środa, 3 sierpnia 2016

Ankieta

Ankieta dotycząca relacji między pracownikami wytwórni. Wpatrywałem się nienawistnym wzrokiem w świstek papieru, który dzisiejszego poranka wręczył naszemu zespołowi manager. Wyłożyłem się już na pierwszym pytaniu i nie, nie brzmiało ono imię i nazwisko, gdyż cała ankieta miała być rzekomo anonimowa. Wolne żarty. Przez tyle lat życia nauczyłem się, że w naszym świecie nie istnieje coś takiego jak anonimowość. Wracają c do pierwszego pytania. Brzmiało ono: Jakimi słowami określiłbyś swoich współpracowników z zespołu? Hmmm pomyślmy tyran, despota, dyktator, głupek, pracoholik, a to tylko lider. Nakreśliłem kilka kłamliwych znaków, pracowici, zorganizowani, szaleni, interesujący, władczy. Nie to nie brzmiało dobrze. Kolejne pytanie: Czy dobrze się dogadujecie? Zależy z kim. Warknąłem patrząc na resztę papierka. Spędzacie czas poza pracą? Czy określiłbyś wasze relacje mianem dobrych? Po kilku sekundach stwierdziłem, że bez czegoś mocniejszego się nie obejdzie. Czas więc na moją ulubioną grę. Poczułem się jakbym sprawdzał rachunki. Wal shota za każdym razem gdy zostaniesz bankrutem, w tym wypadku emocjonalnym. Razem z obstawą w postaci kwadratowej, przezroczystej szklaneczki i butelki Jacka Danielsa wróciłem do uzupełniania pustych pól. Z pomocą przyjaciela w trymiga uporałem się z robotą. Z ulgą przeczytałem ostatnie zdanko. Dziękujemy za poświęcony czas :) Istniało jednak coś gorszego niż pseudo anonimowe ankiety i były to właśnie uśmiechnięte buźki. Nienawidziłem ich z wzajemnością. Od zawsze kojarzyły mi się z sarkazmem i ironią. Dwa ulubione środki przekazu mojej najdroższej przyjaciółki. Wielkim niefartem, albo zabawną igraszką losu mogłem nazwać to, iż owa przyjaciółka jest siostrą mojego kochasia. A! Czyżbym zapomniał się przedstawić? Takashima Kouyou, lat 30, płeć: wedle wszystkich twierdzeń mężczyzna, stan cywilny: gej, do tego zakochany w masochistycznym perkusiście/liderze. Yuk-kun jako typowy słodki i niewinny chłoptaś niczego nie zauważał. Nie chwilkę. Przedstawmy to w bardziej rzeczywistych barwach. Jestem naprawdę dobrym aktorem, a Yutaka jako ślepy, wiecznie sfrustrowany lider niczego nie widzi. Trudno. Życie leci dalej. Ja ślinie się potajemnie już od jakiś dwóch lat co jakiś czas spotykając się z siostrą ów idioty na kawusi, czy pogaduszkach. Przecież nowe trendy, dieta Jennifer Aniston, czy nowa fryzura Harrego Stylesa same się nie obgadają. Spojrzałem na zegarek. Za pięć minut mój stylowy, srebrny zegar, podwieszony na gustownym, prostym stojaczku wybiję północ. Chyba pora pozwiedzać internet. Posprzątałem ankietę i moich przyjaciół, po czym zasiadłem przy biurku, odpalając MacBooka. Zalagowałem się na Mixi jednak po kilku minutach wylądowałem na YouTubie. Kolejna fantastyczna noc się zapowiada. Rozwijanie mojego życia sieciowego przerwał mi niespodziewany telefon. Lider?
-Mów do mnie.
-Jesteś zajęty?-zapytał.
-Jak każdy normalny człowiek o godzinie wpół do pierwszej.
-Świetnie, będę za minutę.
I faktycznie nim minęło 60 sekund chłopak już dzwonił do moich drzwi. Oderwałem wzrok od zegara i poszedłem otworzyć.
-Co cię do mnie sprowadza?-zapytałem, prowadząc Yutake do salonu.
-Samotność.
-Dobre żarty, a tak naprawdę?
-Łaziłem po mieście i tak jakoś stwierdziłem, że jak jestem w okolicy to do ciebie wpadnę.
-Miło z twojej strony. Chcesz się czegoś napić?
-A co masz?
-Starego dobrego Jacka, albo ewentualnie dla takich delikatnych piankowych kotków jak ty soczek pomarańczowy.
-Trafiłeś wezmę soczek.
Skierowałem się do kuchni. Kiedy z niej wyszedłem, chciałem od razu zawrócić. Yutaka siedział na kanapie, przeglądając moją ankietę. W jego policzkach widniały dołeczki, wywołane śmiechem.
-Moją zeżarł pies Daisy.-parsknął widząc mnie-Chyba jedyny z naszej piątki zrobiłeś ją tak szybko.
-Czy słowo anonimowy nic dla ciebie nie znaczy?-prychnąłem-Po za tym skąd wiesz co tamte oszołomy z tym zrobiły?
-Bo Taka pisał, że gdzieś swoją zgubił, Akira wpadł do mojej siostry i jego papierek spotkał ten sam los co mój, a Yuu już w studiu powiedział co o tym wszystkim sądzi.
-No tak.-mruknąłem.
-To władczy było o mnie?-zapytał, chichocząc.
-Nie.-odpowiedziałem chłodno-To było o Akirze.
W końcu jednak zeszliśmy z tematu tych przeklętych ankiet. Nasza rozmowa jak zwykle nie była zbyt zobowiązująca. Od co zwykła przyjacielska pogawędka o różnych mało istotnych dla innych ludzi rzeczach.
-Zamierzam kupić nowe tom tomy.
-Słyszałeś o nowej grze, ma się pojawić w przyszłym miesiącu.
-Ru znowu rozwalił samochód i prosił, żebym przez jakiś czas zawoził go do studia.
-Mój motor ostatnio niedomaga.
Jednak pomimo takich głupot padło jedno ważne zdanie.
-Jutro jest premiera nowego horroru, chciałbyś pójść ze mną?
Dla niego była to zwykła propozycja rzucona w luźnej pogawędce, dla mnie była to mała nadzieja rozbudzająca moje serce mikrowstrząsami.
-Tak chętnie.
Kai został na noc.
-Masz naprawdę fajne koszulki.-stwierdził, leżąc obok mnie.
-Są na ciebie za duże.-zaśmiałem się.
-Co nie zmienia faktu, że są ładne.
-Dzięki.
Noc minęła spokojnie, a ranek jeszcze lepiej. Kocham być budzony zapachem świeżej kawy i ciepłych, słodkich bułeczek. Ponieważ mama Kaia była w połowie Brytyjką, chłopak był przyzwyczajony do typowo zachodnich śniadań. Nie narzekałem. Były naprawdę smaczne.
-Dzień dobry.
-Dobry.
-Sprawdzałem seanse. Możemy iść na ten o osiemnastej. Zdążę wpaść do siebie i się ogarnąć.
Kiwnąłem głową, wpatrując się w cieplutkie, pulchniutkie i okrąglutkie bułeczki z dżemem malinowym, które mnie hipnotyzowały.
-No jedz.-mruknął, zachęcająco machając mi przed nosem talerzem.
Dwa razy nie musiał powtarzać. Wszystkie fanki na całym globie wiedziały, że Tanabe Yutaka zwany Kaiem z dużą dozą powodzenia mógłby wygrać masterchefa. Sam Gordon Ramsay, idol jego siostry, by się ze mną zgodził.
-Kocham twoją kuchnię.
-Wszyscy ją kochają.-zaśmiał się chłopak, biorąc do ręki bułeczkę.
-Zwłaszcza Akira.
-Tak zwłaszcza ten hipokryta bez nosa. Ostatnio opierniczył cały sernik w mniej niż dziesięć minut.
-Czy twoja ukochana malutka stokrotka pomagała ci robić to ciasto?
-Tak.
-Czy była przy akcie konsumpcji?
-Tak.
-I masz odpowiedź.
-Ciekawe, ciekawe.
-Prawdziwe.
Po śniadaniu pozmywać musiałem ja. W praktyce wyglądało to tak, że powstawiałem brudne naczynia do zmywarki. Kiedy ogarnąłem kuchnie, Kai stwierdził, że musi się zbierać. Założył swoje czarne trampki, zarzucił kurtkę jeansową na ramiona, po czym pożegnał się ze mną.
-Do zobaczenia później.
-Do zobaczenia.
Spojrzałem na zegarek, kalkulując czas jaki został mi do wyjścia. Jakieś osiem godzin. Cztery godziny opierniczania się, godzina na kąpiel, kolejne dwie na wybranie stroju i makijaż. Grzebanie w mojej kopalni ubrań zajęło mi jednak więcej czasu. Korciło mnie, żeby założyć coś z wyższej półki, lecz marynarka od Armaniego byłaby chyba lekkim przegięciem na wypad do kina z kumplem. W końcu kiedyś mu powiem. Kiedyś. Stojąc w czarnych bokserkach przed wielką szafą głowiłem się co zrobić. Stanęło na tym, że złapałem za Iphona i wybrałem numer kryzysowy.
-Co tam pysiu?-usłyszałem po drugiej stronie.
-Idę dzisiaj z twoim bratem do kina i nie wiem w co się ubrać.
-Powiedziałeś mu? Gratuluję oppa!
-Nic mu nie powiedziałem. To on zaproponował.
-Huhuhu... No dobrze misiek luźne spotkanie, nic zobowiązującego. Proponowałabym bluzkę w paski z Acne Studios, czarne spodnie i do tego Superstary.
-Bluzę brać?
-Bomber czarny.
-Dzięki.
-Z fryzurą chyba sobie poradzisz?
-Ależ oczywiście.
-Z kim gadasz?-usłszałem znajomy głos.
-Z Kou. Muszę kończyć cześć.
-Daisy!
-Tak?
-Akira?
-Być może. Jakbyś miał problemy pisz.
Usłyszałem w słuchawce pikanie, świadczące o tym, iż połączenie zostało zakończone. Mała cholera ma sekretny romans i to z moim bff (bożyszczem fatalnego fejmu). Etymologia powyższego skrótu jest następująca. Jest bożyszczem nastolatek, fatalny fejm wziął się od braku nosa. Zbyt wiele razy słyszałem jak niektórzy rozpoznają go mówiąc „Ej to ten bez nosa!”, pojawiały się również gorsze epitety, ale daruje je sobie i nie będę ich przytaczał. W ubraniach wybranych przez mojego prywatnego doradce do spraw mody i urody zabrałem się za robienie twarzy. Super mocnego make upu nie nakładałem. W końcu po co pałętać się po mieście z kilogramami tapety. Zwykły podkład, trochę cienia i wio.
Równo o 1758 ktoś zadzwonił do moich drzwi. Jak się spodziewałem był to Yutaka. Ubrany w białą koszulkę, poszarpane jeansy i czarną kurtkę jeansową.
-Hej.-przywitał się-Gotowy?
-Tak?-złapałem za czarną torbę i założyłem buty.
Wyszliśmy z budynku po czym wsiedliśmy do srebrnego Aston Martina.
-V12 Vantage S?-zapytałem-Pożyczyłeś samochód od Bonda?-zaśmiałem się.
-Raczej od ojca.
-Zostawiłeś mu pod zastaw swoje BMW?
-Owszem.-otworzył mi drzwi jak na prawdziwego dżentelmena przystało.
-Dziwię się, że nie przyjechałeś w smokingu i z kamerą, czy jakąś bronią w długopisie.
-Miałem taki plan, ale wszystkie naboje zużyłem na Akirze.
-Nakryłeś go z Daisy?-zapytałem.
-Co?!-krzyknął, trzaskając drzwiami.
-Nic, nic. Tak tylko żartuję.-zaśmiałem się.
-Nie rób tak więcej bo zejdę na zawał.-odetchnął z ulgą.
Było zdecydowanie zbyt blisko. Sądzę, że jeśli wydałbym namiętny sekrecik Dan i basisty skończył bym jak Betty. Na wysypisku śmieci. Przeszedł mnie mentalny dreszcz. Nikt nie chciał zadzierać z małym demonem ani best friendem bez nosa.
-Niedługo zaczynamy trasę. Nieźle nie?-zagadałem.
-Kou naprawdę chcesz rozmawiać o robocie w dzień wolny?-zaśmiał się szatyn.
-Nie, chcę tylko jakoś zacząć rozmowę.
-W takim razie. Robiłeś coś ciekawego po moim wyjściu?
Biegałem po mieszkaniu zastanawiając się co założyć, żebyś zaczął się ślinić.
-W sumie nic ciekawego, a ty?
-Ogarnąłem się, pojechałem ukraść tacie samochód. Dzień jak co dzień.
-Czyli przyznajesz się otwarcie, że zawsze kradniesz samochody swojemu ojcu?
Mężczyzna zaczął się śmiać. Dotarliśmy do kina.
-Jeśli mam być szczery to średnio lubię horrory.-mruknąłem.
-Boisz się?
-Yhym.
-Szczerze to na to liczyłem.-zachichotał.
Musiał za to oberwać. Dlatego dźgnąłem go w brzuch. Jednak już na początku okazało się, że film nie zalicza się nawet do klasy C i dennych dreszczykowców. Znudzony oparłem głowę na ręce trzymanej na podłokietniku. Kai wyglądał jakby zasnął w pudełku popcornu albo co najmniej znalazł w nim sens życia i wyjaśnienia na pytania całej ludzkości.
-Nie boisz się?-zapytał w końcu, wyrywając mnie z otępienia.
-Nie. Chociaż.-zabrałem mu z kolan kubełek, po czym wtuliłem się w jego klatkę piersiową-Obudź mnie jak ta szmira dobiegnie końca.
-Mam pomysł.-szepnął wstając z miejsca.
Ewakuowaliśmy się z sali i znaleźliśmy ponownie w samochodzie Yutaki.
-Wybacz. Szczerze myślałem, że ten film będzie straszniejszy.
-Nic nie szkodzi.
-Chyba zamiast bawić się w podchody powiem ci to prosto z mostu.-powiedział.
-Co mi powiesz?
Złapał kierownicę oburącz, po czym oparł na niej głowę, głośno wzdychając.
-Że się w tobie zakochałem.
Nie mógł tego powiedzieć.
-Możesz powtórzyć?-poprosiłem zszokowany.
-Kocham cię Kouyou.
Odetchnąłem z ulgą. Złapałem rękę chłopaka przykładając do swojego szybko bijącego serca. Tanabe podniósł głowę.
-Dlaczego tak późno idioto?-zaśmiałem się.
-To chyba przez tą ankietę. Ośmieliła mnie.
Głupia ankieta, którą tylko ja wziąłem na poważnie pozwoliła nam się do siebie zbliżyć.
EPILOG: Więc kto będzie na górze?
Nasz związek rozwijał się w swoim tempie. Chociaż może trafniejszym byłoby określenie w MOIM tempie. Nie chciałem niczego zbyt szybko, żeby nie wyszło tak, że od wyznawania sobie miłości do łóżka krótka droga. Yutaka czekał cierpliwie, aż pewnego dnia.
Leżeliśmy w łóżku chłopaka oglądając Klątwę. Nic nowego, ale przestraszyć potrafiło. Wtuliłem się mocniej w mojego faceta nie patrząc na ekran telewizora.
-Nie zasnę w nocy.-wyburczałem, kiedy film dobiegł końca.
-Mogę ci pomóc z bezsennością.-powiedział chłopak, kładąc się na mnie.
-Możliwe, że skorzystam z twojej pomocy.-mruknąłem cicho, kiedy nasze usta dzieliły milimetry.
Zaczęliśmy się niespiesznie całować. Yutaka zgarnął mi włosy z twarzy i zaczesał za ucho. Nikt nas nie gonił. Danielle noc spędzała zapewne u Akiry. Dlatego robiliśmy wszystko powoli i z odpowiednim namaszczeniem. Stopniowo pozbywaliśmy się ubrań, odkrywając kolejne fragmenty naszych ciał i poznając je wzajemnie. Tanabe zatrzymywał się co chwilę w okolicach moich obojczyków znacząc je czerwonymi punkcikami.
-Tak jakby dla pewności z kim teraz jesteś. Nie chcemy w końcu natrtnego Rukiego w przyszłości.
Zaśmiałem się, przesuwając opuszkami po jego lekko zarysowanym sześciopaczku. Dźwięk rozpinanego rozporka i chłód na newralgicznych miejscach lekko mnie otrzeźwił. Przekręciłem nas górując nad liderem.
W czasie naszej gry wstępnej jeszcze kilka razy bawiliśmy się w takie zmiany. Jednak w naszej niemej walce kto tu będzie górą zwyciężył Kai, łapiąc za najbardziej przekonujący argument. Ten który mieścił się mieszy moimi nogami.
-M-maaasz ja-kiś... lub...lubrykant?-zapytałem, między jękami.
-O gumeczki też zadbałem.-szepnął, sięgając do etażerki.
Pomachał mi przed twarzą tubką nawilżacza i niebieskim opakowaniem z prezerwatywami. Powoli nałożył lubrykant na palce. Rozłożyłem ochoczo nogi. Z moich ust wydostały się kolejne jęki, kiedy zaczął mnie rozciągać.
-D-dalej... mmmm... szybciej!
Drugą ręką pobudzał mojego nabrzmiałego członka, który już zdążył zwilgotnieć na główce.
-Właź już w końcu, albo znowu się zamienimy!-wyjęczałem ledwo dając radę.
Yutaka spełnił mój rozkaz. Zacisnąłem pięści na prześcieradle czując jego pulsującą męskość w mojej dziurce.
-Taaaak!-jęknąłem.
Sypialnie wypełniały nasze krzyki i dźwięk uderzających o siebie ciał.
-Y-yuuk j-ja zar-zaraz!
Nie potrzebowałem długo. Po kilku pchnięciach wytrysnąłem na brzuch Tanabe, zaciskając wnętrze na jego członku.
-Żądam wolnego na najbliższy tydzień.-powiedziałem, układając się na brzuchu.
Yutaka zaśmiał się, przekładając rękę przez moje plecy.
-Jestem w stanie przymknąć oko na najbliższe dwa dni.
-W takim razie nie budź mnie aż do czwartku.-ziewnąłem-Następnym razem to ja będę na górze.
-Ależ oczywiście. Kolorowych snów kochanie.-powiedział, przytulając mnie do siebie.
Ułożyłem się wygodniej na jego torsie, po czym zamknąłem oczy.

***
Zaznaczę tylko, że to pierwsze prawdziwe yaoi w moim wykonaniu, więc przepraszam.
Stwierdzę też, że nie znam się na strasznych horrorach gdyż no jakby to ująć... zwykle zaczynam się na nich śmiać. Ostatnio przeprowadziłam ciekawą rozmowę z dziewczyną mojego kolegi, z której wynikło, że sam zwiastun Babadook śmiertelnie ją wystraszył. Dla mnie film wcale nie był jakiś przerażający, tak samo jak obie części Sinistera. W sumie sama się sobie dziwię ale horrory są chyba po prostu nie dla mnie. Aczkolwiek przyznam się, że uwielbiam wtedy straszyć moich znajomych.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz