sobota, 6 lutego 2016

Więc gdzie ta cudowna herbata?

Dobry tutaj wasz wesoły Wirus. Zebrało mnie na nocne opowieści i w mroku, przy ulubionym serialu kryminalnym zrodziło się to. 
Szczerze to paring jest nie do końca określony. Na pewno jest Shinya, drugą osobę możecie sami dopowiedzieć, gdyż nie jest powiedziana. Ja osobiście zapisane mam na komputerze jako DiexShinya, ale co tam. 
Cóż tak się kończy siedzenie na blogach do 3:31... No nic, nietypowo Dir En Grey i miłego tracenia orientacji w życiu i psychice... 
~~~
Naprawdę chciałem go mieć. Był mały, chudziutki i czasami niezwykle irytujący, ale go pokochałem. Chciałem spędzać z nim każdą chwilę. Każdą sekundę byłem gotowy poświęcić jemu. Niestety on jak zwykle miał mnie w głębokim poważaniu.
-Dostaniesz w twarz jak mu nie powiesz!-warknęła Dan, odstawiając z hukiem filiżankę na stół.
-I tak nie będzie chciał mnie słuchać.
-Sama mu powiem jeśli ty tego nie zrobisz.
-Ile mam czasu?
-Koniec tego tygodnia.
Westchnąłem, chowając twarz w dłoniach.
-Stoi.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Idę na próbę. Cześć.
-Nie tak szybko. Ja mówię Shinowi, ty lecisz do Subaru.
Uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Koniec tygodnia.-przypomniałem, kręcąc filiżanką w dłoni.
-Dobrze, dobrze. Idę, trzymaj się.
-Cześć.
Danielle odeszła w swoją stronę, a ja wyciągnąłem z kieszeni telefon. Jeśli się nie uda, przyrzekam, że zjem jednego z sukulentów Daisy.
-Tak?-usłyszałem po dwóch sygnałach.
-Halo Shinya? Możemy się spotkać?
-Po co?
-Mam do ciebie ważną sprawę?
-Jaką? Coś się stało?
-Tak jakby. Dałbyś radę, w miarę szybko przyjechać do kawiarni, naprzeciwko wytwórni?
-Tak. Będę za kilka minut.
-Do zobaczenia.-rozłączyłem się.
Dasz radę, a kaktus młodej przeżyje. Blondyn przekroczył próg kawiarni po dziewięciu minutach, od naszej rozmowy.
-Cześć.-przywitałem się, wskazując chłopakowi wolne krzesło.
-Co to za ważna sprawa?-zapytał, siadając.
Naszą rozmowę przerwał kelner.
-Coś podać.
-Espresso i latte. Dodatkowo mogą być jeszcze jakieś ziółka na uspokojenie.-mruknąłem.
-Proponuję miętową herbatę.
-Może być. Więc...-westchnąłem, spuszczając wzrok-ja zbieram się od dawna, żeby ci to powiedzieć.
-To w końcu wykrztuś to z siebie.
-Uhm... no więc...-przeciągałem, modląc się, żeby w końcu przynieśli tę cholerną herbatę.
-No?-niecierpliwił się chłopak.
Cholera będę musiał zjeść tego walonego kaktusa. Jak nic, dnia dzisiejszego polegnę, na wszystkich frontach. W końcu jednak zjawił się mój wybawca, wypowiadając dwa najpiękniejsze słowa, o których mógłbym w tamtej chwili śpiewać pieśni chwalebne.
-Pańskie zamówienie.-postawił napoje na stoliku.
-Więc?
-Łyknij się najpierw herbatki.-podsunąłem biały kubek w stronę Shina.
-Dziwnie się zachowujesz. Wolałbym swoją kawę, zamiast tej twojej cudownej herbaty.
-Jeszcze zobaczymy.-mruknąłem pod nosem-Ja... ty... straciłem wątek.-powiedziałem zrezygnowany, opadając na stolik.
Koniec tygodnia. Zabrzęczało mi w głowie. O ile się nie myliłem dzisiaj był piątek.
-Lubię cię do cholery!-powiedziałem nagle, podrywając się do góry, przez co połowa zawartości kubka Shiny znalazła się na jego bluzie.
-Gdzie ta herbata?
-Mówiłem, żebyś nią tak szybko nie gardził. Masz.-podsunąłem blondynowi serwetki.
-Dzięki. Twój żart był niezwykle zabawny, ale się nie udał.
-Nie żartowałem. Naprawdę się w tobie zakochałem. Po prostu w poniedziałek dowiedziałbyś się tego z ust Danielle.
Perkusista zamarł w połowie ruchu.
-Nie żartujesz?
-Ani trochę.
-Całkowicie szczery?
-Jak Dan komentująca garderobę innych.
-Uhm...-odłożył brudną serwetkę, po czym spojrzał mi w oczy-Miło, że to w końcu wykrztusiłeś. Długo kazałeś mi czekać.-uśmiechnął się niewinnie, łapiąc moją dłoń.
-Cz-czekaj co?!-wyjąkałem.
-Więc gdzie ta cudowna herbata?
Sam tego chciałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz