poniedziałek, 18 maja 2015

I need you girl

Cześć Ludzie to znowu zaraźliwy Wiruseł.
Tak więc wiem miałam nie wrzucać nic do Soboty, ale naszła mnie wena, więc dzisiaj was podręczę. Jest to dłuższy One Shot, smutny, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. 
Tak więc miłego czytania. 
Polecam słuchać Bangtanów. 
https://www.youtube.com/watch?v=NMdTd9e-LEI 
***
Pierwsze dźgnięcie.
Krew wypływająca z rany. Krzyk dziewczyny.
Drugie dźgnięcie.
Więcej krwi.
Za trzecim razem, puściłem nóż, który upadł z łoskotem na podłogę. Zaraz po tym ON osunął się po ścianie, zostawiając na niej wielką krwawą smugę. Krew, krew, krew. Wszędzie. Czerwona kałuża rozprzestrzeniała się próbując mnie utopić. Brudziła moje buty, ręce i ubranie. Spojrzałem ostatni raz na załzawione, czarne oczy dziewczyny. Syrena. Ktoś zadzwonił po policję.
-U-uciekaj.-wyszeptała, przez łzy.
Wybiegłem z domu, nie wiem jakim cudem dobiegłem do domu Namjoona. Pamiętam tylko jego zdziwioną twarz, kiedy otworzył drzwi i wciągnął mnie do mieszkania.
-Z-za-zabiłem... zabiłem g-go...-wymamrotałem, przez łzy, opierając się o drzwi-Jestem mordercą!-zawyłem, kuląc się na podłodze-Kie-kiedy zobaczy...zobaczyłem j-jak j-j-ją uderzył... Złapałem nóż i...i potem KREW!
Poczułem jak chłopak siada obok mnie i obejmuje mnie ramieniem.
-Zdejmij ubranie i idź się umyć.-mruknął, po dłuższej chwili milczenia.
Pomógł mi się rozebrać i wejść do wanny. Woda spływająca do brodzika była taka czerwona. Złapałem mydło i zacząłem się nim szorować. Łzy spływające po mojej twarzy mieszały się z kroplami wody. Mimo iż umyłem ręce w dalszym ciągu czułem na nich jego krew. Słyszałem jego urywany oddech i krzyk Bomi. B-bomi... Nigdy nie będę mógł spojrzeć jej w oczy. Uderzyłem ręką w ścianę prysznica. Już nigdy jej nie zobaczę. NIGDY. Stałem tam. W łazience Namjoona rycząc i tracąc jakiekolwiek siły życiowe. Świat zaczął wirować, a ja straciłem świadomość, osuwając się w wszechogarniającą mnie ciemność.
Krew, krzyk, płacz, BOMI! Poderwałem się do góry. Leżałem w dużym miękkim łóżku. Ubrany w za dużą białą koszulkę i dresy. To nie był pokój Kima. Ściany były szare, meble zakurzone, a podłoga zniszczona. Powoli wstałem z łóżka, łapiąc się ściany kiedy poczułem, jak podłoga ucieka mi spod nóg. Cudem wyszedłem z pokoju, na biały korytarz, skryty w półcieniu. Przez okno zobaczyłem zachodzące słońce, ale nie to przyciągnęło moją uwagę. W ogrodzie widać było kłęby szarego dymu, a po domu roznosił się wyraźny odór spalenizny. Wybiegłem na zewnątrz. Zobaczyłem Namjoona stojącego przed wielkim ogniskiem.
-Nie powinieneś wychodzić z łóżka.-powiedział widząc mnie w drzwiach.-Musiałem spalić twoje stare ubrania.-dodał po chwili milczenia.
-Gdzie jesteśmy?-zapytałem, patrząc przed siebie na wielkie jezioro.
-W domu mojego kuzyna. Środek lasu. Nikt nas tu ni znajdzie. Zostaniemy tu przez chwilę, później kiedy wszystko przycichnie wyjedziemy za granicę.
-M-my?
-Tak. Nie nadajesz się na samotne wędrówki.
I tym sposobem minęły dwa kolejne tygodnie. Ukrywaliśmy się w dziczy, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji.
-Spieprzyłem wszystko.-mruknąłem, kiedy leżeliśmy na pomoście, patrząc w niebo-Moje życie, twoje i Bomi.
-Każdy popełnia błędy. Próbowałeś uratować Bomi. To był odruch bezwarunkowy.-mruknął Kim, z butelką przy ustach.
Kolejne tygodnie mijały, a moja psychika wysiadła. Z dnia na dzień byłem coraz słabszy. Nie było ani jednej nocy, którą przespałbym spokojnie. Krzyk, płacz i krew nawiedzały mnie w koszmarach codziennie. Snułem się po domu i myślałem tylko o jednym. Nie chciałem dłużej tak, żyć. Kiedy policja zaostrzyła moje poszukiwania, zaczęliśmy zmieniać nasz kryjówki. Czuję jakbym przyrósł do czapki z daszkiem, maski i okularów przeciwsłonecznych. Miałem dosyć.
-Chcę zobaczyć Bomi.-powiedziałem, kiedy zatrzymaliśmy się w obskurnym motelu niedaleko Busan.
-Wiesz, że to nie możliwe. Jesteś najbardziej poszukiwaną osobą w kraju.-powiedział Namjoon, wstając z łóżka.
Czułem się jak narkoman na odwyku. Byłem uzależniony od Bomi. Od jej ślicznych oczu, melodyjnego głosu i delikatnych dłoni.
-Muszę ją zobaczyć!-krzyknąłem, biorąc do ręki kluczyki od samochodu.
-Nie możesz!-blondyn podszedł do mnie i złapał na nadgarstek.
-Puszczaj!-wysyczałem.
-NIE! Odłóż te kluczyki i idź się przespać!
-Cały czas jemy, śpimy i uciekamy! M-mam tego dosyć.-wymamrotałem, a po moich policzkach spłynęły łzy-J-ja już tak nie mogę! Mam dosyć!
Zapadło milczenie, przerywane moim szlochem.
-Dobrze. Wyjeżdżamy za godzinę. Zobaczysz ją, ale później wylatujemy do Ameryki i już więcej tu nie wrócimy.
-D-dobrze.
Spakowaliśmy się i równo o 12:00 ruszyliśmy w stronę Seulu. Namjoon dowiedział się, że Bomi mieszka aktualnie u swojej siostry niedaleko Insa-dong.
-Załóż to.-mruknął, chłopak podając mi czapkę z daszkiem, nieodłączny element mojego stroju-Bomi wyszła niedawno z pracy i powinna niedł...
Nie słuchałem już przyjaciela, ponieważ zobaczyłem tę piękne ciemne oczy. Nieświadomie ruszyłem w kierunku dziewczyny. To był instynkt, nad którym nie potrafiłem zapanować.
-Tae!-krzyknął Kim, będący dobre kilka metrów za mną.
Kiedy moje spojrzenie skrzyżowało się, ze spojrzeniem cudownych oczu Bomi, zrozumiałem, że nie mógłbym spędzić reszty życia bez niej. Wolałem dać się złapać, dla tych kilku minut razem z nią. Mimo iż najprawdopodobniej mnie nienawidzi, mimo iż zniszczyłem jej życie. Chciałem ją zobaczyć.
-C-co ty ty...?-mamrotała, kiedy dzieliła nas tylko kilka centymetrów.
Moje serce pękło kiedy po jej policzku spłynęła łza.
-J-ja prze-przepraszam.-szepnąłem.
Kochałem ją, ale musiałem zniknąć z jej życia raz na zawsze.
-Naprawdę nie chciałem. Żegnaj-wyszeptałem, wybiegając na ulicę.
Zobaczyłem dwa światła. Później tylko pisk, krzyk, straszliwy ból i krew. Umierałem. Zasłużyłem.
-Tae błagam nie umieraj!-usłyszałem płacz nad głową.
Ostatkami sil otworzyłem oczy. Nade mną pochylała się Bomi.
-Naprawdę mi przykro. Nie chciałem.-wyszeptałem, mimo bólu podnosząc rękę i gładząc nią mokry policzek dziewczyny-Wybacz mi.
Bomi złapała za moją rękę i wtuliła się w nią.
-Błagam nie zostawiaj mnie! Kocham cię!
Czułem jej łzy spływające na jej twarz. Ból wszech ogarniał moje ciało, jak słodka trucizna. Płacz, tupot stóp, krzyk Namjoona smak, własnej krwi w ustach i nagle wszystko ucichło. Ból zniknął. Ogarnęła mnie ciemność. Mimo to uśmiechałem się.
Kim Taehyung 24-latek podejrzewany o morderstwo Park Chanyeola dzisiejszego popołudnia około godziny szesnastej, został potrącony przez pijanego kierowcę. Zmarł na miejscu doznając rozległych obrażeń głowy, oraz krwotoku wewnętrznego.
Jestem teraz szczęśliwy. Patrzę na Bomi z góry. Widzę jak razem z Namjoonem przychodzi na mój grób codziennie. Chyba zaczęli się do siebie zbliżać. Cieszę się z tego. W końcu znaleźli kogoś, odpowiedniego dla siebie. Dzięki zeznaniom Bomi zostałem uniewinniony, nie potrzebnie. Zasługiwałem na wszystko co mnie spotkało. Przynajmniej mam świadomość, że moja śmierć nie była bezcelowa. Połączyła dwoje najważniejszych dla mnie ludzi. Bomi i Namjoon dwa lata po mojej śmierci wzięli ślub. Swojego pierwszego syna nazwali Taehyung, po zmarłym wujku. Nie zasługuje na taki przywilej. Wiem, że nie będą pamiętali mnie jako mordercy , tylko jako Kim Taehyunga. Chłopaka, który niszcząc wszystko stworzył nowe i lepsze jutro. Przyrzekłem sobie, że będę ich chronił. Tu z góry.
Czasami wydaje ci się, że nie pasujesz do tego świata, jednak gdy z niego odchodzisz uświadamiasz sobie jak bardzo się myliłeś.

6 komentarzy:

  1. Chlip, chlip :') Jeden z najlepszych one-shot'ów jakie czytałam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, czemu tylko one-shot?! Świetne, cudne, potrzebuję więcej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pod spodem rozmnożyło się to samo

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz ^^ i cieszę się, że nie wyszło, aż tak źle

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń