Ankieta
dotycząca relacji między pracownikami wytwórni. Wpatrywałem się
nienawistnym wzrokiem w świstek papieru, który dzisiejszego poranka
wręczył naszemu zespołowi manager. Wyłożyłem się już na
pierwszym pytaniu i nie, nie brzmiało ono imię i nazwisko, gdyż
cała ankieta miała być rzekomo anonimowa. Wolne żarty. Przez tyle
lat życia nauczyłem się, że w naszym świecie nie istnieje coś
takiego jak anonimowość. Wracają c do pierwszego pytania. Brzmiało
ono: Jakimi słowami określiłbyś swoich współpracowników z
zespołu? Hmmm pomyślmy tyran, despota, dyktator, głupek,
pracoholik, a to tylko lider. Nakreśliłem kilka kłamliwych znaków,
pracowici, zorganizowani, szaleni, interesujący, władczy.
Nie to nie brzmiało dobrze. Kolejne pytanie: Czy dobrze się
dogadujecie? Zależy z kim. Warknąłem patrząc na resztę papierka.
Spędzacie czas poza pracą? Czy określiłbyś wasze relacje mianem
dobrych? Po kilku sekundach stwierdziłem, że bez czegoś
mocniejszego się nie obejdzie. Czas więc na moją ulubioną grę.
Poczułem się jakbym sprawdzał rachunki. Wal shota za każdym razem
gdy zostaniesz bankrutem, w tym wypadku emocjonalnym. Razem z obstawą
w postaci kwadratowej, przezroczystej szklaneczki i butelki Jacka
Danielsa wróciłem do uzupełniania pustych pól. Z pomocą
przyjaciela w trymiga uporałem się z robotą. Z ulgą przeczytałem
ostatnie zdanko. Dziękujemy za poświęcony czas :) Istniało jednak
coś gorszego niż pseudo anonimowe ankiety i były to właśnie
uśmiechnięte buźki. Nienawidziłem ich z wzajemnością. Od zawsze
kojarzyły mi się z sarkazmem i ironią. Dwa ulubione środki
przekazu mojej najdroższej przyjaciółki. Wielkim niefartem, albo
zabawną igraszką losu mogłem nazwać to, iż owa przyjaciółka
jest siostrą mojego kochasia. A! Czyżbym zapomniał się
przedstawić? Takashima Kouyou, lat 30, płeć: wedle wszystkich
twierdzeń mężczyzna, stan cywilny: gej, do tego zakochany w
masochistycznym perkusiście/liderze. Yuk-kun jako typowy słodki i
niewinny chłoptaś niczego nie zauważał. Nie chwilkę. Przedstawmy
to w bardziej rzeczywistych barwach. Jestem naprawdę dobrym aktorem,
a Yutaka jako ślepy, wiecznie sfrustrowany lider niczego nie widzi.
Trudno. Życie leci dalej. Ja ślinie się potajemnie już od jakiś
dwóch lat co jakiś czas spotykając się z siostrą ów idioty na
kawusi, czy pogaduszkach. Przecież nowe trendy, dieta Jennifer
Aniston, czy nowa fryzura Harrego Stylesa same się nie obgadają.
Spojrzałem na zegarek. Za pięć minut mój stylowy, srebrny zegar,
podwieszony na gustownym, prostym stojaczku wybiję północ. Chyba
pora pozwiedzać internet. Posprzątałem ankietę i moich
przyjaciół, po czym zasiadłem przy biurku, odpalając MacBooka.
Zalagowałem się na Mixi jednak po kilku minutach wylądowałem na
YouTubie. Kolejna fantastyczna noc się zapowiada. Rozwijanie mojego
życia sieciowego przerwał mi niespodziewany telefon. Lider?
-Mów
do mnie.
-Jesteś
zajęty?-zapytał.
-Jak
każdy normalny człowiek o godzinie wpół do pierwszej.
-Świetnie,
będę za minutę.
I
faktycznie nim minęło 60 sekund chłopak już dzwonił do moich
drzwi. Oderwałem wzrok od zegara i poszedłem otworzyć.
-Co
cię do mnie sprowadza?-zapytałem, prowadząc Yutake do salonu.
-Samotność.
-Dobre
żarty, a tak naprawdę?
-Łaziłem
po mieście i tak jakoś stwierdziłem, że jak jestem w okolicy to
do ciebie wpadnę.
-Miło
z twojej strony. Chcesz się czegoś napić?
-A
co masz?
-Starego
dobrego Jacka, albo ewentualnie dla takich delikatnych piankowych
kotków jak ty soczek pomarańczowy.
-Trafiłeś
wezmę soczek.
Skierowałem
się do kuchni. Kiedy z niej wyszedłem, chciałem od razu zawrócić.
Yutaka siedział na kanapie, przeglądając moją ankietę. W jego
policzkach widniały dołeczki, wywołane śmiechem.
-Moją
zeżarł pies Daisy.-parsknął widząc mnie-Chyba jedyny z naszej
piątki zrobiłeś ją tak szybko.
-Czy
słowo anonimowy nic dla ciebie nie znaczy?-prychnąłem-Po za
tym skąd wiesz co tamte oszołomy z tym zrobiły?
-Bo
Taka pisał, że gdzieś swoją zgubił, Akira wpadł do mojej
siostry i jego papierek spotkał ten sam los co mój, a Yuu już w
studiu powiedział co o tym wszystkim sądzi.
-No
tak.-mruknąłem.
-To
władczy było o mnie?-zapytał, chichocząc.
-Nie.-odpowiedziałem
chłodno-To było o Akirze.
W
końcu jednak zeszliśmy z tematu tych przeklętych ankiet. Nasza
rozmowa jak zwykle nie była zbyt zobowiązująca. Od co zwykła
przyjacielska pogawędka o różnych mało istotnych dla innych ludzi
rzeczach.
-Zamierzam
kupić nowe tom tomy.
-Słyszałeś
o nowej grze, ma się pojawić w przyszłym miesiącu.
-Ru
znowu rozwalił samochód i prosił, żebym przez jakiś czas zawoził
go do studia.
-Mój
motor ostatnio niedomaga.
Jednak
pomimo takich głupot padło jedno ważne zdanie.
-Jutro
jest premiera nowego horroru, chciałbyś pójść ze mną?
Dla
niego była to zwykła propozycja rzucona w luźnej pogawędce, dla
mnie była to mała nadzieja rozbudzająca moje serce
mikrowstrząsami.
-Tak
chętnie.
Kai
został na noc.
-Masz
naprawdę fajne koszulki.-stwierdził, leżąc obok mnie.
-Są
na ciebie za duże.-zaśmiałem się.
-Co
nie zmienia faktu, że są ładne.
-Dzięki.
Noc
minęła spokojnie, a ranek jeszcze lepiej. Kocham być budzony
zapachem świeżej kawy i ciepłych, słodkich bułeczek. Ponieważ
mama Kaia była w połowie Brytyjką, chłopak był przyzwyczajony do
typowo zachodnich śniadań. Nie narzekałem. Były naprawdę
smaczne.
-Dzień
dobry.
-Dobry.
-Sprawdzałem
seanse. Możemy iść na ten o osiemnastej. Zdążę wpaść do
siebie i się ogarnąć.
Kiwnąłem
głową, wpatrując się w cieplutkie, pulchniutkie i okrąglutkie
bułeczki z dżemem malinowym, które mnie hipnotyzowały.
-No
jedz.-mruknął, zachęcająco machając mi przed nosem talerzem.
Dwa
razy nie musiał powtarzać. Wszystkie fanki na całym globie
wiedziały, że Tanabe Yutaka zwany Kaiem z dużą dozą powodzenia
mógłby wygrać masterchefa. Sam Gordon Ramsay, idol jego siostry,
by się ze mną zgodził.
-Kocham
twoją kuchnię.
-Wszyscy
ją kochają.-zaśmiał się chłopak, biorąc do ręki bułeczkę.
-Zwłaszcza
Akira.
-Tak
zwłaszcza ten hipokryta bez nosa. Ostatnio opierniczył cały sernik
w mniej niż dziesięć minut.
-Czy
twoja ukochana malutka stokrotka pomagała ci robić to ciasto?
-Tak.
-Czy
była przy akcie konsumpcji?
-Tak.
-I
masz odpowiedź.
-Ciekawe,
ciekawe.
-Prawdziwe.
Po
śniadaniu pozmywać musiałem ja. W praktyce wyglądało to tak, że
powstawiałem brudne naczynia do zmywarki. Kiedy ogarnąłem kuchnie,
Kai stwierdził, że musi się zbierać. Założył swoje czarne
trampki, zarzucił kurtkę jeansową na ramiona, po czym pożegnał
się ze mną.
-Do
zobaczenia później.
-Do
zobaczenia.
Spojrzałem
na zegarek, kalkulując czas jaki został mi do wyjścia. Jakieś
osiem godzin. Cztery godziny opierniczania się, godzina na kąpiel,
kolejne dwie na wybranie stroju i makijaż. Grzebanie w mojej
kopalni ubrań zajęło mi jednak więcej czasu. Korciło mnie, żeby
założyć coś z wyższej półki, lecz marynarka od Armaniego
byłaby chyba lekkim przegięciem na wypad do kina z kumplem. W końcu
kiedyś mu powiem. Kiedyś. Stojąc w czarnych bokserkach przed
wielką szafą głowiłem się co zrobić. Stanęło na tym, że
złapałem za Iphona i wybrałem numer kryzysowy.
-Co
tam pysiu?-usłyszałem po drugiej stronie.
-Idę
dzisiaj z twoim bratem do kina i nie wiem w co się ubrać.
-Powiedziałeś
mu? Gratuluję oppa!
-Nic
mu nie powiedziałem. To on zaproponował.
-Huhuhu...
No dobrze misiek luźne spotkanie, nic zobowiązującego.
Proponowałabym bluzkę w paski z Acne Studios, czarne spodnie i do
tego Superstary.
-Bluzę
brać?
-Bomber
czarny.
-Dzięki.
-Z
fryzurą chyba sobie poradzisz?
-Ależ
oczywiście.
-Z
kim gadasz?-usłszałem znajomy głos.
-Z
Kou. Muszę kończyć cześć.
-Daisy!
-Tak?
-Akira?
-Być
może. Jakbyś miał problemy pisz.
Usłyszałem
w słuchawce pikanie, świadczące o tym, iż połączenie zostało
zakończone. Mała cholera ma sekretny romans i to z moim bff
(bożyszczem fatalnego fejmu). Etymologia powyższego skrótu jest
następująca. Jest bożyszczem nastolatek, fatalny fejm wziął się
od braku nosa. Zbyt wiele razy słyszałem jak niektórzy rozpoznają
go mówiąc „Ej to ten bez nosa!”, pojawiały się również
gorsze epitety, ale daruje je sobie i nie będę ich przytaczał. W
ubraniach wybranych przez mojego prywatnego doradce do spraw mody i
urody zabrałem się za robienie twarzy.
Super mocnego make upu nie
nakładałem. W końcu po co pałętać się po mieście z
kilogramami tapety. Zwykły podkład, trochę cienia i wio.
Równo
o 1758 ktoś
zadzwonił do moich drzwi. Jak się spodziewałem był to Yutaka.
Ubrany w białą koszulkę, poszarpane jeansy i czarną kurtkę
jeansową.
-Hej.-przywitał
się-Gotowy?
-Tak?-złapałem
za czarną torbę i założyłem buty.
Wyszliśmy
z budynku po czym wsiedliśmy do srebrnego Aston Martina.
-V12
Vantage S?-zapytałem-Pożyczyłeś samochód od Bonda?-zaśmiałem
się.
-Raczej
od ojca.
-Zostawiłeś
mu pod zastaw swoje BMW?
-Owszem.-otworzył
mi drzwi jak na prawdziwego
dżentelmena przystało.
-Dziwię
się, że nie przyjechałeś w smokingu i z kamerą, czy jakąś
bronią w długopisie.
-Miałem
taki plan, ale wszystkie naboje zużyłem na Akirze.
-Nakryłeś
go z Daisy?-zapytałem.
-Co?!-krzyknął,
trzaskając drzwiami.
-Nic,
nic. Tak tylko żartuję.-zaśmiałem się.
-Nie
rób tak więcej bo zejdę na zawał.-odetchnął z ulgą.
Było
zdecydowanie zbyt blisko. Sądzę, że jeśli wydałbym namiętny
sekrecik Dan i basisty skończył bym jak Betty. Na wysypisku śmieci.
Przeszedł mnie mentalny dreszcz. Nikt nie chciał zadzierać z małym
demonem ani best friendem bez nosa.
-Niedługo
zaczynamy trasę. Nieźle nie?-zagadałem.
-Kou
naprawdę chcesz rozmawiać o robocie w dzień wolny?-zaśmiał się
szatyn.
-Nie,
chcę tylko jakoś zacząć rozmowę.
-W
takim razie. Robiłeś coś ciekawego po moim wyjściu?
Biegałem
po mieszkaniu zastanawiając się co założyć, żebyś zaczął się
ślinić.
-W
sumie nic ciekawego, a ty?
-Ogarnąłem
się, pojechałem ukraść tacie samochód. Dzień jak co dzień.
-Czyli
przyznajesz się otwarcie, że zawsze kradniesz samochody swojemu
ojcu?
Mężczyzna
zaczął się śmiać. Dotarliśmy do kina.
-Jeśli
mam być szczery to średnio lubię horrory.-mruknąłem.
-Boisz
się?
-Yhym.
-Szczerze
to na to liczyłem.-zachichotał.
Musiał
za to oberwać. Dlatego dźgnąłem go w brzuch. Jednak już na
początku okazało się, że film nie zalicza się nawet do klasy C i
dennych dreszczykowców. Znudzony oparłem głowę na ręce trzymanej
na podłokietniku. Kai wyglądał jakby zasnął w pudełku popcornu
albo co najmniej znalazł w nim sens życia i wyjaśnienia na pytania
całej ludzkości.
-Nie
boisz się?-zapytał w końcu, wyrywając mnie z otępienia.
-Nie.
Chociaż.-zabrałem mu z kolan kubełek, po
czym wtuliłem się w jego klatkę piersiową-Obudź mnie jak ta
szmira dobiegnie końca.
-Mam
pomysł.-szepnął wstając z miejsca.
Ewakuowaliśmy
się z sali i znaleźliśmy ponownie w samochodzie Yutaki.
-Wybacz.
Szczerze myślałem, że ten film będzie straszniejszy.
-Nic
nie szkodzi.
-Chyba
zamiast bawić się w podchody powiem ci to prosto z
mostu.-powiedział.
-Co
mi powiesz?
Złapał
kierownicę oburącz, po czym oparł na niej głowę, głośno
wzdychając.
-Że
się w tobie zakochałem.
Nie
mógł tego powiedzieć.
-Możesz
powtórzyć?-poprosiłem zszokowany.
-Kocham
cię Kouyou.
Odetchnąłem
z ulgą. Złapałem rękę chłopaka przykładając do swojego szybko
bijącego serca. Tanabe podniósł głowę.
-Dlaczego
tak późno idioto?-zaśmiałem się.
-To
chyba przez tą ankietę. Ośmieliła mnie.
Głupia
ankieta, którą tylko ja wziąłem na poważnie pozwoliła nam się
do siebie zbliżyć.
EPILOG:
Więc kto będzie na górze?
Nasz
związek rozwijał się w swoim tempie. Chociaż może trafniejszym
byłoby określenie w MOIM tempie. Nie chciałem niczego zbyt szybko,
żeby nie wyszło tak, że od wyznawania sobie miłości do łóżka
krótka droga. Yutaka czekał cierpliwie, aż pewnego dnia.
Leżeliśmy
w łóżku chłopaka oglądając Klątwę. Nic nowego, ale
przestraszyć potrafiło. Wtuliłem się mocniej w mojego faceta nie
patrząc na ekran telewizora.
-Nie
zasnę w nocy.-wyburczałem, kiedy film dobiegł końca.
-Mogę
ci pomóc z bezsennością.-powiedział chłopak, kładąc się na
mnie.
-Możliwe,
że skorzystam z twojej pomocy.-mruknąłem cicho, kiedy nasze usta
dzieliły milimetry.
Zaczęliśmy
się niespiesznie całować. Yutaka zgarnął mi włosy z twarzy i
zaczesał za ucho. Nikt nas nie gonił. Danielle noc spędzała
zapewne u Akiry. Dlatego robiliśmy wszystko powoli i z odpowiednim
namaszczeniem. Stopniowo pozbywaliśmy się ubrań, odkrywając
kolejne fragmenty naszych ciał i poznając je wzajemnie. Tanabe
zatrzymywał się co chwilę w okolicach moich obojczyków znacząc
je czerwonymi punkcikami.
-Tak
jakby dla pewności z kim teraz jesteś. Nie chcemy w końcu
natrtnego Rukiego w przyszłości.
Zaśmiałem
się, przesuwając opuszkami po jego lekko zarysowanym sześciopaczku.
Dźwięk rozpinanego rozporka
i chłód na newralgicznych miejscach lekko mnie otrzeźwił.
Przekręciłem nas górując nad liderem.
W
czasie naszej gry wstępnej jeszcze kilka razy bawiliśmy się w
takie zmiany. Jednak w naszej niemej walce kto tu będzie górą
zwyciężył Kai, łapiąc za najbardziej przekonujący argument. Ten
który mieścił się mieszy moimi nogami.
-M-maaasz
ja-kiś... lub...lubrykant?-zapytałem, między jękami.
-O
gumeczki też zadbałem.-szepnął, sięgając do etażerki.
Pomachał
mi przed twarzą tubką nawilżacza i niebieskim opakowaniem z
prezerwatywami. Powoli
nałożył lubrykant na palce. Rozłożyłem ochoczo nogi. Z moich
ust wydostały się kolejne jęki, kiedy zaczął mnie rozciągać.
-D-dalej...
mmmm... szybciej!
Drugą
ręką pobudzał mojego nabrzmiałego członka, który już zdążył
zwilgotnieć na główce.
-Właź
już w końcu, albo znowu się zamienimy!-wyjęczałem ledwo
dając radę.
Yutaka
spełnił mój rozkaz. Zacisnąłem pięści na prześcieradle czując
jego pulsującą męskość w mojej dziurce.
-Taaaak!-jęknąłem.
Sypialnie
wypełniały nasze krzyki i dźwięk uderzających o siebie ciał.
-Y-yuuk
j-ja zar-zaraz!
Nie
potrzebowałem długo. Po kilku pchnięciach wytrysnąłem na brzuch
Tanabe, zaciskając wnętrze na jego członku.
-Żądam
wolnego na najbliższy tydzień.-powiedziałem, układając się na
brzuchu.
Yutaka
zaśmiał się, przekładając rękę przez moje plecy.
-Jestem
w stanie przymknąć oko na najbliższe dwa dni.
-W
takim razie nie budź mnie aż do czwartku.-ziewnąłem-Następnym
razem to ja będę na górze.
-Ależ
oczywiście. Kolorowych snów kochanie.-powiedział, przytulając
mnie do siebie.
Ułożyłem
się wygodniej na jego torsie, po czym zamknąłem oczy.
***
Zaznaczę
tylko, że to pierwsze prawdziwe yaoi w moim wykonaniu, więc
przepraszam.
Stwierdzę
też, że nie znam się na strasznych horrorach gdyż no jakby to
ująć... zwykle zaczynam się na nich śmiać. Ostatnio
przeprowadziłam ciekawą rozmowę z dziewczyną mojego kolegi, z
której wynikło, że sam zwiastun Babadook
śmiertelnie ją wystraszył. Dla mnie film wcale nie był jakiś
przerażający, tak samo jak obie części Sinistera. W sumie sama
się sobie dziwię ale horrory są chyba po prostu nie dla mnie.
Aczkolwiek przyznam się, że uwielbiam wtedy straszyć moich
znajomych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz