Cześć Ludzie to znowu zaraźliwy Wiruseł.
Tak więc wiem miałam nie wrzucać nic do Soboty, ale naszła mnie wena, więc dzisiaj was podręczę. Jest to dłuższy One Shot, smutny, ale mam nadzieję, że wam się spodoba.
Tak więc miłego czytania.
Polecam słuchać Bangtanów.
https://www.youtube.com/watch?v=NMdTd9e-LEI
Polecam słuchać Bangtanów.
https://www.youtube.com/watch?v=NMdTd9e-LEI
***
Pierwsze
dźgnięcie.
Krew
wypływająca z rany. Krzyk dziewczyny.
Drugie
dźgnięcie.
Więcej
krwi.
Za
trzecim razem, puściłem nóż, który upadł z łoskotem na
podłogę. Zaraz po tym ON osunął się po ścianie, zostawiając na
niej wielką krwawą smugę. Krew, krew, krew. Wszędzie. Czerwona
kałuża rozprzestrzeniała się próbując mnie utopić. Brudziła
moje buty, ręce i ubranie. Spojrzałem ostatni raz na załzawione,
czarne oczy dziewczyny. Syrena. Ktoś zadzwonił po policję.
-U-uciekaj.-wyszeptała,
przez łzy.
Wybiegłem
z domu, nie wiem jakim cudem dobiegłem do domu Namjoona. Pamiętam
tylko jego zdziwioną twarz, kiedy otworzył drzwi i wciągnął mnie
do mieszkania.
-Z-za-zabiłem...
zabiłem g-go...-wymamrotałem, przez łzy, opierając się o
drzwi-Jestem mordercą!-zawyłem, kuląc się na podłodze-Kie-kiedy
zobaczy...zobaczyłem j-jak j-j-ją uderzył... Złapałem nóż
i...i potem KREW!
Poczułem
jak chłopak siada obok mnie i obejmuje mnie ramieniem.
-Zdejmij
ubranie i idź się umyć.-mruknął, po dłuższej chwili milczenia.
Pomógł
mi się rozebrać i wejść do wanny. Woda spływająca do brodzika
była taka czerwona. Złapałem mydło i zacząłem się nim
szorować. Łzy spływające po mojej twarzy mieszały się z
kroplami wody. Mimo iż umyłem ręce w dalszym ciągu czułem na
nich jego krew. Słyszałem jego urywany oddech i krzyk Bomi.
B-bomi... Nigdy nie będę mógł spojrzeć jej w oczy. Uderzyłem
ręką w ścianę prysznica. Już nigdy jej nie zobaczę. NIGDY.
Stałem tam. W łazience Namjoona rycząc i tracąc jakiekolwiek siły
życiowe. Świat zaczął wirować, a ja straciłem świadomość,
osuwając się w wszechogarniającą mnie ciemność.
Krew,
krzyk, płacz, BOMI! Poderwałem się do góry. Leżałem w dużym
miękkim łóżku. Ubrany w za dużą białą koszulkę i dresy. To
nie był pokój Kima. Ściany były szare, meble zakurzone, a podłoga
zniszczona. Powoli wstałem z łóżka, łapiąc się ściany kiedy
poczułem, jak podłoga ucieka mi spod nóg. Cudem wyszedłem z
pokoju, na biały korytarz, skryty w półcieniu. Przez okno
zobaczyłem zachodzące słońce, ale nie to przyciągnęło moją
uwagę. W ogrodzie widać było kłęby szarego dymu, a po domu
roznosił się wyraźny odór spalenizny. Wybiegłem na zewnątrz.
Zobaczyłem Namjoona stojącego przed wielkim ogniskiem.
-Nie
powinieneś wychodzić z łóżka.-powiedział widząc mnie w
drzwiach.-Musiałem spalić twoje stare ubrania.-dodał po chwili
milczenia.
-Gdzie
jesteśmy?-zapytałem, patrząc przed siebie na wielkie jezioro.
-W
domu mojego kuzyna. Środek lasu. Nikt nas tu ni znajdzie. Zostaniemy
tu przez chwilę, później kiedy wszystko przycichnie wyjedziemy za
granicę.
-M-my?
-Tak.
Nie nadajesz się na samotne wędrówki.
I
tym sposobem minęły dwa kolejne tygodnie. Ukrywaliśmy się w
dziczy, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji.
-Spieprzyłem
wszystko.-mruknąłem, kiedy leżeliśmy na pomoście, patrząc w
niebo-Moje życie, twoje i Bomi.
-Każdy
popełnia błędy. Próbowałeś uratować Bomi. To był odruch
bezwarunkowy.-mruknął Kim, z butelką przy ustach.
Kolejne
tygodnie mijały, a moja psychika wysiadła. Z dnia na dzień byłem
coraz słabszy. Nie było ani jednej nocy, którą przespałbym
spokojnie. Krzyk, płacz i krew nawiedzały mnie w koszmarach
codziennie. Snułem się po domu i myślałem tylko o jednym. Nie
chciałem dłużej tak, żyć. Kiedy policja zaostrzyła moje
poszukiwania, zaczęliśmy zmieniać nasz kryjówki. Czuję jakbym
przyrósł do czapki z daszkiem, maski i okularów
przeciwsłonecznych. Miałem dosyć.
-Chcę
zobaczyć Bomi.-powiedziałem, kiedy zatrzymaliśmy się w obskurnym
motelu niedaleko Busan.
-Wiesz,
że to nie możliwe. Jesteś najbardziej poszukiwaną osobą w
kraju.-powiedział Namjoon, wstając z łóżka.
Czułem
się jak narkoman na odwyku. Byłem uzależniony od Bomi. Od jej
ślicznych oczu, melodyjnego głosu i delikatnych dłoni.
-Muszę
ją zobaczyć!-krzyknąłem, biorąc do ręki kluczyki od samochodu.
-Nie
możesz!-blondyn podszedł do mnie i złapał na nadgarstek.
-Puszczaj!-wysyczałem.
-NIE!
Odłóż te kluczyki i idź się przespać!
-Cały
czas jemy, śpimy i uciekamy! M-mam tego dosyć.-wymamrotałem, a po
moich policzkach spłynęły łzy-J-ja już tak nie mogę! Mam dosyć!
Zapadło
milczenie, przerywane moim szlochem.
-Dobrze.
Wyjeżdżamy za godzinę. Zobaczysz ją, ale później wylatujemy do
Ameryki i już więcej tu nie wrócimy.
-D-dobrze.
Spakowaliśmy
się i równo o 12:00 ruszyliśmy w stronę Seulu. Namjoon dowiedział
się, że Bomi mieszka aktualnie u swojej siostry niedaleko
Insa-dong.
-Załóż
to.-mruknął, chłopak podając mi czapkę z daszkiem, nieodłączny
element mojego stroju-Bomi wyszła niedawno z pracy i powinna
niedł...
Nie
słuchałem już przyjaciela, ponieważ zobaczyłem tę piękne
ciemne oczy. Nieświadomie ruszyłem w kierunku dziewczyny. To był
instynkt, nad którym nie potrafiłem zapanować.
-Tae!-krzyknął
Kim, będący dobre kilka metrów za mną.
Kiedy
moje spojrzenie skrzyżowało się, ze spojrzeniem cudownych oczu
Bomi, zrozumiałem, że nie mógłbym spędzić reszty życia bez
niej. Wolałem dać się złapać, dla tych kilku minut razem z nią.
Mimo iż najprawdopodobniej mnie nienawidzi, mimo iż zniszczyłem
jej życie. Chciałem ją zobaczyć.
-C-co
ty ty...?-mamrotała, kiedy dzieliła nas tylko kilka centymetrów.
Moje
serce pękło kiedy po jej policzku spłynęła łza.
-J-ja
prze-przepraszam.-szepnąłem.
Kochałem
ją, ale musiałem zniknąć z jej życia raz na zawsze.
-Naprawdę
nie chciałem. Żegnaj-wyszeptałem, wybiegając na ulicę.
Zobaczyłem
dwa światła. Później tylko pisk, krzyk, straszliwy ból i krew.
Umierałem. Zasłużyłem.
-Tae
błagam nie umieraj!-usłyszałem płacz nad głową.
Ostatkami
sil otworzyłem oczy. Nade mną pochylała się Bomi.
-Naprawdę
mi przykro. Nie chciałem.-wyszeptałem, mimo bólu podnosząc rękę
i gładząc nią mokry policzek dziewczyny-Wybacz mi.
Bomi
złapała za moją rękę i wtuliła się w nią.
-Błagam
nie zostawiaj mnie! Kocham cię!
Czułem
jej łzy spływające na jej twarz. Ból wszech ogarniał moje ciało,
jak słodka trucizna. Płacz, tupot stóp, krzyk Namjoona smak,
własnej krwi w ustach i nagle wszystko ucichło. Ból zniknął.
Ogarnęła mnie ciemność. Mimo to uśmiechałem się.
Kim
Taehyung 24-latek podejrzewany o morderstwo Park Chanyeola
dzisiejszego popołudnia około godziny szesnastej, został potrącony
przez pijanego kierowcę. Zmarł na miejscu doznając rozległych
obrażeń głowy, oraz krwotoku wewnętrznego.
Jestem
teraz szczęśliwy. Patrzę na Bomi z góry. Widzę jak razem z
Namjoonem przychodzi na mój grób codziennie. Chyba zaczęli się do
siebie zbliżać. Cieszę się z tego. W końcu znaleźli kogoś,
odpowiedniego dla siebie. Dzięki zeznaniom Bomi zostałem
uniewinniony, nie potrzebnie. Zasługiwałem na wszystko co mnie
spotkało. Przynajmniej mam świadomość, że moja śmierć nie była
bezcelowa. Połączyła dwoje najważniejszych dla mnie ludzi. Bomi i
Namjoon dwa lata po mojej śmierci wzięli ślub. Swojego pierwszego
syna nazwali Taehyung, po zmarłym wujku. Nie zasługuje na taki
przywilej. Wiem, że nie będą pamiętali mnie jako mordercy , tylko
jako Kim Taehyunga. Chłopaka, który niszcząc wszystko stworzył
nowe i lepsze jutro. Przyrzekłem sobie, że będę ich chronił. Tu
z góry.
Czasami
wydaje ci się, że nie pasujesz do tego świata, jednak gdy z niego
odchodzisz uświadamiasz sobie jak bardzo się myliłeś.
Chlip, chlip :') Jeden z najlepszych one-shot'ów jakie czytałam
OdpowiedzUsuńOjej, czemu tylko one-shot?! Świetne, cudne, potrzebuję więcej
OdpowiedzUsuńpod spodem rozmnożyło się to samo
UsuńDziękuję za komentarz ^^ i cieszę się, że nie wyszło, aż tak źle
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń