niedziela, 21 sierpnia 2016

SNZ Rozdział 5 Bo przy tablicy i w obliczu uczuć każdy panikuje

Jak zwykle Wirus jest widmo. Powiem, że musiałam zmienić lekko kolejność rozdziałów, dlatego trochę mi się to przedłużyło. Dodatkowo w ostatnim czasie w domu bywam okazjonalnie, co za tym idzie nie wisiałam nad komputerem all day all night.
Nie przedłużając miłego czytania. 
Dajcie znać o kim mogłabym napisać kolejnego one shota bo jakoś nie mam pomysłu.

***
-Nie rozumiem tego.-jęknął pod nosem Kouyou, rozkładając się na ławce.
Akira zaśmiał się pod nosem, widząc stan załamania psychicznego u przyjaciela. Prawdą było, że z ich wielkiej i potężnej trójki to Daisy była umysłem ścisłym... humanistycznym i artystycznym w sumie też. Oni byli po prostu głupim i głupszym, którym czasem udało się zabłysnąć. Może nie było to do końca prawdą, bynajmniej czasem tak się właśnie czuli. Jak tło, przy błyszczącym aktorze.
-Do tablicy przyjdzie...-zaczęła nauczycielka, typując kolejnego nieszczęśnika-Może pan Suzuki.
Akira zamilkł, a uśmiech opuścił jego twarz, przenosząc się na usta Kouyou, który nagle wypełzł z depresji trygonometrycznej. Suzuki ruszył powoli, stając przed wielkim zielonym potworem. Czuł jakby miał właśnie pokonać smoka kawałkiem kredy i gąbką.
-Zaczynaj.-powiedziała matematyczka.
Chłopak wziął się za rozwiązywanie zadania. Szło mu całkiem nieźle, dopóki nie pojawiło się bardzo trudne i skomplikowane równanie.
-Nie wiesz ile to cztery razy cztery?-zapytała nauczycielka.
Akira spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem, jakby miała na głowie różowe sombrero i tańczyła walca z ananasem, w puszce.
-Szesnaście ty idioto. Szesnaście. Jeden sześć.-mamrotała Daisy, masując skronie.
Jednak jej umysł nie był nadawcą, odpowiedź nie była falą radiową, a Akira nie był odbiornikiem, ani zmyślną antenką. Takashima miał za to naprawdę dobrą zabawę. Jego humor polepszył się gdy usłyszał odpowiedź przyjaciela.
-O-osiem?
Danielle opuściła rękę na której podpierała policzek, uderzając tym samym głową o blat biurka, a Kouyou wybuchł śmiechem.
-Osiem?-powtórzyła nauczycielka, unosząc brwi.
-Nie! Chwila!-spojrzał na tablicę-Szesnaście!
Tak oto oddziaływały tablice i babka od matmy wypalająca ci umysł swoim spojrzeniem.
-Dobrze. Usiądź.
-Jak mogłeś nie wiedzieć ile to cztery razy cztery?-naśmiewał się Takashima na przerwie.
-To ta panika! Zobaczymy co powiesz jeśli weźmie cię do odpowiedzi na chemii.
-Pewnie jak zwykle coś wybełkocze i będzie liczył na Supermana w spódnicy.-mruknęła Danielle.
Akira ryknął śmiechem.
-Przynajmniej ja rozumiem jej podpowiedzi.
-Akurat.-prychnęła dziewczyna.
Chemia minęła we względnym spokoju. Następna była biologia. Tutaj nabyte umiejętności do podpowiadania i oszukiwania nauczycieli mogły si przydać. Wyćwiczyli już niezły system. Dlatego na lekcjach często wykonywali przedziwne tańce migowe, czy też pokazywali sobie kartki.
-Kouyou zapraszam.-nauczycielka biologi wykonała zapraszający gest ręką.
Chłopak wstał i z miną wisielca podszedł do tablicy.
-Prosty i przydatny w życiu temat o zapłodnieniu i życiu płodowym. Nie stresuj się. Czym jest zapłodnienie?
Daisy wskazała na siebie i Akirę po czym złączyła dłonie.
-P-połączeniem się kobiety i mężczyzny?
-Pytasz się mnie?
-N-nie!
Zapadła chwila ciszy, przerywana co jakiś czas chichotami i skrobaniem pisaka.
-Dobrze zacząłeś z połączeniem, pomyśl co kobiety i mężczyzny musi się połączyć.
Danielle wykorzystując nieuwagę nauczycielki naskrobała na szybko biologiczne równanie. Mianowicie. Gameta męska + żeńska = zygota.
-Gameta męska i żeńska muszą się połączyć, żeby powstała zygota.
-Dobrze.-kobieta zaznaczyła plus na kartce przed nią-Jak nazywamy czas od momentu zapłodnienia do końca 8 tygodnia ciąży i co takiego się podczas niego dzieje?
Na drugą część pytania Kouyou znał odpowiedź. Nie pamiętał niestety nazwy tegoż okresu.
-W tym czasie wykształcają się podstawowe struktury organizmu. Nazywa się...
Akira w miarę możliwości zwinął się w kulkę na krześle.
-Embrion... Embrionalny! To okres embrionalny.
Kolejny plus. Takashima z drobną pomocą przyjaciół uzbierał jeszcze dwie poprawne odpowiedzi. Wyłożył się tylko na jednej głupiej pępowinie. To była definitywnie wina Akiry, który wskazał na żyłę.
-Czwórka z plusem. Siadaj.
-Jak mogłeś powiedzieć, że żyła łączy matkę z płodem?-zapytał Akira.
-To ty mi pokazałeś na to cholerstwo!
-Chodziło o połączenie tępaku.
-Odezwał się mistrz tabliczki mnożenia. Ile to dwa razy dwa geniuszu?!
-Jesteście irytujący.-westchnęła Danielle.
Ostatnią lekcją tego dnia była fizyka.
-Więc może ktoś przypomni mi o napięciu i natężeniu.-pani Ikeda zatrzymała wzrok na Daisy, uśmiechając się milutko.
-Mam podejść, czy mogę mówić z ławki?-zapytała dziewczyna, wstając z krzesełka.
-Możesz mówić z ławki. Może na początek opowiedz mi o napięciu. Czym jest? Jak je mierzymy? Jaki jest jego symbol?
-Napięcie to różnica między dwoma potencjałami elektrycznymi w obwodzie, o symbolu U. Napięcie podawane jest w Woltach, mierzonych Woltomierzem.
-Genialnie, to teraz poproszę o natężeniu.
-Natężenie to liczba ładunków elektrycznych przepływających przez przekrój poprzeczny przewodnika w jednostce czasu. Symbol w układzie SI to I. Jednostką są Ampery, a miernikiem Amperomierz.
-Napisz mi tylko jeszcze wzór na natężenie i w którym miejscu podłączyć Woltomierz i Amperomierz do układu.
Brunetka podeszła do tablicy. Kouyou z rozdziawionymi ustami wpatrywał się z jaką szybkością i łatwością dziewczyna rozwiązuje zadanie. Akira za to wgapiał się w delikatnie kołyszące się bioderka, kiedy przechodziła by napisać dalsze obliczenia.
-Piątka. Mam nadzieję, że wszyscy są tak dobrze przygotowani, dlatego przejdziemy do następnego tematu o oporze elektrycznym.
W końcu katusze umysłowe dobiegły końca i można było ruszyć na kolorowe zajęcia dodatkowe.
-Mała kujonica.-prychnął z uśmiechem Masuhiro, podchodząc do Daisy-Nie chciałabyś mnie trochę poduczyć?
Danielle spojrzała na tyczkowatego chłopaka, z długimi ciemnymi włosami i niewielkimi brązowymi oczami.
-Mogę ci pomóc.
-Jutro po lekcjach miałabyś czas?
-Tak. Coś jeszcze?-zapytała, kiedy chłopak nie odchodził.
-Dałabyś mi numer, tak na wszelki wypadek?
-Jaki wypadek, jakby coś się działo to jutro w szkole się jeszcze spotkacie.-wtrącił Akira, który od początku mierzył Masuhiro lodowatym spojrzeniem.
Daisy naskrobała szybko kilka cyferek na kartce z zeszytu, po czym wręczyła ją brunetowi.
-Pisz w razie nieprzewidzianych okoliczności. Zwykle nie odbieram.-mruknęła podnosząc się i zgarniając torbę.
Można było się spodziewać, że trening nie będzie ani krótki, ani miły, ani przyjemny, ani bezpieczny. Akira mimo, iż siedział na trybunach jako kontuzjowany nie mógł czuć się spokojnie. W skrócie piłki i sprzęt w pewnym momencie zaczęły latać po sali.
-Wybacz Aki nie chciałam w ciebie strzelić.-mruknęła Danielle, robiąc fałszywie smutną minkę, kiedy piłka przeleciała obok głowy Suzukiego.
-Nic się nie stało słońce ty moje!-odpowiedział, mocno, nawet zbyt mocno, odkopując dziewczynie piłkę.
Kouyou próbował bawić się w negocjatora jednak z marnym skutkiem. Kiedy zostali sami w szatni atmosfera stała się jeszcze cięższa.
-To może skoczymy coś zjeść?-zaproponował Takashima.
-Mamy nie ma muszę z Yutaką zrobić obiad.-mruknęła Daisy-No chyba, że Akira będzie miał z tym wielki problem, jeśli będę przez kogoś zajęta.
-Nie. Umawiaj się i dawaj numer każdemu napotkanemu typowi. Mnie nic do tego.
Dziewczyna spojrzała wściekła na Akire, po czym warknęła coś niezrozumiałego pod nosem i przyśpieszyła kroku, oddalając się od przyjaciół.
-Wiesz co to znaczyło?-zapytał Suzuki.
-Że ją zirytowałeś, a my nie znamy koreańskiego?
Akira westchnął robiąc przy tym zbolałą minę. Sam nie wiedział dlaczego tak się zachowywał. Po prostu poczuł nagły przypływ złości i ucisk w klatce piersiowej, kiedy zobaczył jak Masuhiro podbija do Daisy.
-Nie. Po prostu przyznaj, że zakochałeś się w Danielle!
Brunet spojrzał na przyjaciela z szeroko otwartymi oczami, jednak po chwili uśmiechnął się drwiąco.
-Prędzej wezmę na randkę moją siostrę.
-No weź nie czujesz się dziwnie na myśl o tym, że jutro Daisy i Masuhiro będą sami. We dwoje. W piątkowy wieczór.
-Daj spokój.-westchnął Akira-Tak! Wiesz co?! Idę jutro na randkę z Miyoko. No wiesz kino, romantyczna kolacja w blasku świec, później spacer.
-Mam nadzieję, że to przypadkowa zbieżność imion.-usłyszeli za plecami-Ostatnio nie było was troje?
-Było.-powiedział Kouyou-Ale twój brat jest idiotą i przepłoszył 1/3 naszego zgrupowania.
-Jak zwykle.
-Zejdźcie ze mnie!
-Ależ nikt na tobie nie siedzi drogi przyjacielu.
-Ha ha ha bardzo zabawne, ostrzyłeś ostatnio swój cięty dowcip?-rzucił retorycznie Akira-Skoro tak wam zawadzam to idę. Cześć.
-A temu co?
-Zakochał się w Daisy i nie chcę się do tego przyznać.-Kou wzruszył ramionami.
-Czyli jestem bliżej wygrania zakładu.
-Jakiego zakładu?
-Z twoją siostrą. Nie ważne. Nie interesuj się.
-Okeej.-mruknął, skonsternowany.
-O patrz to trzy laski w bikini ci machają?!-wskazała na sklep niedaleko naszego bloku.
Takashima odwrócił się w drugą stronę, a kiedy już chciał wytknąć dziewczynie, że jest dopiero początek maja i temperatury nie są rekordowe, nawet lekko nie wychodzą na dodatnie jej już nie było.
-Fajnie, fajnie Kou jak zwykle zostałeś sam.-westchnął, kierując się do domu.
Już on się postara, żeby Akira w końcu się przyznał. Nie odpuści, ani Suzukiemu, ani Okabe.



środa, 3 sierpnia 2016

Ankieta

Ankieta dotycząca relacji między pracownikami wytwórni. Wpatrywałem się nienawistnym wzrokiem w świstek papieru, który dzisiejszego poranka wręczył naszemu zespołowi manager. Wyłożyłem się już na pierwszym pytaniu i nie, nie brzmiało ono imię i nazwisko, gdyż cała ankieta miała być rzekomo anonimowa. Wolne żarty. Przez tyle lat życia nauczyłem się, że w naszym świecie nie istnieje coś takiego jak anonimowość. Wracają c do pierwszego pytania. Brzmiało ono: Jakimi słowami określiłbyś swoich współpracowników z zespołu? Hmmm pomyślmy tyran, despota, dyktator, głupek, pracoholik, a to tylko lider. Nakreśliłem kilka kłamliwych znaków, pracowici, zorganizowani, szaleni, interesujący, władczy. Nie to nie brzmiało dobrze. Kolejne pytanie: Czy dobrze się dogadujecie? Zależy z kim. Warknąłem patrząc na resztę papierka. Spędzacie czas poza pracą? Czy określiłbyś wasze relacje mianem dobrych? Po kilku sekundach stwierdziłem, że bez czegoś mocniejszego się nie obejdzie. Czas więc na moją ulubioną grę. Poczułem się jakbym sprawdzał rachunki. Wal shota za każdym razem gdy zostaniesz bankrutem, w tym wypadku emocjonalnym. Razem z obstawą w postaci kwadratowej, przezroczystej szklaneczki i butelki Jacka Danielsa wróciłem do uzupełniania pustych pól. Z pomocą przyjaciela w trymiga uporałem się z robotą. Z ulgą przeczytałem ostatnie zdanko. Dziękujemy za poświęcony czas :) Istniało jednak coś gorszego niż pseudo anonimowe ankiety i były to właśnie uśmiechnięte buźki. Nienawidziłem ich z wzajemnością. Od zawsze kojarzyły mi się z sarkazmem i ironią. Dwa ulubione środki przekazu mojej najdroższej przyjaciółki. Wielkim niefartem, albo zabawną igraszką losu mogłem nazwać to, iż owa przyjaciółka jest siostrą mojego kochasia. A! Czyżbym zapomniał się przedstawić? Takashima Kouyou, lat 30, płeć: wedle wszystkich twierdzeń mężczyzna, stan cywilny: gej, do tego zakochany w masochistycznym perkusiście/liderze. Yuk-kun jako typowy słodki i niewinny chłoptaś niczego nie zauważał. Nie chwilkę. Przedstawmy to w bardziej rzeczywistych barwach. Jestem naprawdę dobrym aktorem, a Yutaka jako ślepy, wiecznie sfrustrowany lider niczego nie widzi. Trudno. Życie leci dalej. Ja ślinie się potajemnie już od jakiś dwóch lat co jakiś czas spotykając się z siostrą ów idioty na kawusi, czy pogaduszkach. Przecież nowe trendy, dieta Jennifer Aniston, czy nowa fryzura Harrego Stylesa same się nie obgadają. Spojrzałem na zegarek. Za pięć minut mój stylowy, srebrny zegar, podwieszony na gustownym, prostym stojaczku wybiję północ. Chyba pora pozwiedzać internet. Posprzątałem ankietę i moich przyjaciół, po czym zasiadłem przy biurku, odpalając MacBooka. Zalagowałem się na Mixi jednak po kilku minutach wylądowałem na YouTubie. Kolejna fantastyczna noc się zapowiada. Rozwijanie mojego życia sieciowego przerwał mi niespodziewany telefon. Lider?
-Mów do mnie.
-Jesteś zajęty?-zapytał.
-Jak każdy normalny człowiek o godzinie wpół do pierwszej.
-Świetnie, będę za minutę.
I faktycznie nim minęło 60 sekund chłopak już dzwonił do moich drzwi. Oderwałem wzrok od zegara i poszedłem otworzyć.
-Co cię do mnie sprowadza?-zapytałem, prowadząc Yutake do salonu.
-Samotność.
-Dobre żarty, a tak naprawdę?
-Łaziłem po mieście i tak jakoś stwierdziłem, że jak jestem w okolicy to do ciebie wpadnę.
-Miło z twojej strony. Chcesz się czegoś napić?
-A co masz?
-Starego dobrego Jacka, albo ewentualnie dla takich delikatnych piankowych kotków jak ty soczek pomarańczowy.
-Trafiłeś wezmę soczek.
Skierowałem się do kuchni. Kiedy z niej wyszedłem, chciałem od razu zawrócić. Yutaka siedział na kanapie, przeglądając moją ankietę. W jego policzkach widniały dołeczki, wywołane śmiechem.
-Moją zeżarł pies Daisy.-parsknął widząc mnie-Chyba jedyny z naszej piątki zrobiłeś ją tak szybko.
-Czy słowo anonimowy nic dla ciebie nie znaczy?-prychnąłem-Po za tym skąd wiesz co tamte oszołomy z tym zrobiły?
-Bo Taka pisał, że gdzieś swoją zgubił, Akira wpadł do mojej siostry i jego papierek spotkał ten sam los co mój, a Yuu już w studiu powiedział co o tym wszystkim sądzi.
-No tak.-mruknąłem.
-To władczy było o mnie?-zapytał, chichocząc.
-Nie.-odpowiedziałem chłodno-To było o Akirze.
W końcu jednak zeszliśmy z tematu tych przeklętych ankiet. Nasza rozmowa jak zwykle nie była zbyt zobowiązująca. Od co zwykła przyjacielska pogawędka o różnych mało istotnych dla innych ludzi rzeczach.
-Zamierzam kupić nowe tom tomy.
-Słyszałeś o nowej grze, ma się pojawić w przyszłym miesiącu.
-Ru znowu rozwalił samochód i prosił, żebym przez jakiś czas zawoził go do studia.
-Mój motor ostatnio niedomaga.
Jednak pomimo takich głupot padło jedno ważne zdanie.
-Jutro jest premiera nowego horroru, chciałbyś pójść ze mną?
Dla niego była to zwykła propozycja rzucona w luźnej pogawędce, dla mnie była to mała nadzieja rozbudzająca moje serce mikrowstrząsami.
-Tak chętnie.
Kai został na noc.
-Masz naprawdę fajne koszulki.-stwierdził, leżąc obok mnie.
-Są na ciebie za duże.-zaśmiałem się.
-Co nie zmienia faktu, że są ładne.
-Dzięki.
Noc minęła spokojnie, a ranek jeszcze lepiej. Kocham być budzony zapachem świeżej kawy i ciepłych, słodkich bułeczek. Ponieważ mama Kaia była w połowie Brytyjką, chłopak był przyzwyczajony do typowo zachodnich śniadań. Nie narzekałem. Były naprawdę smaczne.
-Dzień dobry.
-Dobry.
-Sprawdzałem seanse. Możemy iść na ten o osiemnastej. Zdążę wpaść do siebie i się ogarnąć.
Kiwnąłem głową, wpatrując się w cieplutkie, pulchniutkie i okrąglutkie bułeczki z dżemem malinowym, które mnie hipnotyzowały.
-No jedz.-mruknął, zachęcająco machając mi przed nosem talerzem.
Dwa razy nie musiał powtarzać. Wszystkie fanki na całym globie wiedziały, że Tanabe Yutaka zwany Kaiem z dużą dozą powodzenia mógłby wygrać masterchefa. Sam Gordon Ramsay, idol jego siostry, by się ze mną zgodził.
-Kocham twoją kuchnię.
-Wszyscy ją kochają.-zaśmiał się chłopak, biorąc do ręki bułeczkę.
-Zwłaszcza Akira.
-Tak zwłaszcza ten hipokryta bez nosa. Ostatnio opierniczył cały sernik w mniej niż dziesięć minut.
-Czy twoja ukochana malutka stokrotka pomagała ci robić to ciasto?
-Tak.
-Czy była przy akcie konsumpcji?
-Tak.
-I masz odpowiedź.
-Ciekawe, ciekawe.
-Prawdziwe.
Po śniadaniu pozmywać musiałem ja. W praktyce wyglądało to tak, że powstawiałem brudne naczynia do zmywarki. Kiedy ogarnąłem kuchnie, Kai stwierdził, że musi się zbierać. Założył swoje czarne trampki, zarzucił kurtkę jeansową na ramiona, po czym pożegnał się ze mną.
-Do zobaczenia później.
-Do zobaczenia.
Spojrzałem na zegarek, kalkulując czas jaki został mi do wyjścia. Jakieś osiem godzin. Cztery godziny opierniczania się, godzina na kąpiel, kolejne dwie na wybranie stroju i makijaż. Grzebanie w mojej kopalni ubrań zajęło mi jednak więcej czasu. Korciło mnie, żeby założyć coś z wyższej półki, lecz marynarka od Armaniego byłaby chyba lekkim przegięciem na wypad do kina z kumplem. W końcu kiedyś mu powiem. Kiedyś. Stojąc w czarnych bokserkach przed wielką szafą głowiłem się co zrobić. Stanęło na tym, że złapałem za Iphona i wybrałem numer kryzysowy.
-Co tam pysiu?-usłyszałem po drugiej stronie.
-Idę dzisiaj z twoim bratem do kina i nie wiem w co się ubrać.
-Powiedziałeś mu? Gratuluję oppa!
-Nic mu nie powiedziałem. To on zaproponował.
-Huhuhu... No dobrze misiek luźne spotkanie, nic zobowiązującego. Proponowałabym bluzkę w paski z Acne Studios, czarne spodnie i do tego Superstary.
-Bluzę brać?
-Bomber czarny.
-Dzięki.
-Z fryzurą chyba sobie poradzisz?
-Ależ oczywiście.
-Z kim gadasz?-usłszałem znajomy głos.
-Z Kou. Muszę kończyć cześć.
-Daisy!
-Tak?
-Akira?
-Być może. Jakbyś miał problemy pisz.
Usłyszałem w słuchawce pikanie, świadczące o tym, iż połączenie zostało zakończone. Mała cholera ma sekretny romans i to z moim bff (bożyszczem fatalnego fejmu). Etymologia powyższego skrótu jest następująca. Jest bożyszczem nastolatek, fatalny fejm wziął się od braku nosa. Zbyt wiele razy słyszałem jak niektórzy rozpoznają go mówiąc „Ej to ten bez nosa!”, pojawiały się również gorsze epitety, ale daruje je sobie i nie będę ich przytaczał. W ubraniach wybranych przez mojego prywatnego doradce do spraw mody i urody zabrałem się za robienie twarzy. Super mocnego make upu nie nakładałem. W końcu po co pałętać się po mieście z kilogramami tapety. Zwykły podkład, trochę cienia i wio.
Równo o 1758 ktoś zadzwonił do moich drzwi. Jak się spodziewałem był to Yutaka. Ubrany w białą koszulkę, poszarpane jeansy i czarną kurtkę jeansową.
-Hej.-przywitał się-Gotowy?
-Tak?-złapałem za czarną torbę i założyłem buty.
Wyszliśmy z budynku po czym wsiedliśmy do srebrnego Aston Martina.
-V12 Vantage S?-zapytałem-Pożyczyłeś samochód od Bonda?-zaśmiałem się.
-Raczej od ojca.
-Zostawiłeś mu pod zastaw swoje BMW?
-Owszem.-otworzył mi drzwi jak na prawdziwego dżentelmena przystało.
-Dziwię się, że nie przyjechałeś w smokingu i z kamerą, czy jakąś bronią w długopisie.
-Miałem taki plan, ale wszystkie naboje zużyłem na Akirze.
-Nakryłeś go z Daisy?-zapytałem.
-Co?!-krzyknął, trzaskając drzwiami.
-Nic, nic. Tak tylko żartuję.-zaśmiałem się.
-Nie rób tak więcej bo zejdę na zawał.-odetchnął z ulgą.
Było zdecydowanie zbyt blisko. Sądzę, że jeśli wydałbym namiętny sekrecik Dan i basisty skończył bym jak Betty. Na wysypisku śmieci. Przeszedł mnie mentalny dreszcz. Nikt nie chciał zadzierać z małym demonem ani best friendem bez nosa.
-Niedługo zaczynamy trasę. Nieźle nie?-zagadałem.
-Kou naprawdę chcesz rozmawiać o robocie w dzień wolny?-zaśmiał się szatyn.
-Nie, chcę tylko jakoś zacząć rozmowę.
-W takim razie. Robiłeś coś ciekawego po moim wyjściu?
Biegałem po mieszkaniu zastanawiając się co założyć, żebyś zaczął się ślinić.
-W sumie nic ciekawego, a ty?
-Ogarnąłem się, pojechałem ukraść tacie samochód. Dzień jak co dzień.
-Czyli przyznajesz się otwarcie, że zawsze kradniesz samochody swojemu ojcu?
Mężczyzna zaczął się śmiać. Dotarliśmy do kina.
-Jeśli mam być szczery to średnio lubię horrory.-mruknąłem.
-Boisz się?
-Yhym.
-Szczerze to na to liczyłem.-zachichotał.
Musiał za to oberwać. Dlatego dźgnąłem go w brzuch. Jednak już na początku okazało się, że film nie zalicza się nawet do klasy C i dennych dreszczykowców. Znudzony oparłem głowę na ręce trzymanej na podłokietniku. Kai wyglądał jakby zasnął w pudełku popcornu albo co najmniej znalazł w nim sens życia i wyjaśnienia na pytania całej ludzkości.
-Nie boisz się?-zapytał w końcu, wyrywając mnie z otępienia.
-Nie. Chociaż.-zabrałem mu z kolan kubełek, po czym wtuliłem się w jego klatkę piersiową-Obudź mnie jak ta szmira dobiegnie końca.
-Mam pomysł.-szepnął wstając z miejsca.
Ewakuowaliśmy się z sali i znaleźliśmy ponownie w samochodzie Yutaki.
-Wybacz. Szczerze myślałem, że ten film będzie straszniejszy.
-Nic nie szkodzi.
-Chyba zamiast bawić się w podchody powiem ci to prosto z mostu.-powiedział.
-Co mi powiesz?
Złapał kierownicę oburącz, po czym oparł na niej głowę, głośno wzdychając.
-Że się w tobie zakochałem.
Nie mógł tego powiedzieć.
-Możesz powtórzyć?-poprosiłem zszokowany.
-Kocham cię Kouyou.
Odetchnąłem z ulgą. Złapałem rękę chłopaka przykładając do swojego szybko bijącego serca. Tanabe podniósł głowę.
-Dlaczego tak późno idioto?-zaśmiałem się.
-To chyba przez tą ankietę. Ośmieliła mnie.
Głupia ankieta, którą tylko ja wziąłem na poważnie pozwoliła nam się do siebie zbliżyć.
EPILOG: Więc kto będzie na górze?
Nasz związek rozwijał się w swoim tempie. Chociaż może trafniejszym byłoby określenie w MOIM tempie. Nie chciałem niczego zbyt szybko, żeby nie wyszło tak, że od wyznawania sobie miłości do łóżka krótka droga. Yutaka czekał cierpliwie, aż pewnego dnia.
Leżeliśmy w łóżku chłopaka oglądając Klątwę. Nic nowego, ale przestraszyć potrafiło. Wtuliłem się mocniej w mojego faceta nie patrząc na ekran telewizora.
-Nie zasnę w nocy.-wyburczałem, kiedy film dobiegł końca.
-Mogę ci pomóc z bezsennością.-powiedział chłopak, kładąc się na mnie.
-Możliwe, że skorzystam z twojej pomocy.-mruknąłem cicho, kiedy nasze usta dzieliły milimetry.
Zaczęliśmy się niespiesznie całować. Yutaka zgarnął mi włosy z twarzy i zaczesał za ucho. Nikt nas nie gonił. Danielle noc spędzała zapewne u Akiry. Dlatego robiliśmy wszystko powoli i z odpowiednim namaszczeniem. Stopniowo pozbywaliśmy się ubrań, odkrywając kolejne fragmenty naszych ciał i poznając je wzajemnie. Tanabe zatrzymywał się co chwilę w okolicach moich obojczyków znacząc je czerwonymi punkcikami.
-Tak jakby dla pewności z kim teraz jesteś. Nie chcemy w końcu natrtnego Rukiego w przyszłości.
Zaśmiałem się, przesuwając opuszkami po jego lekko zarysowanym sześciopaczku. Dźwięk rozpinanego rozporka i chłód na newralgicznych miejscach lekko mnie otrzeźwił. Przekręciłem nas górując nad liderem.
W czasie naszej gry wstępnej jeszcze kilka razy bawiliśmy się w takie zmiany. Jednak w naszej niemej walce kto tu będzie górą zwyciężył Kai, łapiąc za najbardziej przekonujący argument. Ten który mieścił się mieszy moimi nogami.
-M-maaasz ja-kiś... lub...lubrykant?-zapytałem, między jękami.
-O gumeczki też zadbałem.-szepnął, sięgając do etażerki.
Pomachał mi przed twarzą tubką nawilżacza i niebieskim opakowaniem z prezerwatywami. Powoli nałożył lubrykant na palce. Rozłożyłem ochoczo nogi. Z moich ust wydostały się kolejne jęki, kiedy zaczął mnie rozciągać.
-D-dalej... mmmm... szybciej!
Drugą ręką pobudzał mojego nabrzmiałego członka, który już zdążył zwilgotnieć na główce.
-Właź już w końcu, albo znowu się zamienimy!-wyjęczałem ledwo dając radę.
Yutaka spełnił mój rozkaz. Zacisnąłem pięści na prześcieradle czując jego pulsującą męskość w mojej dziurce.
-Taaaak!-jęknąłem.
Sypialnie wypełniały nasze krzyki i dźwięk uderzających o siebie ciał.
-Y-yuuk j-ja zar-zaraz!
Nie potrzebowałem długo. Po kilku pchnięciach wytrysnąłem na brzuch Tanabe, zaciskając wnętrze na jego członku.
-Żądam wolnego na najbliższy tydzień.-powiedziałem, układając się na brzuchu.
Yutaka zaśmiał się, przekładając rękę przez moje plecy.
-Jestem w stanie przymknąć oko na najbliższe dwa dni.
-W takim razie nie budź mnie aż do czwartku.-ziewnąłem-Następnym razem to ja będę na górze.
-Ależ oczywiście. Kolorowych snów kochanie.-powiedział, przytulając mnie do siebie.
Ułożyłem się wygodniej na jego torsie, po czym zamknąłem oczy.

***
Zaznaczę tylko, że to pierwsze prawdziwe yaoi w moim wykonaniu, więc przepraszam.
Stwierdzę też, że nie znam się na strasznych horrorach gdyż no jakby to ująć... zwykle zaczynam się na nich śmiać. Ostatnio przeprowadziłam ciekawą rozmowę z dziewczyną mojego kolegi, z której wynikło, że sam zwiastun Babadook śmiertelnie ją wystraszył. Dla mnie film wcale nie był jakiś przerażający, tak samo jak obie części Sinistera. W sumie sama się sobie dziwię ale horrory są chyba po prostu nie dla mnie. Aczkolwiek przyznam się, że uwielbiam wtedy straszyć moich znajomych.




niedziela, 17 lipca 2016

Dziękuję wam za to

Wirus z telefonu z łzami w oczach chciał wam podziękować. Liczba wyświetleń na blogu dobrnęła do magicznego 1000 (wdając się w szczegóły 1004). Dlatego dziękuję, że to czytacie i raz na rok coś skomentujecie to naprawdę podnosi Wirusowi morale i chumor. Dziękuję (๑・ω-)~♥”
Dodam jeszcze fragment bowego rozdziału (ale będę wrwdna i nie powiem którego opowiadania) 
-Panie Takashima chciałby Pan coś dodać?-nauczycielka przerwała swój monolog.
-Że mimo tak nieciekawej przeszłości możemy się przyjaźnić z Koreańczykami.
Kobieta uśmiechnęła sie pod nosem.
-Przeszłość jest bardzo ciekawa ale rozumiem twoją metaforę Kouyou.
Odwróciła się do tablicy, na co Akira odetchnął z ulgą, a uścisk w jego piersi zelżał. Nie robił tego pierwszy raz ale dreszczyk towarzyszący mu był zawsze duży. W końcu nic nie rozbudza człowieka tak jak poranny zastrzyk adrenaliny.

niedziela, 10 lipca 2016

Wirus wakacyjnie w rozjazdach opowieść + zdjęcia


Wirus w tego roczne wakacje praktycznie cały czas w rozjazdach... Najpierw ze znajomymi na Mazurki, niedaleko Giżycka, jutro znów nad jezioro tym razem pod Augustów, a na koniec lipca żeby zbyt nudno nie było będę bawić się w farmera u wujka. Piszę z telefonu zdychając na kanapie, więc przepraszam za błędy ale poczułam obowiązek wytłumaczenia braku obecności na blogu... Kiedy wrócę planuję dokończyć one shota z jakże tajemniczą parą KxU sami się domyślcie o kogo może chodzić... Dodatkowo cały czas przyjmuję zamówienia, więc nie krępujcie się i piszcie.
***
Teraz moje doświadczenia. 
Jako, że był to mój, jak i moich koleżanek, pierwszy taki sam wyjazd bez rodziców zapowiadało się ciekawie. Pobudka o 5 rano, ogarnięcie się w łazience, śniadanko i wyjazd, gdyż o 6:42 miałyśmy pociąg do Warszawy. Oczywiście, że ja to ja i pakowanie nie jest moją mocną stroną na dworcu stawiłam się z ciężką walizą wypchaną po brzegi. Po kilkunastu minutach zjawiły się również moje koleżanki, z czego Ola z walizką dwa razy taką jak moja (później okazało się, że to nasz ukochany dmuchany pączek i pompka zajęli większość miejsc). Pomijając resztę wsiadłyśmy do SKM i pojechałyśmy na dworzec wschodni. Tam z jednym małym nieprzyjemnym incydentem dokupiłyśmy bilety na przyjazd z Olsztyna do Giżycka i zaczęła się nasza podróż. Trasa Warszawa-Olsztyn minęła nam niezwykle miło i przyjemnie (nowy pociąg, miły konduktor itp.), tak do Giżycka nie było już tak kolorowo. Stary pociąg, tłum ludzi w przedziałach i na korytarzu. Nam akurat nie udało się wykupić miejsc w przedziale, więc również okupywałyśmy przejście. Kiedy już szczęśliwe zataszczyłyśmy walizki, okazało się, że mamy bilety na drugą klasę, a jesteśmy w pierwszej. Bardzo miła starsza pani zdążyła wystraszyć nas historią o dwóch chłopakach, którzy popełnili takie samo faux pas jak my i wlepiono im za to mandat. Jednak nie miałyśmy jak przejść, gdyż druga z pań (również bez miejsca siedzącego) powiedziała, że druga klasa jest zapełniona i nie ma jak przejść. Koniec końców pociąg miał 20 minut opóźnienia a nam upiekło się bez mandatów. Dalej wszystko poszło jak z górki. Przed dworcem czekała na nas taksówka, pojechałyśmy na szybkie zakupki spożywcze i prosto do domku.
Kolejny dzień spędziłyśmy na plaży. Trzeciego dnia miałyśmy we cztery jechać na zakupy,  niestety okazało się, że Pana Arka, właściciela mającego pożyczyć nam jeszcze dwa rowery nie ma, dlatego pojechały tylko Klaudia i Natalka. Tymczasem ja z Olą pokręciłyśmy się po okolicy i zrobiłyśmy zdjęcia, czekając na spaghetti serwowane w restauracji dopiero od godziny 13:30. Kiedy już wróciłyśmy z naszej wycieczki krajoznawczo-rozpoznawczej dziewczyny już były. Wściekłe na górzystą trasę, kto by pomyślał, że 8 km tak je zmęczy.
Kolejne dni mijały nam w spokoju na robieniu rzeczy zwyklejszych (jedzeniu) i nie zwyklejszych (wymyślaniu nowych zastosowań dla pączka).
W tak zwanym międzyczasie na weekend wpadli rodzice Klaudii razem z jej młodszą siostrą. Popłynęliśmy motorówką do Giżycka, byliśmy w wesołym miasteczku. Nadmienię, że siedzenie na rufie, podczas gdy łódka pruję przez wodę 60 na godzinę to fantastyczne uczucie. Kiedy znowu zostałyśmy same trzy dni minęły nam jak z bicza strzelił i znowu trzeba było wracać do domu. Na szczęście tym razem miałyśmy o obydwu pociągach miejsca siedzące i obyło się bez większych wrażeń.
Podsumowując Wirus jest happy, koleżanki Wirusa również są happy i wszyscy ogólnie są happy.
 Dorzucam kilka zdjęć z podróży i pobytu w Giżycku... 
Wirus bez odbioru życzy miłych wakacji ~\(≧▽≦)/~ Ahoj!
Dzień wyjazdu

Sesja zdjęciowa


Przystań z w nocy też mi się bardzo spodobała.

Dzień drugi i pokazanie wielofunkcyjności pączusia

Mój przyjaciel krem z filtrem 50

Dzień trzeci i moja mini sesja zdjęciowa zrobiona przez Olę

Zdjęcie mojego autorstwa


Warto było na nie czekać


Snap z Giżycka musiał być a co!

W sumie byłam na kilku karuzelach ale tylko z tej mam zdjęcie


Tak kocham fotografować chmurki. Dlaczego?? Bo są przepiękne.





Dobra kawusia to coś czego brakowało mi przez cały wyjazd. Nadmienię,  że ta nie była dobra.

Dzień ostatni i pożegnanie z widoczkami.

I powrocik


poniedziałek, 20 czerwca 2016

List the pros and cons

One shot napisany na życzenie mojej koleżanki, która jak to się wyraziła chce coś bez gejów. Kiedy pomocny Wirus zapytał o paring stwierdziła, że ten z paskami na szyi i jej ulubiona członkini APink. Oczywiście Wirus jest bardzo miły bakcyl, więc po strzeleniu uroczym uśmieszkiem zapytałam o detale i zabrałam się do tworzenia. Tak więc dzieło pisane na kawałku zajęć artystycznych i biologi.
Przepisywała na tablecie (który szczerze pragnę wywalić przez okno), dlatego przepraszam za błędy.
Miłego czytania! 
 
***
 Było dużo rzeczy za które Takanori lubił Chorong. Gdyby spisał je na kartce, byłaby ona naprawdę długa. Na szczycie figurowałby dosyć niski wzrost dziewczyny. Chorong mogła pochwalić się zaszczytnymi 158 centymetrami. Matsumoto wystarczało tylko to, że nie musiał podnosić głowy, kiedy z nią rozmawiał. Kolejnym punktem byłby niewątpliwie charakter szatynki delikatny, spokojny i opiekuńczy. Zaraz za nim trzecią pozycję obstawiał wygląd wygląd dziewczyny duże oczy, długie, jasnobrązowe włosy i zgrabne ciało.
Było też wiele rzeczy, których Takanori w sobie nie lubił. Jego duży nos, zbyt niski wzrost, krzywa linia żuchwy, czy chociażby tkanka mięśniowa na ujemnym poziomie. Nie był Akirą, który chodzi na siłownię cztery razy i pija mleka proteinowe. Nie był typem sportowca. Jedyną grą jaka mu wychodziła był golf. Dla większości nudny i niezrozumiały. Nawet tutaj Chorong zaskakiwała swoją różnorodnością zainteresowań i grywała razem z nim. Taka nie był też zwycięzcą masterchefa, umiał ugotować jakieś proste dania (typu ryż czy makaron z sosem), ale przy tych bardziej skomplikowanych i wieloskładnikowych przepisach się gubił. Dlatego to Park wiodła prym w kuchni.
Mimo swoich wad (w większości i tak urojonych) Takanori był najszczęśliwszym człowiekiem w Japonii. Kochał to uczucie, gdy budził się rano w pokoju panował jeszcze poranny chłód, ale jemu wcale nie było zimno, ponieważ drugie drobne ciałko jest w ciebie wtulone. Lubił też wieczorne spacery. Ich dwójka + Koron. To był kolejny punkt na liście zalet Chorong. Jego najukochańsze dziecie (nadpobudliwy Chiuaua mający lepsze życie od większości populacji ludzkiej) było akceptowane, wręcz uwielbiane przez dziewczynę. Żyli tak ze sobie szczęśliwie lecz czasami w ich królestwie zbierały się burzowe chmury.
-Takanori zabierz swoje brudne gacie z naszej sypialni!-kzyknęła dziewczyna-Piętrząsię tutaj jak Mount Everest!
Blondyn wszedł do pokoju, w którym obok łóżka leżały dokładnie trzy pary czarnych, jak dusza Takanoriego w tym momencie, bokserek.
-Jaka sterta?! Robusz awanturę o trzy pary gaci! Znowu ci się okres spóźnia?
-Śpisz na kanapie.-warknęła, zatrzaskując za sobą drzwi łazienki.
Czasem jednak to Matsumoto zaczynał.
Był późny wieczór. Srebrny zegarek w czarne wzorki nieubłaganie wskazywał godzinę 2307 i i nie chciał ruszyć dalej. Bynajmniej tak wydawało się mężczyźnie zerkającemu na niego co chwilę. Kiedy szczęknął zamek w drzwiach, Takanori zerwał się z kanapy.
-Co tak późno?!-naskoczył na dziewczynę.
-Trening nam się przedłużył.
-Nie mogłaś do mnie napisać?!
-Nie nie mogłam!-warknęła-Zmieniłeś zawód?! Z piosenkarza zostałeś policjantem?!
Blondyn jedynie warknął coś niezrozumiałego ppd nosem, po czym zamknął się w sypialni. Przecież nie powie jej, że naoglądał się kryminałów i umierał ze strachu. Niech myśli, że był zazdrosny. Ruki często maskował emocje. Taki nawyk. Jutro zrobi jej śniadanie i wszystko będzie okey.
Jednak nie ważne jak źle by było, wiedzieli, że razem dadzą radę. Słońcę wpadało do pokoju przez szczelinę między zasłonami, oświetlając latające po nim pyłki. Takanori zmarszczył nos przekręcając się na drugi bok. To działanie jednak nic nie pomogło. Powoli otworzył oczy, po czym zaśmiał się cicho, widząc śpiącą z otwartymi ustami Chorong.
-Wstawaj chrapiąca królewno.-powiedział, składając pocałunek na jej czole.
-Wcale nie chrapię.-mruknęła sennie, zgarniając grzywkę z oczu-Wałek mi spadł.-stwierdziła niezadowolona.
-Ale wstałaś, więc podziałało.-stwierdził, puszczając ostatnie zdanie mimo uszu.
Chorong praktycznie zawsze spała z różowym wałeczkiem, na który zakręcała grzywkę. Nie było nowością, że co jakiś czas owy wałeczek spadał.
-Idź lepiej zrób śniadanie.
-Spalone toaty i przesolona jajecznica raz specjalnie dla ślicznej panienki.-zaśmiał się, wychodząc z łóżka.
Kolejny dzień wraz z którym do listy dojdą nowe wady i zalety czas zacząć.

środa, 15 czerwca 2016

SNZ Rozdział 4 Wszyscy kochają poranki...

No więc piszę z laptopa wujka, który zajęłyśmy z siostrą na czas nieokreślony. Poranna rutyna obecna w większości domów. Tak na marginesie dodam, że crunchy nut to kukurydziane płatki z miodem i orzechami gdyby ktoś nie wiedział. A i nie zdziwcie się pod koniec, ja z moją siostrą również w taki sposób dzielimy się łazienką. Czasem inaczej się nie da...

***
Jeśli spojrzymy na typowy poranek kilku przeciętnych uczniów w Japonii dojedziemy do wniosku, że wyglądają one tak samo. Pobudka o nieludzko wczesnej godzinie, później poranna toaleta, wskoczenie w mundurek i śniadanko. Lecz czasami zdarzają się takie diamentowe wyjątki jak Danielle, Akira, czy Kouyou. Najpierw na warsztat weźmiemy poranek Takashimy. Zamiast słodkich dźwięków budzika (czyli urządzenia, które wszyscy kochamy szatyna budzi słońce, dostające się do pokoju przez niezasłonięte okno. 
-Yumi cholero mówiłem ci, żebyś je zasłoniła jak skończysz malować!-warknął rozeźlony poszkodowany. 
No tak był na tyle miły i pozwalał siostrze na rysowanie widoków z jego okna, ale tylko jeśli później użyje zasłon. Z miną męczennika spojrzał na zegarek 06:43. Jego irytacja wzrosła. Mógł mieć dodatkowe siedemnaście minut snu. Wiedząc, że już i tak nie powróci do krainy Morfeusza, zwlekł się z łóżka. Trudno najwyżej odbije sobie na matematyce. Opuścił swój pokój. Łazienka jak zwykle była okupowana przez siostry. Tak to jest jak rodzice mają swoją własną, a na troje dzieci przypada tylko jedna. 
-Aya wyłaź stamtąd!-krzyknął. 
-Niedawno weszłam!-odkrzyknęła dziewczyna. 
Humor Kouyou wcale się nie poprawił. Zrezygnowany ruszył do kuchni. 
-Cześć.-przywitał się z rodzicami. 
-Dzień dobry kochanie.-odpowiedziała mu mama-Śniadanie już prawie gotowe siadaj.
Kiedy stanęło przed nim jedzenie, jego wszystkie problemy zeszły na dalszy plan. Niestety po śniadaniu Yumi zajęła łazienkę. 
-Zabiję... wszystkie!-warczał, zakładając na siebie mundurek.
Udało mu się wpaść do łazienki na niecałą minutę i zabrać z niej żel do twarzy, krem i szczoteczkę do zębów.-Mamo idę do Akiry, za dziesięć minut wracam. 
Tak Kou miał plan awaryjny nazwany łazienką kumpla mieszkającego kilka mieszkań dalej. Zadzwonił dwa razy dzwonkiem. Drzwi otworzyła mi Miyoko starsza siostra Akiry.
-Cześć. Macie na stanie łazienkę dla przybłędy?-zapytałem, uśmiechając się uroczo. 
-Dla ciebie zawsze.-zaśmiała się dziewczyna-Aki Kouyou przyszedł. 
-Znowu nie wpuściły cię do kibla?-zarechotał chłopak, wyjmując szczoteczkę z ust-Wbijaj.-machnął zachęcająco w stronę łazienki. 
-Dzień dobry.-przywitałem się z babcią Suzukich. 
-Cześć Kouyou.-odpowiedziała radośnie-Jadłeś już?
-Tak dziękuję. Ja tylko na chwilę pożyczyć trochę łazienki.
-Tylko potem oddaj.-puściła mi perskie oczko. 
Pani Nagasawa była naprawdę miłą i pozytywną kobietą, dlatego naprawdę ją lubiłem. Wszedłem do upragnionego przeze mnie pomieszczenia. Umyłem zęby i twarz, nasmarowałem się kremem, po czym uczesałem włosy. 
-Naprawdę czasem ci współczuje.-stwierdził Akira, zapinając koszulę.
-Taaa ja sobie też. 
-Jak tam nos?
-Ujdzie w tłoku. Będziesz teraz wychodził?
-Tak. 
-Świetnie. Zajdziemy po Daisy. 
-Ok. 
Po kilku minutach Kouyou wpadł do swojego domu po książki i drugie śniadanie, po czym wyszedł do szkoły. 
***
Kolejną osobą u której zawitamy jest Akira. Jego budzik również różnił się nieco od innych. Miał sześćdziesiąt lat, długie farbowane na czarno włosy i przyjemny dla ucha głos. 
-Aki wstawaj.
Chłopak niechętnie otworzył oczy. 
-Śniadanie jest już na stole.-powiedziała babcia. 
Na te słowa chłopak niemal wyskoczył z łóżka. W końcu śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Po jedzeniu przyszedł czas na toaletę. Tutaj chłopak zbytnio się nie rozdrabniał. Przemył twarz wodą, nałożył krem nawilżający, spryskał się dezodorantem i perfumami, kiedy mył zęby odwiedził ich Kouyou. Nie było to czymś niezwykłym. Mając dwie starsze siostry i jedną wspólną łazienkę nikogo to nie dziwiło. Suzuki cieszył się, że nie ma takich problemów. Z siostrą dobrze się dogadywał, a mama z babcią chętnie dzieliły się swoją łazienką w razie potrzeby. Po za tym jego mama wychodziła do pracy kilka minut przed ich pobudką. Gdy Takashima wrócił do siebie po torbę, Akira skończył się szykować.
***
 Ostatnią  osóbką jaką odwiedzimy będzie Danielle. W zaciemnionym pomieszczeniu co jakiś czas dało się słyszeć głośną muzykę. 
Za trzecim razem Daisy wyłączyła drzemkę, zaczynając tym samym dzień. Poleżała przez kilka minut w łóżku, po czym udała się do kuchni. 

-Takanori znowu okupuje łazienkę?-zapytała widząc starszego brata myjącego zęby w zlewie. 
-Yhyym.-odpowiedział Yutaka. 
-Są rodzice?
-Tata śpi, bo po południu będzie jechał do Tokio, a mama wyszła do sklepu.
Dziewczyna kiwnęła głową, wyjmując curnchy nut z szafki. Wsypała płatki do białej miseczki, po czym zalała je mlekiem migdałowym. 
-Jadłeś już?-zapytała brata. 
-Nie. 
-Też chcesz płatki?
-A chcesz mi zrobić?
-O niczym innym nie marzę. 
Po chwili we dwoje siedzieli przy stole, jedząc śniadanie.
-Ja robiłam, ty zmywasz.-powiedziała, wstawiając miskę do zlewu-Cześć tato.-przywitała się, mijając ojca w wejściu do kuchni. 
-Cześć.-odpowiedział Satoru-Gdzie mama?-zapytał syna. 
Dalszej konwersacji Daisy nie słyszała, ponieważ stanęła przed drzwiami łazienki.
-Taka mogę wejść?
-Tak. 
Przez wszechobecną w pomieszczeniu parę wodną, dało się dostrzec zarys sylwetki chłopaka stojącego pod prysznicem. To był powód dla którego Yutaka wolał myć zęby w zlewie. Zdziwiła się tylko dlaczego nie skorzystał z toalety, w końcu tam też było lustro i zlew.
-Hej.-rzuciła w stronę chłopaka, podchodząc do lustra. 
-Hej. 
W ich domu prywatność ustępowała miejsca czasowi, a raczej jego brakowi. Dlatego nikomu nie przeszkadzało, że przy kąpieli miał towarzystwo. Brunetka starła parę z lustra, po czym rozpoczęła poranny rytuał. Oczyściła twarz żelem i pilingiem, po czym nałożyła krem złuszczający. Umyła zęby, a włosy zaplotła w dwa warkoczyki. Kiedy skończyła w łazience, wróciła do pokoju, odsłoniła wielkie okno, po czym usiadła przed toaletką. Po niecałych piętnastu minutach jej makijaż był gotowy. Przebrała się w mundurek, popsikała delikatnymi perfumami i akurat wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. 
-Danielle koledzy po ciebie!-krzyknął Yutaka. 
-Idę!-przejrzała się szybko w lustrze, poprawiła włosy i wyszła-Widzę, że się poznaliście.-powiedziała, widząc jak koledzy patrzą na jej brata. 
-Jesteście bliźniakami?-zapytał Kouyou. 
-Nie. Ja jestem ładniejsza.-machnęła ręką, zakładając buty-Idziemy?
-Tak, tak. 
Pożegnali się z Yutaką. 
-Nie mówiłaś, że masz brata.-powiedział Suzuki.
-I to nie jednego.-zaśmiała się pod nosem-Nie mówiłam bo nie pytaliście. Jak tam nos?
Niektórzy mogliby się zdziwić jak wygląda ich poranek, ale to działa w dwie strony. Oni mogliby zdziwić się w jak nudny sposób reszta Japonii rozpoczyna swój dzień. 

~~~
A i jeszcze walnęłam sobie reklamę http://www.opowi.pl/katalog