czwartek, 25 czerwca 2015

Promise

Witajcie ludzie. 
Nikt nic nie chciał, nikt nie zamawiał, więc wrzucam to. 
Wirus nocną porą, bez odbioru. 
+++

Promise

Obietnica.
Każde miejsce przypomina mi o tobie. O twojej twarzy, twoim głosie, twoim śmiechu. Każda słona łza płynąca po moim policzku, jest kolejną raną w sercu. A co z obietnicą złożoną wieczności i sobie nawzajem? Kiedy upadałem, zawsze mnie podnosiłaś. Trwałaś przy mnie. Pomagałaś mi stanąć na nogi. Z powrotem wzbić się na sam szczyt. Nieważne ile razy z niego spadałem. Nienawidzę wszystkiego. Pustego mieszkania. Ciszy. Naszych zdjęć. Lustra, które zbiłem. Zegara który wciąż tyka. Ludzi którzy są tacy szczęśliwi. Nienawidzę ich wszystkich. Każdy promień słońca przypomina mi o twoim uśmiechu. Każda kropla deszczu jest twoją łzą. Każdy powiew wiatru jest jak twój łaskoczący oddech. Powiązani czerwoną nicią przeznaczenia. Związani kilkoma słowami.
Przepraszam. Kocham cię. Nigdy cię nie opuszczę.
Most. Wiatr przedzierający się przez niezapiętą bluzę. Woda. Płynie, płynie, ucieka, już nigdy nie zawróci. Tak jak czas. Czy też czujesz tą palącą pustkę w miejscu gdzie powinno być serce? Ostatni raz spoglądam w dół.
Idę przed siebie. Mijam cholernych szczęśliwych ludzi. Budzą moją odrazę. Czuję zapach kawy. Kawiarnia. Uśmiecham się pod nosem. Gorzki, ale uzależniający aromat. Coś co nas niszczy od środka, ale jesteśmy w stanie tyle poświęcić dla kilku cholernych chwil przyjemności. Słodko-gorzka trucizna. Czy cały czas mówimy o kawie? Nie wiem? Nie obchodzi mnie to. Deszcz. Zimny. Wyciągam rękę w stronę nieba. Udam, że to mnie do ciebie przybliży. Mokre, lodowate krople. Nienawidzę ich. Biegnę przed siebie. Nic mi nie pozostało. Potykam się. Upadam. Nie ma nikogo, kto pomógłby mi wstać. Wiatr staję się silniejszy. Resztkami sił wracam do domu. Kolejne lustro zostaje zniszczone. Ile jeszcze będę musiał zbić luster żebyś do mnie wróciła? Ile jeszcze słów będę musiał wykrzyczeć? Gładka tafla poznaczona licznymi pęknięciami. Twoje zdjęcie przyczepione do drewnianej ramy z resztkami szkła. Wiem, że trudno znowu uwierzyć ci we mnie, ponieważ obietnica została już raz złamana.
Przepraszam. Kocham cię.
Patrzę w rozbite lustro. Widzę w nim nieudacznika, który już raz złamał przysięgę. Krew miesza się z resztkami szkła. Ciemność. Cicha obietnica lepszej przyszłości. Czuję zapach świeżo parzonej kawy.
Obiecujesz?
Obiecuję. 

1 komentarz:

  1. Ładne, emocjonalne :) trochę wolę takie zwykłe opowiadania, ale w tym stylu też dobrze wyszło.

    OdpowiedzUsuń