Dobry wieczór.
Tak więc podzielę Gege na trzy części, ponieważ nie chcę, żebyście zbyt długo czekali. Mam nadzieję, że chętniej zaczniecie komentować mą twórczość. I co by tu jeszcze... Dziękuję za wszystkie komentarze, naprawdę dużo dla mnie znaczą!
Kofciam lofciam was wszystkich!
+++
Gege cz. II
Była
Sobota. Mistrzostwa juniorów w wushu. Denerwowałam się, ale byłam
szczęśliwa. Pierwsza runda poszła mi dobrze. Kiedy nastała
przerwa, zauważyłam, że gege zrobił się blady.
-Nic
ci nie jest?-zapytałam.
-Nie
po prostu strasznie tu gorąco.-mruknął, wachlując się
teatralnie-Jeszcze dwie rundy księżniczko. Dasz radę!
Druga
runda. Wytrzymam. Przejdę do trzeciej rundy i wygram to dla mojego
brata! Przed ostatnią rundą sprawy się skomplikowały.
-Kevin-ge
idź do domu. Poradzę sobie, został tylko jeden zawodnik z USA.
-Nie
martw się o mnie.-wysapał chłopak-Pójdę napić się wody. Też
chcesz?
Pokręciłam
przecząco głową. Kiedy Kevin odszedł wyjęłam z jego torby
telefon. Luhan jest gdzieś na widowni. Wystarczy napisać do niego,
że gege źle się czuję. Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.
„Gdzie jesteście?”. Odpisałam.
W szatni druga po prawo od wejścia.
Po kilku minutach Han wyłonił się z tłumu.
-Lu-ge,
Kevin-ge źle się czuję, zabierzesz go do domu?-poprosiłam.
-Zawodnicy
proszeni o stawienie się na macie!-rozległ się tubalny głos.
-Idź
ja się nim zajmę.
Pobiegłam
na salę. To dla gege. Wygram dla gege. Po godzinie wygrałam. Udało
mi się! Spojrzałam na trybuny, nie zauważyłam nigdzie YiFana i
Luhana. Może gege się pogorszyło? Odebrałam nagrodę, wysłuchałam
gratulacji, po czym szybko pobiegłam do szatni. Przebrałam się,
wrzuciłam statuetkę do torby i zapięłam zamek. Gdzie jest YiFan?
-Do
widzenia!-krzyknęłam, na pożegnanie trenerowi.
-Trzymaj
się!
Han-ge
pewnie zabrał mojego brata do domu.
-Jesteś!-usłyszałam
znajomy głos-Gratulacje mała.-powiedział Kevin, podchodząc do
mnie.
-Jak
się czujesz?-zapytałam.
Wyglądał
strasznie. Jak balon z którego powoli ulatuje powietrze.
-Dobrze,
musiałem się przewietrzyć, zbyt dużo tam ludzi, i za mało tlenu.
Chodźcie trzeba uczcić twoje zwycięstwo. Daj torbę.-wyciągnął
rękę, ale Lu był pierwszy.
-Ja
ją wezmę! No co jest taka ładna i... różowa i z misiem, dodaje
mi męskości.-powiedział Lu, widząc spojrzenie gege.
-Niewątpliwie.-mruknął
zdziwiony-Chodźmy.
-Gege
zamówmy pizze!
-Dobrze.
Myślałem raczej o torcie, ale jeśli chcesz pizze to chodźmy do
domu.
Kiedy
wróciliśmy do domu gege wyglądał lepiej. Może faktycznie to
przez ten tłum, zrobiło mu się słabo. Ehhh głupie myślenie
dziecka. Niedługo po rozpoczęciu roku dowiedziałam się, że YiFan
trafił do szpitala. Zasłabł w szkole. Zdziwiłam się kiedy
zamiast mojego brata, przyszła po mnie moja siostra.
-Gdzie
jest Kevin-ge?-zapytałam.
-Musiał
odpocząć.-mruknęła-Nie cieszysz się, że ja cię dzisiaj
odbieram?
-Cieszę!
Po prostu zawsze robił to gege.
Dziewczyna
uśmiechnęła się.
-Chodźmy
do domu. Zrobimy obiad dla Kevina i mamy.
Dopiero
wieczorem dowiedziałam się gdzie tak naprawdę był mój brat.
Znowu przez przypadek. Usłyszałam rozmowę mamy i Naeun-jie. Z gege
nie było dobrze. Później coraz częściej bywał w szpitalu, a ja
musiałam nauczyć się sama chodzić i przychodzić ze szkoły. Na
początku było mi smutno, ale w końcu się przyzwyczaiłam. Kiedy
YiFan wrócił do domu, przez cały czas był zamyślony, ale
cieszyłam się bo wrócił. Znowu mogłam spędzać czas z moim
gege. Niestety gege nie odzywał się do mnie, nie chciał na mnie
patrzeć, ignorował mnie. Co zrobiłam źle? Dlaczego się na mnie
obraził? Coraz częściej musiałam podsłuchiwać. Mój brat chciał
wyjechać do Korei. Wysłał zgłoszenie do wytwórni. Chciał
zostawić mnie samą, ale czy od kilku tygodni nie byłam już sama?
Jego obecność nic wtedy nie zmieniała. Czy był w szpitalu, czy w
domu było tak samo pusto. Nie miałam żalu do gege. W końcu za
wszystko obwiniałam siebie. Oddalaliśmy się od siebie. Z każdym
dniem, z każdym miesiącem, coraz dalej i dalej. Stało się
nieuniknione. Wytwórnia go przyjęła. Gege wyjechał do Korei.
Tęskniłam, ale na początku mama wzięła trochę wolnego, więc
była ze mną w domu. YiFan dzwonił, pisał i przysyłał od czasu
do czasu jakieś drobiazgi. Na ważne święta wracał do domu, na
krótko, ale wracał. Było wtedy prawie jak dawniej. Znów się do
siebie zbliżyliśmy. Gege był naprawdę szczęśliwy. Tata zaczął
częściej się z nami kontaktować. Naeun i Luhan skupili się na
nauce. W końcu zbliżały się egzaminy. Byłam sama. Nie miałam
ochoty się z nikim zaprzyjaźniać, zwłaszcza, że mama znowu
musiała jeździć w delegacje i brać mnie ze sobą. Nigdy nie byłam
dobra w kontaktach z ludźmi. Skupiłam się na sztukach walki,
koszykówce i tańcu. Samotność przestała mi przeszkadzać. Gege
dzwonił coraz rzadziej, prawię w ogóle nie przyjeżdżał. Miał
zbyt dużo zajęć. Kiedy dostałam telefon, pisałam z Kevinem smsy.
Było dobrze. Luhan i moja siostra zdali. Han wyjechał uczyć się
do Korei, a Naeun do Ameryki. Polubiłam samotność.
-Daisy!-krzyknęła
-Tak?-odwróciłam
się w stronę dziewczyny.
-Jakiś
facet o ciebie pytał.
-Hm?
-Z
wytwórni, dał mi to, żebym ci przekazała.-podała mi znajomą,
różową wizytówkę.
-Dzięki.-burknęłam-O
kurczę! Spóźnię się na trening. Dzięki! Pa!
Kiedy
dziewczyna była już wystarczająco daleko, przyjrzałam się
dokładniej wizytówce. SM Entertaiment. Znowu oni. Dziwne. Na swój
sposób ironicznie zabawne. Schowałam kartonik do kieszeni spodni.
Wątpię, że dwunastoletnie dzieci mogą aplikować. Niby nie
interesował mnie ten wielki show biznes, ale jeśli by mi się
udało, znowu mogłabym być chociaż w tym samym kraju co mój brat.
Nie do głupie! Nawet jeśli dwunastolatki mogą brać udział w
przesłuchaniu to startuje tam pewnie kilkaset tysięcy osób. Przez
kilka dni różowa wizytówka leżąca na biurku nie dawała mi
spokoju. A co jeśli by się udało?
-Zheng?-mruknęłam,
patrząc jak chłopak siada na podłodzę.
-Hm?
-Jak
myślisz, czy jeśli zaaplikowałabym do...
-SM
miałabyś jakieś szansę?
-Huh?
Skąd wiesz...
-Też
coś takiego dostałem.-wyjął ze spodni różową
wizytówkę-Szczerzę to nie mam zielonego pojęcia.-mruknął-Bardzo
dobrze tańczysz, jesteś ładna. Sądzę, że masz sporę szanse.
-Naprawdę?
A co jeśli będą lepsi?
-A
co jeśli nie. Nawet jak ci źle pójdzie, po prostu cię nie przyjmą
i spróbujesz gdzie indziej. Jeśli ludzie co chwila myśleliby „A
co jeśli stanie się to i tamto” nikt nic by nie wymyślił, a my
byśmy nic nie mieli.
-A
co z tobą?-zapytałam, siadając obok bruneta.
-A
co ma być?
-Będziesz
startował?-kiwnęłam głową, na różowy kartonik w ręcę kolegi.
-Jeśli
uda mi się przekonać rodziców. Pomyśl fajnie by było, dojść na
szczyt. Być sławnym, mieć kasę i fanów.
Dla
mnie nie tak fajnie. Pochodziłam z bogatej rodziny, nie lubiłam
tłumów i ceniłam sobie prywatność.
-Dobraw
wstawaj, przećwiczymy jeszcze układ!-krzyknął chłopak, podnosząc
się.
Postanowiłam.
Porozmawiam z mamą. Na pewno się zgodzi. Będzie jej wtedy łatwiej.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wyślę zgłoszenie.
-Mamo.
Weszłam
do kuchni.
-Tak?
-Możemy
porozmawiać?
-O
czym?
-Bo
widzisz.-podałam jej wizytówkę wytwórni-Chciałabym iść na
przesłuchanie.
Kobieta
dokładnie przejrzała wizytówkę. Zmarszczyła czoło.
-Skąd
nagle ten pomysł i to?-wskazała na kartonik.
-Niedawno
podeszła do mnie … i przekazała mi tą wizytówkę. Zheng dostał
taką samą.
-Hmmm.
Wiesz, że to wcale nie jest takie proste i będę musiała
skonsultować się z twoim tatą?
-Wiem.
-Bycie
trainee to naprawdę ciężka robota. Wiesz jak stara się twój
brat. Będziesz musiała skończyć szkołę i trenować. Nie
będziesz miała zbyt wiele wolnego czasu.
-Wiem.
Po prostu pomyślałam, że skoro przedstawiciel tak dużej wytwórni,
który zna się na rzeczy proponuję mi coś takiego, to nie mogę
być aż taka kiepska.
Mama
zaśmiała się.
-Skromność
odziedziczyłaś po ojcu. Dobrze, daj mi przetrawić to wszystko i
pogadać z tatą i jeszcze do tego wrócimy.
Po
kilku dniach rozmów z mamą, tatą i rodzeństwem na temat tego czy
wiem co robię i że ich zdaniem zmarnuję sobie dzieciństwo rodzice
zgodzili się. Zheng miał podobno ciężej, ale również mu się
udało. Poszliśmy na przesłuchanie. Tak jak myślałam były tłumy.
Tysiące ludzi. Wyniki miały przyjść po kilku tygodniach.
Kilkanaście dni ciągłych nerwów. Kiedy dostałam wiadomość o
wynikach, bałam się je sprawdzić. Przez kilka godzin chodziłam po
pokoju, dopóki nie zebrałam się na odwagę. Przyjęli mnie!
Zostałam oficialnie trainee SM Entertaiment! Moją euforię,
przerwał dzwonek do drzwi, za którymi jak się okazało stał
Zheng. Był w kapciach.
-Przybiegłem
jak tylko dostałem wiadomość o wynikach.-wydyszał-Przyjęli mnie!
-Mnie
też!
Nie
mogłam uwierzyć. Zostałam trainee. Wyjadę do Korei. Może uda mi
się coś więcej osiągnąć! Tamtej nocy byłam tak podekscytowana,
że nie mogłam zasnąć. Kiedy wszystkie formalne sprawy były
załatwione, czekaliśmy z Zhengiem na lotnisku. W dalszym ciągu nie
wierzyłam, ale zwykle nie śniły mi się takie rzeczy. W moich
snach zwykle były pandy tańczące na bambusie i gadające piłki do
kosza, które czasami dostawały nóg. To nie był sen. Za kilka
godzin będę w Korei. Za kilka dni rozpocznę trening, a jeśli
dobrze pójdzie za kilka lat zadebiutuję.
-Masz
wszystko? Telefon, ładowarkę, bilet, paszport, legitymację,
dokumenty? Wiecie gdzie iść tak?-pytała moja mama.
-Tak.
Wszystko wzięłam. Musimy już iść. Zadzwonię do ciebie, jak
dolecimy.
Pożegnaliśmy
się ze wszystkimi i ruszyliśmy w stronę odprawy. Nowe życie czas
zacząć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz