciała obok głowy Suzukiego.
-Nic się nie stało słońce ty moje!-odpowiedział, mocno, nawet zbyt mocno, odkopując dziewczynie piłkę.
Kouyou próbował bawić się w negocjatora jednak z marnym skutkiem. Kiedy zostali sami w szatni atmosfera stała się jeszcze cięższa.
-To może skoczymy coś zjeść?-zaproponował Takashima.
-Mamy nie ma muszę z Yutaką zrobić obiad.-mruknęła Daisy-No chyba, że Akira będzie miał z tym wielki problem, jeśli będę przez kogoś zajęta.
-Nie. Umawiaj się i dawaj numer każdemu napotkanemu typowi. Mnie nic do tego.
Dziewczyna spojrzała wściekła na Akire, po czym warknęła coś niezrozumiałego pod nosem i przyśpieszyła kroku, oddalając się od przyjaciół.
-Wiesz co to znaczyło?-zapytał Suzuki.
-Że ją zirytowałeś, a my nie znamy koreańskiego?
Akira westchnął robiąc przy tym zbolałą minę. Sam nie wiedział dlaczego tak się zachowywał. Po prostu poczuł nagły przypływ złości i ucisk w klatce piersiowej, kiedy zobaczył jak Masuhiro podbija do Daisy.
-Nie. Po prostu przyznaj, że zakochałeś się w Danielle!
Brunet spojrzał na przyjaciela z szeroko otwartymi oczami, jednak po chwili uśmiechnął się drwiąco.
-Prędzej wezmę na randkę moją siostrę.
-No weź nie czujesz się dziwnie na myśl o tym, że jutro Daisy i Masuhiro będą sami. We dwoje. W piątkowy wieczór.
-Daj spokój.-westchnął Akira-Tak! Wiesz co?! Idę jutro na randkę z Miyoko. No wiesz kino, romantyczna kolacja w blasku świec, później spacer.
-Mam nadzieję, że to przypadkowa zbieżność imion.-usłyszeli za plecami-Ostatnio nie było was troje?
-Było.-powiedział Kouyou-Ale twój brat jest idiotą i przepłoszył 1/3 naszego zgrupowania.
-Jak zwykle.
-Zejdźcie ze mnie!
-Ależ nikt na tobie nie siedzi drogi przyjacielu.
-Ha ha ha bardzo zabawne, ostrzyłeś ostatnio swój cięty dowcip?-rzucił retorycznie Akira-Skoro tak wam zawadzam to idę. Cześć.
-A temu co?
-Zakochał się w Daisy i nie chcę się do tego przyznać.-Kou wzruszył ramionami.
-Czyli jestem bliżej wygrania zakładu.
-Jakiego zakładu?
-Z twoją siostrą. Nie ważne. Nie interesuj się.
-Okeej.-mruknął, skonsternowany.
-O patrz to trzy laski w bikini ci machają?!-wskazała na sklep niedaleko naszego bloku.
Takashima odwrócił się w drugą stronę, a kiedy już chciał wytknąć dziewczynie, że jest dopiero początek maja i temperatury nie są rekordowe, nawet lekko nie wychodzą na dodatnie jej już nie było.
-Fajnie, fajnie Kou jak zwykle zostałeś sam.-westchnął, kierując się do domu.
Już on się postara, żeby Akira w końcu się przyznał. Nie odpuści, ani Suzukiemu, ani Okabe.



środa, 3 sierpnia 2016

Ankieta

Ankieta dotycząca relacji między pracownikami wytwórni. Wpatrywałem się nienawistnym wzrokiem w świstek papieru, który dzisiejszego poranka wręczył naszemu zespołowi manager. Wyłożyłem się już na pierwszym pytaniu i nie, nie brzmiało ono imię i nazwisko, gdyż cała ankieta miała być rzekomo anonimowa. Wolne żarty. Przez tyle lat życia nauczyłem się, że w naszym świecie nie istnieje coś takiego jak anonimowość. Wracają c do pierwszego pytania. Brzmiało ono: Jakimi słowami określiłbyś swoich współpracowników z zespołu? Hmmm pomyślmy tyran, despota, dyktator, głupek, pracoholik, a to tylko lider. Nakreśliłem kilka kłamliwych znaków, pracowici, zorganizowani, szaleni, interesujący, władczy. Nie to nie brzmiało dobrze. Kolejne pytanie: Czy dobrze się dogadujecie? Zależy z kim. Warknąłem patrząc na resztę papierka. Spędzacie czas poza pracą? Czy określiłbyś wasze relacje mianem dobrych? Po kilku sekundach stwierdziłem, że bez czegoś mocniejszego się nie obejdzie. Czas więc na moją ulubioną grę. Poczułem się jakbym sprawdzał rachunki. Wal shota za każdym razem gdy zostaniesz bankrutem, w tym wypadku emocjonalnym. Razem z obstawą w postaci kwadratowej, przezroczystej szklaneczki i butelki Jacka Danielsa wróciłem do uzupełniania pustych pól. Z pomocą przyjaciela w trymiga uporałem się z robotą. Z ulgą przeczytałem ostatnie zdanko. Dziękujemy za poświęcony czas :) Istniało jednak coś gorszego niż pseudo anonimowe ankiety i były to właśnie uśmiechnięte buźki. Nienawidziłem ich z wzajemnością. Od zawsze kojarzyły mi się z sarkazmem i ironią. Dwa ulubione środki przekazu mojej najdroższej przyjaciółki. Wielkim niefartem, albo zabawną igraszką losu mogłem nazwać to, iż owa przyjaciółka jest siostrą mojego kochasia. A! Czyżbym zapomniał się przedstawić? Takashima Kouyou, lat 30, płeć: wedle wszystkich twierdzeń mężczyzna, stan cywilny: gej, do tego zakochany w masochistycznym perkusiście/liderze. Yuk-kun jako typowy słodki i niewinny chłoptaś niczego nie zauważał. Nie chwilkę. Przedstawmy to w bardziej rzeczywistych barwach. Jestem naprawdę dobrym aktorem, a Yutaka jako ślepy, wiecznie sfrustrowany lider niczego nie widzi. Trudno. Życie leci dalej. Ja ślinie się potajemnie już od jakiś dwóch lat co jakiś czas spotykając się z siostrą ów idioty na kawusi, czy pogaduszkach. Przecież nowe trendy, dieta Jennifer Aniston, czy nowa fryzura Harrego Stylesa same się nie obgadają. Spojrzałem na zegarek. Za pięć minut mój stylowy, srebrny zegar, podwieszony na gustownym, prostym stojaczku wybiję północ. Chyba pora pozwiedzać internet. Posprzątałem ankietę i moich przyjaciół, po czym zasiadłem przy biurku, odpalając MacBooka. Zalagowałem się na Mixi jednak po kilku minutach wylądowałem na YouTubie. Kolejna fantastyczna noc się zapowiada. Rozwijanie mojego życia sieciowego przerwał mi niespodziewany telefon. Lider?
-Mów do mnie.
-Jesteś zajęty?-zapytał.
-Jak każdy normalny człowiek o godzinie wpół do pierwszej.
-Świetnie, będę za minutę.
I faktycznie nim minęło 60 sekund chłopak już dzwonił do moich drzwi. Oderwałem wzrok od zegara i poszedłem otworzyć.
-Co cię do mnie sprowadza?-zapytałem, prowadząc Yutake do salonu.
-Samotność.
-Dobre żarty, a tak naprawdę?
-Łaziłem po mieście i tak jakoś stwierdziłem, że jak jestem w okolicy to do ciebie wpadnę.
-Miło z twojej strony. Chcesz się czegoś napić?
-A co masz?
-Starego dobrego Jacka, albo ewentualnie dla takich delikatnych piankowych kotków jak ty soczek pomarańczowy.
-Trafiłeś wezmę soczek.
Skierowałem się do kuchni. Kiedy z niej wyszedłem, chciałem od razu zawrócić. Yutaka siedział na kanapie, przeglądając moją ankietę. W jego policzkach widniały dołeczki, wywołane śmiechem.
-Moją zeżarł pies Daisy.-parsknął widząc mnie-Chyba jedyny z naszej piątki zrobiłeś ją tak szybko.
-Czy słowo anonimowy nic dla ciebie nie znaczy?-prychnąłem-Po za tym skąd wiesz co tamte oszołomy z tym zrobiły?
-Bo Taka pisał, że gdzieś swoją zgubił, Akira wpadł do mojej siostry i jego papierek spotkał ten sam los co mój, a Yuu już w studiu powiedział co o tym wszystkim sądzi.
-No tak.-mruknąłem.
-To władczy było o mnie?-zapytał, chichocząc.
-Nie.-odpowiedziałem chłodno-To było o Akirze.
W końcu jednak zeszliśmy z tematu tych przeklętych ankiet. Nasza rozmowa jak zwykle nie była zbyt zobowiązująca. Od co zwykła przyjacielska pogawędka o różnych mało istotnych dla innych ludzi rzeczach.
-Zamierzam kupić nowe tom tomy.
-Słyszałeś o nowej grze, ma się pojawić w przyszłym miesiącu.
-Ru znowu rozwalił samochód i prosił, żebym przez jakiś czas zawoził go do studia.
-Mój motor ostatnio niedomaga.
Jednak pomimo takich głupot padło jedno ważne zdanie.
-Jutro jest premiera nowego horroru, chciałbyś pójść ze mną?
Dla niego była to zwykła propozycja rzucona w luźnej pogawędce, dla mnie była to mała nadzieja rozbudzająca moje serce mikrowstrząsami.
-Tak chętnie.
Kai został na noc.
-Masz naprawdę fajne koszulki.-stwierdził, leżąc obok mnie.
-Są na ciebie za duże.-zaśmiałem się.
-Co nie zmienia faktu, że są ładne.
-Dzięki.
Noc minęła spokojnie, a ranek jeszcze lepiej. Kocham być budzony zapachem świeżej kawy i ciepłych, słodkich bułeczek. Ponieważ mama Kaia była w połowie Brytyjką, chłopak był przyzwyczajony do typowo zachodnich śniadań. Nie narzekałem. Były naprawdę smaczne.
-Dzień dobry.
-Dobry.
-Sprawdzałem seanse. Możemy iść na ten o osiemnastej. Zdążę wpaść do siebie i się ogarnąć.
Kiwnąłem głową, wpatrując się w cieplutkie, pulchniutkie i okrąglutkie bułeczki z dżemem malinowym, które mnie hipnotyzowały.
-No jedz.-mruknął, zachęcająco machając mi przed nosem talerzem.
Dwa razy nie musiał powtarzać. Wszystkie fanki na całym globie wiedziały, że Tanabe Yutaka zwany Kaiem z dużą dozą powodzenia mógłby wygrać masterchefa. Sam Gordon Ramsay, idol jego siostry, by się ze mną zgodził.
-Kocham twoją kuchnię.
-Wszyscy ją kochają.-zaśmiał się chłopak, biorąc do ręki bułeczkę.
-Zwłaszcza Akira.
-Tak zwłaszcza ten hipokryta bez nosa. Ostatnio opierniczył cały sernik w mniej niż dziesięć minut.
-Czy twoja ukochana malutka stokrotka pomagała ci robić to ciasto?
-Tak.
-Czy była przy akcie konsumpcji?
-Tak.
-I masz odpowiedź.
-Ciekawe, ciekawe.
-Prawdziwe.
Po śniadaniu pozmywać musiałem ja. W praktyce wyglądało to tak, że powstawiałem brudne naczynia do zmywarki. Kiedy ogarnąłem kuchnie, Kai stwierdził, że musi się zbierać. Założył swoje czarne trampki, zarzucił kurtkę jeansową na ramiona, po czym pożegnał się ze mną.
-Do zobaczenia później.
-Do zobaczenia.
Spojrzałem na zegarek, kalkulując czas jaki został mi do wyjścia. Jakieś osiem godzin. Cztery godziny opierniczania się, godzina na kąpiel, kolejne dwie na wybranie stroju i makijaż. Grzebanie w mojej kopalni ubrań zajęło mi jednak więcej czasu. Korciło mnie, żeby założyć coś z wyższej półki, lecz marynarka od Armaniego byłaby chyba lekkim przegięciem na wypad do kina z kumplem. W końcu kiedyś mu powiem. Kiedyś. Stojąc w czarnych bokserkach przed wielką szafą głowiłem się co zrobić. Stanęło na tym, że złapałem za Iphona i wybrałem numer kryzysowy.
-Co tam pysiu?-usłyszałem po drugiej stronie.
-Idę dzisiaj z twoim bratem do kina i nie wiem w co się ubrać.
-Powiedziałeś mu? Gratuluję oppa!
-Nic mu nie powiedziałem. To on zaproponował.
-Huhuhu... No dobrze misiek luźne spotkanie, nic zobowiązującego. Proponowałabym bluzkę w paski z Acne Studios, czarne spodnie i do tego Superstary.
-Bluzę brać?
-Bomber czarny.
-Dzięki.
-Z fryzurą chyba sobie poradzisz?
-Ależ oczywiście.
-Z kim gadasz?-usłszałem znajomy głos.
-Z Kou. Muszę kończyć cześć.
-Daisy!
-Tak?
-Akira?
-Być może. Jakbyś miał problemy pisz.
Usłyszałem w słuchawce pikanie, świadczące o tym, iż połączenie zostało zakończone. Mała cholera ma sekretny romans i to z moim bff (bożyszczem fatalnego fejmu). Etymologia powyższego skrótu jest następująca. Jest bożyszczem nastolatek, fatalny fejm wziął się od braku nosa. Zbyt wiele razy słyszałem jak niektórzy rozpoznają go mówiąc „Ej to ten bez nosa!”, pojawiały się również gorsze epitety, ale daruje je sobie i nie będę ich przytaczał. W ubraniach wybranych przez mojego prywatnego doradce do spraw mody i urody zabrałem się za robienie twarzy. Super mocnego make upu nie nakładałem. W końcu po co pałętać się po mieście z kilogramami tapety. Zwykły podkład, trochę cienia i wio.
Równo o 1758 ktoś zadzwonił do moich drzwi. Jak się spodziewałem był to Yutaka. Ubrany w białą koszulkę, poszarpane jeansy i czarną kurtkę jeansową.
-Hej.-przywitał się-Gotowy?
-Tak?-złapałem za czarną torbę i założyłem buty.
Wyszliśmy z budynku po czym wsiedliśmy do srebrnego Aston Martina.
-V12 Vantage S?-zapytałem-Pożyczyłeś samochód od Bonda?-zaśmiałem się.
-Raczej od ojca.
-Zostawiłeś mu pod zastaw swoje BMW?
-Owszem.-otworzył mi drzwi jak na prawdziwego dżentelmena przystało.
-Dziwię się, że nie przyjechałeś w smokingu i z kamerą, czy jakąś bronią w długopisie.
-Miałem taki plan, ale wszystkie naboje zużyłem na Akirze.
-Nakryłeś go z Daisy?-zapytałem.
-Co?!-krzyknął, trzaskając drzwiami.
-Nic, nic. Tak tylko żartuję.-zaśmiałem się.
-Nie rób tak więcej bo zejdę na zawał.-odetchnął z ulgą.
Było zdecydowanie zbyt blisko. Sądzę, że jeśli wydałbym namiętny sekrecik Dan i basisty skończył bym jak Betty. Na wysypisku śmieci. Przeszedł mnie mentalny dreszcz. Nikt nie chciał zadzierać z małym demonem ani best friendem bez nosa.
-Niedługo zaczynamy trasę. Nieźle nie?-zagadałem.
-Kou naprawdę chcesz rozmawiać o robocie w dzień wolny?-zaśmiał się szatyn.
-Nie, chcę tylko jakoś zacząć rozmowę.
-W takim razie. Robiłeś coś ciekawego po moim wyjściu?
Biegałem po mieszkaniu zastanawiając się co założyć, żebyś zaczął się ślinić.
-W sumie nic ciekawego, a ty?
-Ogarnąłem się, pojechałem ukraść tacie samochód. Dzień jak co dzień.
-Czyli przyznajesz się otwarcie, że zawsze kradniesz samochody swojemu ojcu?
Mężczyzna zaczął się śmiać. Dotarliśmy do kina.
-Jeśli mam być szczery to średnio lubię horrory.-mruknąłem.
-Boisz się?
-Yhym.
-Szczerze to na to liczyłem.-zachichotał.
Musiał za to oberwać. Dlatego dźgnąłem go w brzuch. Jednak już na początku okazało się, że film nie zalicza się nawet do klasy C i dennych dreszczykowców. Znudzony oparłem głowę na ręce trzymanej na podłokietniku. Kai wyglądał jakby zasnął w pudełku popcornu albo co najmniej znalazł w nim sens życia i wyjaśnienia na pytania całej ludzkości.
-Nie boisz się?-zapytał w końcu, wyrywając mnie z otępienia.
-Nie. Chociaż.-zabrałem mu z kolan kubełek, po czym wtuliłem się w jego klatkę piersiową-Obudź mnie jak ta szmira dobiegnie końca.
-Mam pomysł.-szepnął wstając z miejsca.
Ewakuowaliśmy się z sali i znaleźliśmy ponownie w samochodzie Yutaki.
-Wybacz. Szczerze myślałem, że ten film będzie straszniejszy.
-Nic nie szkodzi.
-Chyba zamiast bawić się w podchody powiem ci to prosto z mostu.-powiedział.
-Co mi powiesz?
Złapał kierownicę oburącz, po czym oparł na niej głowę, głośno wzdychając.
-Że się w tobie zakochałem.
Nie mógł tego powiedzieć.
-Możesz powtórzyć?-poprosiłem zszokowany.
-Kocham cię Kouyou.
Odetchnąłem z ulgą. Złapałem rękę chłopaka przykładając do swojego szybko bijącego serca. Tanabe podniósł głowę.
-Dlaczego tak późno idioto?-zaśmiałem się.
-To chyba przez tą ankietę. Ośmieliła mnie.
Głupia ankieta, którą tylko ja wziąłem na poważnie pozwoliła nam się do siebie zbliżyć.
EPILOG: Więc kto będzie na górze?
Nasz związek rozwijał się w swoim tempie. Chociaż może trafniejszym byłoby określenie w MOIM tempie. Nie chciałem niczego zbyt szybko, żeby nie wyszło tak, że od wyznawania sobie miłości do łóżka krótka droga. Yutaka czekał cierpliwie, aż pewnego dnia.
Leżeliśmy w łóżku chłopaka oglądając Klątwę. Nic nowego, ale przestraszyć potrafiło. Wtuliłem się mocniej w mojego faceta nie patrząc na ekran telewizora.
-Nie zasnę w nocy.-wyburczałem, kiedy film dobiegł końca.
-Mogę ci pomóc z bezsennością.-powiedział chłopak, kładąc się na mnie.
-Możliwe, że skorzystam z twojej pomocy.-mruknąłem cicho, kiedy nasze usta dzieliły milimetry.
Zaczęliśmy się niespiesznie całować. Yutaka zgarnął mi włosy z twarzy i zaczesał za ucho. Nikt nas nie gonił. Danielle noc spędzała zapewne u Akiry. Dlatego robiliśmy wszystko powoli i z odpowiednim namaszczeniem. Stopniowo pozbywaliśmy się ubrań, odkrywając kolejne fragmenty naszych ciał i poznając je wzajemnie. Tanabe zatrzymywał się co chwilę w okolicach moich obojczyków znacząc je czerwonymi punkcikami.
-Tak jakby dla pewności z kim teraz jesteś. Nie chcemy w końcu natrtnego Rukiego w przyszłości.
Zaśmiałem się, przesuwając opuszkami po jego lekko zarysowanym sześciopaczku. Dźwięk rozpinanego rozporka i chłód na newralgicznych miejscach lekko mnie otrzeźwił. Przekręciłem nas górując nad liderem.
W czasie naszej gry wstępnej jeszcze kilka razy bawiliśmy się w takie zmiany. Jednak w naszej niemej walce kto tu będzie górą zwyciężył Kai, łapiąc za najbardziej przekonujący argument. Ten który mieścił się mieszy moimi nogami.
-M-maaasz ja-kiś... lub...lubrykant?-zapytałem, między jękami.
-O gumeczki też zadbałem.-szepnął, sięgając do etażerki.
Pomachał mi przed twarzą tubką nawilżacza i niebieskim opakowaniem z prezerwatywami. Powoli nałożył lubrykant na palce. Rozłożyłem ochoczo nogi. Z moich ust wydostały się kolejne jęki, kiedy zaczął mnie rozciągać.
-D-dalej... mmmm... szybciej!
Drugą ręką pobudzał mojego nabrzmiałego członka, który już zdążył zwilgotnieć na główce.
-Właź już w końcu, albo znowu się zamienimy!-wyjęczałem ledwo dając radę.
Yutaka spełnił mój rozkaz. Zacisnąłem pięści na prześcieradle czując jego pulsującą męskość w mojej dziurce.
-Taaaak!-jęknąłem.
Sypialnie wypełniały nasze krzyki i dźwięk uderzających o siebie ciał.
-Y-yuuk j-ja zar-zaraz!
Nie potrzebowałem długo. Po kilku pchnięciach wytrysnąłem na brzuch Tanabe, zaciskając wnętrze na jego członku.
-Żądam wolnego na najbliższy tydzień.-powiedziałem, układając się na brzuchu.
Yutaka zaśmiał się, przekładając rękę przez moje plecy.
-Jestem w stanie przymknąć oko na najbliższe dwa dni.
-W takim razie nie budź mnie aż do czwartku.-ziewnąłem-Następnym razem to ja będę na górze.
-Ależ oczywiście. Kolorowych snów kochanie.-powiedział, przytulając mnie do siebie.
Ułożyłem się wygodniej na jego torsie, po czym zamknąłem oczy.

***
Zaznaczę tylko, że to pierwsze prawdziwe yaoi w moim wykonaniu, więc przepraszam.
Stwierdzę też, że nie znam się na strasznych horrorach gdyż no jakby to ująć... zwykle zaczynam się na nich śmiać. Ostatnio przeprowadziłam ciekawą rozmowę z dziewczyną mojego kolegi, z której wynikło, że sam zwiastun Babadook śmiertelnie ją wystraszył. Dla mnie film wcale nie był jakiś przerażający, tak samo jak obie części Sinistera. W sumie sama się sobie dziwię ale horrory są chyba po prostu nie dla mnie. Aczkolwiek przyznam się, że uwielbiam wtedy straszyć moich znajomych.