wtorek, 30 czerwca 2015

Gege cz.II

Dobry wieczór. 
Tak więc podzielę Gege na trzy części, ponieważ nie chcę, żebyście zbyt długo czekali. Mam nadzieję, że chętniej zaczniecie komentować mą twórczość. I co by tu jeszcze... Dziękuję za wszystkie komentarze, naprawdę dużo dla mnie znaczą! 
Kofciam lofciam was wszystkich!
+++
Gege cz. II
Była Sobota. Mistrzostwa juniorów w wushu. Denerwowałam się, ale byłam szczęśliwa. Pierwsza runda poszła mi dobrze. Kiedy nastała przerwa, zauważyłam, że gege zrobił się blady.
-Nic ci nie jest?-zapytałam.
-Nie po prostu strasznie tu gorąco.-mruknął, wachlując się teatralnie-Jeszcze dwie rundy księżniczko. Dasz radę!
Druga runda. Wytrzymam. Przejdę do trzeciej rundy i wygram to dla mojego brata! Przed ostatnią rundą sprawy się skomplikowały.
-Kevin-ge idź do domu. Poradzę sobie, został tylko jeden zawodnik z USA.
-Nie martw się o mnie.-wysapał chłopak-Pójdę napić się wody. Też chcesz?
Pokręciłam przecząco głową. Kiedy Kevin odszedł wyjęłam z jego torby telefon. Luhan jest gdzieś na widowni. Wystarczy napisać do niego, że gege źle się czuję. Po kilku sekundach dostałam odpowiedź. „Gdzie jesteście?”. Odpisałam. W szatni druga po prawo od wejścia. Po kilku minutach Han wyłonił się z tłumu.
-Lu-ge, Kevin-ge źle się czuję, zabierzesz go do domu?-poprosiłam.
-Zawodnicy proszeni o stawienie się na macie!-rozległ się tubalny głos.
-Idź ja się nim zajmę.
Pobiegłam na salę. To dla gege. Wygram dla gege. Po godzinie wygrałam. Udało mi się! Spojrzałam na trybuny, nie zauważyłam nigdzie YiFana i Luhana. Może gege się pogorszyło? Odebrałam nagrodę, wysłuchałam gratulacji, po czym szybko pobiegłam do szatni. Przebrałam się, wrzuciłam statuetkę do torby i zapięłam zamek. Gdzie jest YiFan?
-Do widzenia!-krzyknęłam, na pożegnanie trenerowi.
-Trzymaj się!
Han-ge pewnie zabrał mojego brata do domu.
-Jesteś!-usłyszałam znajomy głos-Gratulacje mała.-powiedział Kevin, podchodząc do mnie.
-Jak się czujesz?-zapytałam.
Wyglądał strasznie. Jak balon z którego powoli ulatuje powietrze.
-Dobrze, musiałem się przewietrzyć, zbyt dużo tam ludzi, i za mało tlenu. Chodźcie trzeba uczcić twoje zwycięstwo. Daj torbę.-wyciągnął rękę, ale Lu był pierwszy.
-Ja ją wezmę! No co jest taka ładna i... różowa i z misiem, dodaje mi męskości.-powiedział Lu, widząc spojrzenie gege.
-Niewątpliwie.-mruknął zdziwiony-Chodźmy.
-Gege zamówmy pizze!
-Dobrze. Myślałem raczej o torcie, ale jeśli chcesz pizze to chodźmy do domu.
Kiedy wróciliśmy do domu gege wyglądał lepiej. Może faktycznie to przez ten tłum, zrobiło mu się słabo. Ehhh głupie myślenie dziecka. Niedługo po rozpoczęciu roku dowiedziałam się, że YiFan trafił do szpitala. Zasłabł w szkole. Zdziwiłam się kiedy zamiast mojego brata, przyszła po mnie moja siostra.
-Gdzie jest Kevin-ge?-zapytałam.
-Musiał odpocząć.-mruknęła-Nie cieszysz się, że ja cię dzisiaj odbieram?
-Cieszę! Po prostu zawsze robił to gege.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Chodźmy do domu. Zrobimy obiad dla Kevina i mamy.
Dopiero wieczorem dowiedziałam się gdzie tak naprawdę był mój brat. Znowu przez przypadek. Usłyszałam rozmowę mamy i Naeun-jie. Z gege nie było dobrze. Później coraz częściej bywał w szpitalu, a ja musiałam nauczyć się sama chodzić i przychodzić ze szkoły. Na początku było mi smutno, ale w końcu się przyzwyczaiłam. Kiedy YiFan wrócił do domu, przez cały czas był zamyślony, ale cieszyłam się bo wrócił. Znowu mogłam spędzać czas z moim gege. Niestety gege nie odzywał się do mnie, nie chciał na mnie patrzeć, ignorował mnie. Co zrobiłam źle? Dlaczego się na mnie obraził? Coraz częściej musiałam podsłuchiwać. Mój brat chciał wyjechać do Korei. Wysłał zgłoszenie do wytwórni. Chciał zostawić mnie samą, ale czy od kilku tygodni nie byłam już sama? Jego obecność nic wtedy nie zmieniała. Czy był w szpitalu, czy w domu było tak samo pusto. Nie miałam żalu do gege. W końcu za wszystko obwiniałam siebie. Oddalaliśmy się od siebie. Z każdym dniem, z każdym miesiącem, coraz dalej i dalej. Stało się nieuniknione. Wytwórnia go przyjęła. Gege wyjechał do Korei. Tęskniłam, ale na początku mama wzięła trochę wolnego, więc była ze mną w domu. YiFan dzwonił, pisał i przysyłał od czasu do czasu jakieś drobiazgi. Na ważne święta wracał do domu, na krótko, ale wracał. Było wtedy prawie jak dawniej. Znów się do siebie zbliżyliśmy. Gege był naprawdę szczęśliwy. Tata zaczął częściej się z nami kontaktować. Naeun i Luhan skupili się na nauce. W końcu zbliżały się egzaminy. Byłam sama. Nie miałam ochoty się z nikim zaprzyjaźniać, zwłaszcza, że mama znowu musiała jeździć w delegacje i brać mnie ze sobą. Nigdy nie byłam dobra w kontaktach z ludźmi. Skupiłam się na sztukach walki, koszykówce i tańcu. Samotność przestała mi przeszkadzać. Gege dzwonił coraz rzadziej, prawię w ogóle nie przyjeżdżał. Miał zbyt dużo zajęć. Kiedy dostałam telefon, pisałam z Kevinem smsy. Było dobrze. Luhan i moja siostra zdali. Han wyjechał uczyć się do Korei, a Naeun do Ameryki. Polubiłam samotność.
-Daisy!-krzyknęła
-Tak?-odwróciłam się w stronę dziewczyny.
-Jakiś facet o ciebie pytał.
-Hm?
-Z wytwórni, dał mi to, żebym ci przekazała.-podała mi znajomą, różową wizytówkę.
-Dzięki.-burknęłam-O kurczę! Spóźnię się na trening. Dzięki! Pa!
Kiedy dziewczyna była już wystarczająco daleko, przyjrzałam się dokładniej wizytówce. SM Entertaiment. Znowu oni. Dziwne. Na swój sposób ironicznie zabawne. Schowałam kartonik do kieszeni spodni. Wątpię, że dwunastoletnie dzieci mogą aplikować. Niby nie interesował mnie ten wielki show biznes, ale jeśli by mi się udało, znowu mogłabym być chociaż w tym samym kraju co mój brat. Nie do głupie! Nawet jeśli dwunastolatki mogą brać udział w przesłuchaniu to startuje tam pewnie kilkaset tysięcy osób. Przez kilka dni różowa wizytówka leżąca na biurku nie dawała mi spokoju. A co jeśli by się udało?
-Zheng?-mruknęłam, patrząc jak chłopak siada na podłodzę.
-Hm?
-Jak myślisz, czy jeśli zaaplikowałabym do...
-SM miałabyś jakieś szansę?
-Huh? Skąd wiesz...
-Też coś takiego dostałem.-wyjął ze spodni różową wizytówkę-Szczerzę to nie mam zielonego pojęcia.-mruknął-Bardzo dobrze tańczysz, jesteś ładna. Sądzę, że masz sporę szanse.
-Naprawdę? A co jeśli będą lepsi?
-A co jeśli nie. Nawet jak ci źle pójdzie, po prostu cię nie przyjmą i spróbujesz gdzie indziej. Jeśli ludzie co chwila myśleliby „A co jeśli stanie się to i tamto” nikt nic by nie wymyślił, a my byśmy nic nie mieli.
-A co z tobą?-zapytałam, siadając obok bruneta.
-A co ma być?
-Będziesz startował?-kiwnęłam głową, na różowy kartonik w ręcę kolegi.
-Jeśli uda mi się przekonać rodziców. Pomyśl fajnie by było, dojść na szczyt. Być sławnym, mieć kasę i fanów.
Dla mnie nie tak fajnie. Pochodziłam z bogatej rodziny, nie lubiłam tłumów i ceniłam sobie prywatność.
-Dobraw wstawaj, przećwiczymy jeszcze układ!-krzyknął chłopak, podnosząc się.
Postanowiłam. Porozmawiam z mamą. Na pewno się zgodzi. Będzie jej wtedy łatwiej. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wyślę zgłoszenie.
-Mamo.
Weszłam do kuchni.
-Tak?
-Możemy porozmawiać?
-O czym?
-Bo widzisz.-podałam jej wizytówkę wytwórni-Chciałabym iść na przesłuchanie.
Kobieta dokładnie przejrzała wizytówkę. Zmarszczyła czoło.
-Skąd nagle ten pomysł i to?-wskazała na kartonik.
-Niedawno podeszła do mnie … i przekazała mi tą wizytówkę. Zheng dostał taką samą.
-Hmmm. Wiesz, że to wcale nie jest takie proste i będę musiała skonsultować się z twoim tatą?
-Wiem.
-Bycie trainee to naprawdę ciężka robota. Wiesz jak stara się twój brat. Będziesz musiała skończyć szkołę i trenować. Nie będziesz miała zbyt wiele wolnego czasu.
-Wiem. Po prostu pomyślałam, że skoro przedstawiciel tak dużej wytwórni, który zna się na rzeczy proponuję mi coś takiego, to nie mogę być aż taka kiepska.
Mama zaśmiała się.
-Skromność odziedziczyłaś po ojcu. Dobrze, daj mi przetrawić to wszystko i pogadać z tatą i jeszcze do tego wrócimy.
Po kilku dniach rozmów z mamą, tatą i rodzeństwem na temat tego czy wiem co robię i że ich zdaniem zmarnuję sobie dzieciństwo rodzice zgodzili się. Zheng miał podobno ciężej, ale również mu się udało. Poszliśmy na przesłuchanie. Tak jak myślałam były tłumy. Tysiące ludzi. Wyniki miały przyjść po kilku tygodniach. Kilkanaście dni ciągłych nerwów. Kiedy dostałam wiadomość o wynikach, bałam się je sprawdzić. Przez kilka godzin chodziłam po pokoju, dopóki nie zebrałam się na odwagę. Przyjęli mnie! Zostałam oficialnie trainee SM Entertaiment! Moją euforię, przerwał dzwonek do drzwi, za którymi jak się okazało stał Zheng. Był w kapciach.
-Przybiegłem jak tylko dostałem wiadomość o wynikach.-wydyszał-Przyjęli mnie!
-Mnie też!
Nie mogłam uwierzyć. Zostałam trainee. Wyjadę do Korei. Może uda mi się coś więcej osiągnąć! Tamtej nocy byłam tak podekscytowana, że nie mogłam zasnąć. Kiedy wszystkie formalne sprawy były załatwione, czekaliśmy z Zhengiem na lotnisku. W dalszym ciągu nie wierzyłam, ale zwykle nie śniły mi się takie rzeczy. W moich snach zwykle były pandy tańczące na bambusie i gadające piłki do kosza, które czasami dostawały nóg. To nie był sen. Za kilka godzin będę w Korei. Za kilka dni rozpocznę trening, a jeśli dobrze pójdzie za kilka lat zadebiutuję.
-Masz wszystko? Telefon, ładowarkę, bilet, paszport, legitymację, dokumenty? Wiecie gdzie iść tak?-pytała moja mama.
-Tak. Wszystko wzięłam. Musimy już iść. Zadzwonię do ciebie, jak dolecimy.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i ruszyliśmy w stronę odprawy. Nowe życie czas zacząć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz