Dobry tutaj wasz wesoły Wirus. Zebrało mnie na nocne opowieści i w mroku, przy ulubionym serialu kryminalnym zrodziło się to.
Szczerze to paring jest nie do końca określony. Na pewno jest Shinya, drugą osobę możecie sami dopowiedzieć, gdyż nie jest powiedziana. Ja osobiście zapisane mam na komputerze jako DiexShinya, ale co tam.
Cóż tak się kończy siedzenie na blogach do 3:31... No nic, nietypowo Dir En Grey i miłego tracenia orientacji w życiu i psychice...
~~~
Naprawdę
chciałem go mieć. Był mały, chudziutki i czasami niezwykle
irytujący, ale go pokochałem. Chciałem spędzać z nim każdą
chwilę. Każdą sekundę byłem gotowy poświęcić jemu. Niestety
on jak zwykle miał mnie w głębokim poważaniu.
-Dostaniesz
w twarz jak mu nie powiesz!-warknęła Dan, odstawiając z hukiem
filiżankę na stół.
-I
tak nie będzie chciał mnie słuchać.
-Sama
mu powiem jeśli ty tego nie zrobisz.
-Ile
mam czasu?
-Koniec
tego tygodnia.
Westchnąłem,
chowając twarz w dłoniach.
-Stoi.
Dziewczyna
uśmiechnęła się.
-Idę
na próbę. Cześć.
-Nie
tak szybko. Ja mówię Shinowi, ty lecisz do Subaru.
Uśmiech
zniknął z jej twarzy.
-Koniec
tygodnia.-przypomniałem, kręcąc filiżanką w dłoni.
-Dobrze,
dobrze. Idę, trzymaj się.
-Cześć.
Danielle
odeszła w swoją stronę, a ja wyciągnąłem z kieszeni telefon.
Jeśli się nie uda, przyrzekam, że zjem jednego z sukulentów
Daisy.
-Tak?-usłyszałem
po dwóch sygnałach.
-Halo
Shinya? Możemy się spotkać?
-Po
co?
-Mam
do ciebie ważną sprawę?
-Jaką?
Coś się stało?
-Tak
jakby. Dałbyś radę, w miarę szybko przyjechać do kawiarni,
naprzeciwko wytwórni?
-Tak.
Będę za kilka minut.
-Do
zobaczenia.-rozłączyłem się.
Dasz
radę, a kaktus młodej przeżyje. Blondyn przekroczył próg
kawiarni po dziewięciu minutach, od naszej rozmowy.
-Cześć.-przywitałem
się, wskazując chłopakowi wolne krzesło.
-Co
to za ważna sprawa?-zapytał, siadając.
Naszą
rozmowę przerwał kelner.
-Coś
podać.
-Espresso
i latte. Dodatkowo mogą być jeszcze jakieś ziółka na
uspokojenie.-mruknąłem.
-Proponuję
miętową herbatę.
-Może
być. Więc...-westchnąłem, spuszczając wzrok-ja zbieram się od
dawna, żeby ci to powiedzieć.
-To
w końcu wykrztuś to z siebie.
-Uhm...
no więc...-przeciągałem, modląc się, żeby w końcu przynieśli
tę cholerną herbatę.
-No?-niecierpliwił
się chłopak.
Cholera
będę musiał zjeść tego walonego kaktusa. Jak nic, dnia
dzisiejszego polegnę, na wszystkich frontach. W końcu jednak zjawił
się mój wybawca, wypowiadając dwa najpiękniejsze słowa, o
których mógłbym w tamtej chwili śpiewać pieśni chwalebne.
-Pańskie
zamówienie.-postawił napoje na stoliku.
-Więc?
-Łyknij
się najpierw herbatki.-podsunąłem biały kubek w stronę Shina.
-Dziwnie
się zachowujesz. Wolałbym swoją kawę, zamiast tej twojej cudownej
herbaty.
-Jeszcze
zobaczymy.-mruknąłem pod nosem-Ja... ty... straciłem
wątek.-powiedziałem zrezygnowany, opadając na stolik.
Koniec
tygodnia. Zabrzęczało mi w
głowie. O ile się nie myliłem dzisiaj był piątek.
-Lubię
cię do cholery!-powiedziałem nagle, podrywając się do góry,
przez co połowa zawartości kubka Shiny znalazła się na jego
bluzie.
-Gdzie
ta herbata?
-Mówiłem,
żebyś nią tak szybko nie gardził. Masz.-podsunąłem blondynowi
serwetki.
-Dzięki.
Twój żart był niezwykle
zabawny, ale się nie udał.
-Nie
żartowałem. Naprawdę się w tobie zakochałem. Po prostu w
poniedziałek dowiedziałbyś się tego z ust Danielle.
Perkusista
zamarł w połowie ruchu.
-Nie
żartujesz?
-Ani
trochę.
-Całkowicie
szczery?
-Jak
Dan komentująca garderobę innych.
-Uhm...-odłożył
brudną serwetkę, po czym spojrzał mi w oczy-Miło, że to w końcu
wykrztusiłeś. Długo kazałeś mi czekać.-uśmiechnął się
niewinnie, łapiąc moją dłoń.
-Cz-czekaj
co?!-wyjąkałem.
-Więc
gdzie ta cudowna herbata?
Sam
tego chciałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz